Maszyna grająca, która zostanie wykorzystana w operze "Aaron S.", fot. Krzysztof Cybulski

ZIEMIE NICZYJE SIECI

Zakończona tragicznie historia walki amerykańskiego haktywisty Aarona Swartza z wymiarem spawiedliwości stała się osią narracyjną opery multimedialnej Aaron S., stworzonej przez Pawła Krzaczkowskiego, Sławka Wojciechowskiego i Krzyśka Cybulskiego. Jej premiera odbędzie się podczas tegorocznej Warszawskiej Jesieni

 

Granice otwartej przestrzeni

Jeśli zastanowić się nad tym, dlaczego właściwie dzielenie się plikami w internecie nazywamy piractwem, powód wydaje się prosty: podobnie jak nieuchwytni piraci żeglują na niedającej się zawłaszczyć, rozciągiętej pomiędzy imperiami płynnej powierzchni mórz, ludzie surfujący w internecie poruszają się w przestrzeni rozsadzającej granice państw i jurysdykcji, gdzie drugi koniec świata znajduje się na wyciągnięcie ręki, ale gdzie nie sięga władza „zwykłych” praw, uziemionych przez procedury ich egzekwowania w ramach aparatów państwowych. Tego rodzaju wolne, otwarte przestrzenie – sieć, ocean albo „ziemie niczyje”, jakimi były kiedyś obie Ameryki – powracają jak refren w dziejach świata, które obejmują także historię ich parcelacji: zawłaszczania i ustalania granic (albo, jak określali to Deleuze i Guattari, ruchy de- i reterytorializacji[1]). I tak jak kiedyś piraci i kowboje, dziś hakerzy tracą swobodę działania w otwartej przestrzeni; dramat Aarona Swartza – programisty i działacza społecznego – rozegrał się w obszarze płynnej granicy pomiędzy wciąż jeszcze wolnym i otwartym polem wirtualnym a skrzętnie rozdzieloną i zawłaszczoną domeną realną.

Swartz był prawdziwym obywatelem wolnego internetu, a także jego obrońcą i twórcą: brał aktywny udział w kształtowaniu sieci zarówno w jej technicznym wymiarze (już jako trzynastolatek uczestniczył w pracach nad protokołem RSS), jak i na poziomie treści (był m.in. jednym ze współzałożycieli serwisu Reddit i popularnym blogerem). Ponadto, jako aktywista i zarazem haker, skutecznie przeciwstawiał się różnorakim próbom ograniczania dostępu do informacji. Wsławił się zwłaszcza akcjami uwalniania danych zgromadzonych w elektronicznym zbiorze archiwów sądowych PACER (Public Access to Court Electronic Records) oraz uczestnictwem w wygranej przez internautów walce przeciw SOPA (Stop Online Piracy Act). Projekt tej ustawy znalazł szerokie poparcie wśród przedstawicieli amerykańskiego przemysłu filmowego i muzycznego, bo umożliwiał posiadaczom praw autorskich blokowanie zagranicznych stron internetowych – czyli de facto umożliwiał cenzurowanie sieci przez prywatne korporacje.

Do pewnego momentu działania Swartza na rzecz wolnej sieci, choć nie były na rękę możnym tego świata, przynajmniej nie wywoływały reakcji aparatu władzy. Jak zauważa Sławek Wojciechowski, „on działał w pewnej próżni prawnej, w granicach, które nie zostały jeszcze w pełni zakreślone – nie jest właściwie jasne, czy ściąganie plików jest przestępstwem, czy nie”. „Dlatego też – dodaje Paweł Krzaczkowski – większość postawionych mu zarzutów była wynikiem arbitralnych interpretacji formułowanych przez aparaty władzy. Co istotne, Aaron Swartz korzystał z luk systemowych nie dla własnej korzyści, lecz dla zysku społecznego, mając na celu redystrybucję wiedzy”. Przykładowo: dane z bazy PACER – zawierającej informacje istotne publicznie (akta spraw sądowych), lecz udostępniane tylko odpłatnie, na czym platforma zarabiała – zostały ściągnięte w czasie, gdy w ramach akcji promocyjnej dostęp do archiwum był chwilowo otwarty i darmowy.

 

Wymiar niesprawiedliwości

Mimo że działał na granicy legalności i na materii wciąż jeszcze nie w pełni uregulowanej prawnie, Aaron Swartz został jednak ostatecznie aresztowany za próbę ściągnięcia zawartości bazy artykułów naukowych JSTOR znajdującej się na serwerach słynnej uczelni Massachusetts Institute of Technology. W tym przypadku, podobnie jak w wypadku PACER, popełnione przez niego „przestępstwo” wydawało się mocno wątpliwe, choćby z uwagi na to, że tego rodzaju „kradzież” równie dobrze można uważać za uwolnienie zawłaszczonej wiedzy – wiedzy, do której każda osoba odwiedzająca kampus MIT miała swobodny dostęp; dodatkowo „poszkodowana” instytucja, czyli JSTOR, postanowiła nie wnosić oskarżenia. Zrobił to jednakże prokurator, który postawił Swartzowi 13 zarzutów grożących łączną karą 35 lat więzienia i milionem dolarów grzywny oraz wnioskował o kaucję w wysokości 100 tysięcy dolarów. Podczas przygotowań do procesu przedstawił mu propozycję odbycia kary 6 miesięcy pozbawienia wolności w zamian za przyznanie się do wszystkich zarzutów, lecz gdy ten ją odrzucił, zagroził, że wobec tego będzie wnioskował o karę 7 lat więzienia. Po dwóch latach wyniszczającej psychicznie i finansowo walki z wymiarem „sprawiedliwości” Aaron Swartz popełnił samobójstwo.

Sprawa ta, co zrozumiałe, poruszyła wielu ludzi, stając się symbolem patologii władzy i ujawniając „problem ogromnego deficytu demokracji, dotykającego także te kraje, w których jest ona systemem sprawowania władzy”, takie jak Stany Zjednoczone, gdzie – jak tłumaczy Paweł Krzaczkowski – „funkcjonuje rozwinięty aparat przemocy, którego ofiarą padł Aaron Swartz, a struktury władzy państwowej są bardzo mocno powiązane z kapitałem prywatnym, tworząc represyjny system regulacji państwowo-korporacyjnych”. Skalę ich zależności dobrze ilustrują kwestie, którymi Swartz zajmował się jako aktywista: ustawy pisane na zamówienie korporacji (jak w przypadku SOPA) czy zawłaszczanie sfery publicznej dla zysku (przypadek PACER). Problem ten w USA przybiera tym bardziej monstrualną formę, że państwo to kształtowało się równolegle z kapitalizmem, w związku z czym instytucje, które w krajach starego kontynentu mają status dóbr publicznych, w Stanach są na wskroś skapitalizowane. Służba zdrowia oraz edukacja są tam odpłatne, prawo – obok funkcji karnej – odgrywa też rolę generatora ogromnego rynku związanego z robieniem pieniędzy na pozwach, a systemy sądownictwa i więziennictwa służą zarabianiu na kaucjach oraz oparte są w dużej mierze na pracy więźniów i głęboko zakorzenionym rasizmie.

 

Realne i wirtualne

Problemy, których symbolem stała się postać i historia Swartza, dotyczą nie tylko Stanów Zjednoczonych – są znacznie bardziej uniwersalne i eksterytorialne, podobnie jak rozciągająca się nad całym światem przestrzeń sieci, w której znajdują zapośredniczenie. Próby jej zawłaszczania oraz regulacji podejmowane są na całym globie, czasem w odniesieniu do konieczności ochrony bezpieczeństwa (jak w przypadku przygotowanej niedawno przez PiS ustawy antyterrorystycznej, która przewiduje możliwość blokowania treści w internecie z pominięciem procedury sądowej), innym razem w imię prawa do ochrony własności intelektualnej – idei, której sens nie jest w żadnym wypadku jasny ani oczywisty, skoro dzieląc się wiedzą, nie ubożejemy. Przyczyny, dla których warto brać przykład z Aarona Swartza i walczyć o wolność tej sfery, są z tym ściśle związane: wiedza pomnaża się wtedy, kiedy się nią dzielimy. Jak zauważa Paweł Krzaczkowski, „swobodny dostęp do informacji stanowi warunek istnienia wspólnotowej inteligencji, która jest znacznie rozleglejsza od indywidualnej. Z tego względu regulacje prawne i korporacyjne narzucane sieci blokują rozwój społeczny”.

Dotyczy to w równej mierze nauki, co całej kultury, która obecnie za sprawą internetu przeżywa „wielką rewolucję” – jak wyjaśnia Sławek Wojciechowski, „dzięki dostępowi do technologi następuje ogromna demokratyzacja kultury wysokiej. Każdy może sobie zainstalować program i zostać na przykład muzykiem, bez wykształcenia i treningu w akademiach, bo ludzie uczą się w internecie: mają tam całą masę tutoriali i własne «sceny», na których robią karierę”. Sieć przynosi zatem wyzwolenie muzycznej przestrzeni spod nadzoru dotąd dominujących i niewątpliwie mocno przestarzałych instytucji. Jak zauważa Wojciechowski, „to, co muzyk wykształcony w akademii odgrywa w filharmonii, grając konwencjami z XIX wieku, z całą pewnośćią nie jest już muzyką poważną w rzeczywistym sensie tego słowa – na poważnie zajmują się tym ludzie, którzy tworzą muzykę popularną, ludzie wykształceni w internecie”.

Rewolucję, jaka za sprawą nowych technologii dokonała się na gruncie muzyki, obalając stare instytucje, warto chyba potraktować jako inspirację i punkt wyjścia dla wyobrażenia sobie przemian, jakie pod ich wpływem mogą zajść na innych płaszczyznach, choćby w polityce. To, jakie formy działania i wpływu na rzeczywistość mogą się tutaj narodzić, pozostaje pytaniem otwartym – jak zauważa Krzysztof Cybulski, „Swartz uważał, że jeśli umiesz programować, to jesteś trochę jak magik, ogranicza cię tylko twoja chęć samokształcenia, czyli poświęcony czas i wyobraźnia”. Z całą pewnością kilku podpowiedzi dostarcza jego działalność jako haktywisty, który zajmował się twórczym „wykorzystywaniem internetu i programowania do wywierania wpływu na demokratyzację, transparentność, aktywizację społeczną, reformy”, dodaje Paweł Krzaczkowski. Choć przestrzeń, w której się poruszał, była wirtualna, konsekwencje jego czynów były rzeczywiste – „dzisiejszy świat zapośrednicza się w środowisku internetowym: jest to historyczne przedłużenie starego świata, nowy ląd, który stał się nośnikiem naszego współistnienia jak miasto, w którym żyjemy, czy mieszkanie, w którym przebywamy”.

 

Aaron S. – utwór multimedialny współtworzony przez kompozytora Sławomira Wojciechowskiego, librecistę Pawła Krzaczkowskiego, artystę multimedialnego i programistę Krzysztofa Cybulskiego oraz artystę nowych mediów Normana Leto.

Treści muzyczne, literackie i wizualne zostały w nim połączone poprzez różne technologie i translacje intermedialne. Służą temu skonstruowane specjalnie na potrzeby opery urządzenia analogowe, elektroniczne i cyfrowe, a takżesyntezatory mowy.

Aaron Swartz pojawia się tutaj jako rozproszone wspomnienie. W przedstawieniu nie ma głównego narratora, tylko szereg głosów, avatarów i botów z pola władzy i pola oporu. W napięciu pomiędzy jednym i drugim rozpięta jest dramaturgia przedstawienia, oparta na gestach oraz materiale dźwiękowym, werbalnym, technologicznym i wizualnym. Utwór powstaje na zamówienie festiwalu Warszawska Jesień. Premiera odbędzie się 21 września 2016 roku.

 

Krzysztof Cybulski – basista, twórca oprogramowania muzycznego, instrumentów i instalacji interaktywnych. Wykonawca i improwizator wykorzystujący oprogramowanie i instrumenty własnej konstrukcji. Absolwent Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego w Katowicach w zakresie kompozycji i aranżacji jazzowej. Od 2010 roku współtworzy artystyczną grupę nowomediową panGenerator, współpracującą m.in. z Muzeum Historii Żydów Polskich, Centrum Nauki Kopernik czy Narodowym Instytutem Audiowizualnym i prezentującą swoje prace m.in. na festiwalach Ars Electronica, Node, Biennale WRO.

 

Sławomir Wojciechowski – kompozytor, ukończył Staatliche Hochschule für Musik und Darstellende Kunst w Stuttgarcie w zakresie teorii muzyki i nowych mediów u Matthiasa Hermanna (1998–2002) oraz kompozycji w klasie Marka Stroppy (2000–2004). Jego utwory wykonywane były na festiwalach muzyki współczesnej w Polsce, Niemczech, Hiszpanii, Szwecji, we Włoszech, na Ukrainie, w Rosji i w Turcji. W 2007 roku współorganizował festiwal Musica Electronica Nova we Wrocławiu. Publikował teksty m.in. w „Ruchu Muzycznym” i „Glissandzie”, współpracuje też z Polskim Radiem. Pracuje jako wykładowca w Studiu Muzyki Elektronicznej na warszawskim Uniwersytecie Muzycznym im. Fryderyka Chopina. slawomirwojciechowski.wordpress.com

 

Paweł Krzaczkowski – pisarz, eseista, librecista, kurator, redaktor wielu publikacji dotyczących teorii architektury, m.in. Przewodnika dla dryfujących. Antologii sytuacjonistycznych tekstów o mieście (wraz z Mateuszem Kwaterko). Pisze teksty poświęcone muzyce, architekturze i literaturze. Jako kurator organizuje m.in. koncerty muzyki współczesnej. Jako librecista współpracował z takimi kompozytorami jak Sławomir Kupczak (Raport), Dominik Karski (Osoby te od wieczoności dzieli tylko półtorej minuty), Sławomir Wojciechowski (Pokój 404) czy Kacper Ziemianin (Alphaville). Współzałożyciel duetu muzycznego Klangwerk 936. Prowadzi również solową działalność muzyczną.

 

Magda Szalewicz – doktor filozofii, autorka NN6T, interesuje się kulturą i refleksją wizualną.

 

[1] Gilles Deleuze, Félix Guattari, Tysiąc plateau, Fundacja Bęc Zmiana, Warszawa 2015.