Źródło: pixabay.com

WITAMY W AL-HAJSIK

Instagramowa powieść o życiu i pracy w jednym ze sztucznych rajów Bliskiego Wschodu, jego architekturze, infrastrukturze i osobliwych zwyczajach 

 

#witamy_w_al-hajsik 1 #takefromtherich
Znowu lecę na Bliski Wschód. Znów #pragmatycznie – zamieniać ropę w krzem, a krzem – w #$$$. Siedzę na #WarsawChopinAirport obok karczków lecących do Norwegii w szalikach Legii i z fizolką za paznokciami. Zaraz się rozlecimy – na pewno nieco moralnie, choć oni na Północ, ja na alchemiczny Wschód. Kto jednak mówi, że #emigracjawewnętrzna, której powód jest chyba jedynym, co nas łączy, jest aktywnością moralnie bezkosztową, mimo że żadna praca ponoć nie hańbi? Powodem naszej emigracji nie jest skrajna #bieda, #Polska to w końcu w skali świata raczej bogaty kraj (choć ciągle nieco ubogi w wiarę w siebie). Żadnego lepszego jutra to my nie szukamy. Cel jest skromniejszy – fajniejszy #poniedziałek i weselszy #piąteczek.

 

#witamy_w_al-hajsik 2
#goodgirlsgotoheaven #badgirlsgowheretheywant #najebka #wtf

Przed wrotami do nieba projektantów i speców z branży IT dzieją się sceny z lekka dantejskie. Wrota mają numerek 15 i widzę, że dopiero podpinają pod nie rękaw do samolotu. Trochę się nudzę w kolejce do odprawy, bo jest długa, i w międzyczasie odkrywam, że nieco nieznośni panowie w garniakach przede mną oraz dość mocno męczący kolesie w kandorach za mną są po prostu najebani jak jakieś świniokury. Procenciki aż świecą w oczkach, machają łapkami i pokwikują, aż im się ogonki trzęsą. Nie wiem, co robią ci w kandorach na lotnisku, w kolejce do klasy ekonomicznej. Bardziej dziwi mnie to, że nie lecą własnym jumbojetem, niż to, że się solidnie chwieją w kolankach i wołają jakieś głupoty do blondwłosych pań w kolejce. Jest jedenasta! W Polsce podobno dopiero od pierwszej wolno pić (nawet panom Arabom – mimo że pochodzę z miasta moheru, nie bądźmy tu stróżami cudzej moralności).

 

#witamy_w_al-hajsik 3 #immanuelkantbutatleasthetried
Siedzę sobie w toalecie na lotnisku i piję wodę z kranu, odwodniona po całodziennym locie z przesiadką, a zamiast nieba gwiaździstego nade mną takie widoki. Co z prawem moralnym we mnie – to dobre pytanie, bo po podróży tym statkiem pijanym obawiam się, że może mi go w #Al-Hajsik trochę ubyć. Pół samolotu było naprute jak pershingi, drugie pół oddawało się pomnażaniu PKB. Książkę chyba tylko ja czytałam, o zgrozo – była to #MojaWalka i bardzo musiałam się powstrzymywać, żeby nie użyć tego kloca w twardej oprawie przed wesołym panem świniokurem, który kiedy nie udało mu się zaprzyjaźnić ze stewardessą, dawczynią drineczków, bardzo chciał się zaprzyjaźnić ze mną. Nie jestem szczególnie cnotliwa jako osoba, która mieszka przy Planie B, moje oczy widziały już pewne rzeczy, ale oni nawet jak na możliwości Planu nieźle dawali w palnik, ci moi współpodróżnicy ekonomiczni.

 

 

#witamy_w_al-hajsik 4 #macierewicz
Perfekcjonizm bierze się z lęku przed tym, co nie istnieje, a mianowicie przed tym, o co ktoś potencjalnie mógłby nas posądzić. To zupełna bzdura, walczyć z czymś, czego nie ma, ale przyroda to nie komputer, nie wszystko jest logiczne, bo logika jest ludzka, a czy naturalna – chyba nie nam osądzać? Przypadłość, o której mówię, dotyczy również świadomości zbiorowej i rasowych uprzedzeń. #Al-Hajsik to sztuczna wyspa u brzegu pewnego naftowego królestwa, wynik mariażu Zachodu ze Wschodem, a uściślając – z Bliskim Wschodem. W geopolitycznym nastroju, który ostatnio panuje, Bliski Wschód kojarzy się raczej bombowo niż np. słodko i czule. Zanim przybysz do #Al-Hajsik zdąży pomyśleć, że mogą go tu czekać jakieś wybuchowe atrakcje, przechodzi kontrolę graniczną, której nie powstydziłby się nawet #Izrael. „Zamachy – to nie my!”, krzyczy pierwsze doświadczenie w tym kraju. W oku cyklonu zrobimy najbezpieczniejsze państwo świata, bo w końcu #skyisthelimit. Po skanie siatkówek i odcisków wszystkich palców, trzech telefonach do mojego pracodawcy, dwóch do hotelu i trzech godzinach czekania stwierdzam, że perfekcjonizm niestety nie bez powodu nazywany jest czasem rodzoną siostrą nerwicy natręctw. Dopiero teraz zaczynam odczuwać niepokój po całym dniu lotu na względnym relaksie.

 

#witamy_w_al-hajsik 5
Show pt. „W #Al-Hajsik włos z głowy ci nie spadnie” ma kontynuację w transporcie miejskim. Okazuje się, że nie ma tu biletów jednorazowych – trzeba wykupić kartę, która kosztuje na polskie piątaka, ALE żeby ją wyrobić, znowu skanują ci siatkówkę i wizę.

 

#witamy_w_al-hajsik 6
W powietrznej rurce, którą sunęłam wczoraj bezszelestnie ponad pustymi ulicami, nie było nikogo prócz paru zbłąkanych wędrowców z bagażami, takich jak ja. Na lotnisku był za to chiński mur panów z karteczkami z nazwiskami ze wszystkich stron, z dopisanymi nazwami stanowisk i firm. Gdybym była design leadem, pewnie odbierałby mnie prywatny kierowca, za to nie dowiedziałabym się wielu pożytecznych rzeczy. Np. że chociaż #metro jest puste, mogę siedzieć wyłącznie w jednym z dwóch pierwszych spośród 10 wagonów metra, bo to jest przedział dla kobiet. Chwalisz się czy żalisz – to nie jest proste pytanie, bo wagon dla kobiet sugeruje, że hej, jesteśmy rzut beretem od Arabii Saudyjskiej, ale my tu dbamy o komfort kobiet, helou, to prawie #Skandynawia, tylko że jest piaseczek, a z drugiej strony dlaczego tylko 20% składu to wagony dla kobiet, a nie 50%? Dowiedziałam się też, że gdybym chciała w tym pustym metrze położyć się na fotelach, płacę pięć stówek, gdybym chciała pić – tylko stówkę. Za to za nogi na siedzeniu – do tysiaka, a za przyklejanie gumy do foteli – prace społeczne. Ciekawe jakie. Zdrapywanie gum szczoteczką do zębów i octem – to obstawiam.

 

#witamy_w_al-hajsik 7
Dobra, miałam się nie chwalić, ale jako regular, a nie wcale jakiś design director, mieszkam w pracowniczym Hiltonie. To jest prawda autentyczna – istnieje coś pomiędzy komunistycznym hotelem robotniczym a hotelem typu fąfi-fąfi. Polega to na tym, że mam jakiś ultra materac king size bed z kokosem i bóg wie jakim lateksem, który zajmuje pół mojego luksusowego mieszkanka, w którym jak się rozbierałam, to musiałam torebkę wstawić do zlewu. Zupełnie jak w moim mikromieszkaniu w Paryżu, w którym w łazience albo byłam ja, albo drzwi. I jaram się opór, bo mieszkam podobno 100 m od plaży i mam taki śniadaniowy wypas, jak w Hiltonie takim normalnym, bo stołówka robotnicza wygląda tu jak knajpy, w których w Warszawie musiałabym raczej zostawić pół pensji.

 

#witamy_w_al-hajsik 8
Nie wiem, czy to jetlag daje mi się we znaki jak nigdy dotąd, czy cisza rodem z filmów o zagładzie nuklearnej. W nocy, kiedy przyklejam się do szyby, szukam wzrokiem na dole Willa Smitha tropiącego zombie. Dlaczego było pusto na ulicach, gdy jechałam metrem z lotniska? Bo tu po 23 indywidualny ruch kołowy jest zabroniony. Jeżdżą tylko taksówki i metro z lotniska. Gasną światła jak w Harrym Potterze. Po chuj, zapytam? Bo o szóstej nad ranem nagle samochody tak kurwa zaczynają ryczeć, jakby chciały rozwalić całą tę uroczą wyspę w kształcie delfina (to nie żart, #Al-Hajsik to chyba drobny faczek w stronę Dubaju – cała sztuczna wyspa ma kształt delfina, a ja mieszkam na jego płetwie grzbietowej). No i se ryczą, a potem 23 i koniec. Metro nie wydaje dźwięku. Ulice czarne. Ciężko dostrzec tego Willa Smitha. Oglądając z z okna na czterdziestym piętrze ciszę i ciemność, czuję się jak w #SpaceOdyssey #Kubricka. A czemu tak rano ryczą jak zarzynane bawoły te samochody i czemu noc jest jak makiem zasiał? Bo tu dzień pracy, tej biurowej też, trwa dwanaście godzin. A gdzieniegdzie zdarzają się i nadgodzinki, mili państwo.

 

#witamy_w_al-hajsik 9
W nocy widać z okna tylko jedną rzecz – oko Saurona, port lotniczy, który znajduje się, patrząc na plan wyspy, dokładnie w miejscu, w którym powinno znajdować się oko delfina. Jest wielkie i wyłupiaste i rozgląda się Boeingami 787 na cały świat, nic mu nie umknie. Podobno Emirates już liczy straty. Psie Łajka, i ty to widzisz i się nie śmiejesz? Myślę, że Łajka płacze z rozbawienia kosmicznymi łzami. Mi jest trochę mniej śmiesznie, bo jedyny jasny punkt na horyzoncie widzę dopiero gdy się bardzo mocno przytulę do ściany. Głównie to widzę martwą taflę okien sąsiadów z pracowniczego Westinu przede mną i Mariotta na prawo, zasłaniającego idealnie zachód słońca.

 

#witamy_w_al-hajsik 10
Jako turyście ekonomicznemu nie powinno mi być AŻ TAK głupio, że praktycznie jeszcze nic nie widziałam, bo chodzę do pracy, ale jednak jest mi głupio, a architektura wyspy nie ułatwia zadania. Płetwa grzbietowa delfina to bardziej zamknięte osiedle światka IT niż nawet dzielnica światka IT. Ma plan zbliżony do osiedla bungalowów dla bogatych, na którym wychowywał się mój kolega w Piasecznie. Z tym, że dzieli je na pół autostrada. Osiedle rozpoczyna się wielką bramą (brama Isztad, ta z Berlina, jest przy niej maciupka), w której jest stacja metra. Przechodząc przez bramę do osiedla, pikasz kartą miejską, oczywiście, i przeciskasz się przez trzy rzędy bramek. Przez całą płetwę leci wielka ulica, ta co mnie tak wkurza, a nad nią sunie metro aż do końca płetwy. Znajdują się tam hotele na jakimś turbowypasie oraz bliskowschodnia siedziba Google’a. Wzdłuż autostrady ciągną się jakieś egeszege ogródeczki, z których wyrasta pracownicza mieszkaniówka. Poustawiane są̨ na krętych dróżkach serwisowych odchodzących od autostrady. W tym budynku co ja mieszkają tylko osoby z grupy, do której należy moja firma. Każdy z tych pracowniczych hoteli jest tak naprawdę spięty dilem z konkretnym przedsiębiorstwem. Najdziwniejsze jest to, że tu praktycznie nie ma sklepów spożywczych, lecz z drugiej strony po co ci sklep spożywczy, jak w tych domohiltonach nie ma kuchni, a wszystkie hotele i biura mają swoje restauracje i stołówki? Ma to jakieś znamiona sensu.

 

#witamy_w_al-hajsik 12
Dziś po raz pierwszy spróbowałam wyjść na plażę, a wylądowałam w centrum handlowym. Logika oznakowań i orientalny dizajn. Joł.

 

#witamy_a_al-hajsik 13
Stwierdzam, że ten, kto projektował tę dzielnicę, jest jakimś geniuszem. Uświadomiłam to sobie, kiedy zamiast messengera włączyłam pogodę w iPhonie. Jest 35 stopni i w ogóle się tego nie czuje, bo całą drogę (ok, szalone 800 m do supermarketu i nieco mniej do pracy) idzie się w cieniu, co więcej – między budynkami delikatnie wieje. Jeśli miły chłód ma być podarunkiem na pokrzepienie za mieszkanie na czterdziestym piętrze i oglądanie głównie okien sąsiada, to ja to szanuję.

 

 

#witamy_w_al-hajsik 14
Nic nie rozumiem o ludziach tutaj, bo wstydzę się w pracy tak pytać wprost: „Ej, a wam się tu nie nudzi w chuj, jak o 23 wszędzie gaszą światła?”, ale wizyta w centrum handlowym zasiała we mnie cień niepokoju, czy aby nie zostałam podstępem zamknięta w Truman Show. Nie widziałam żadnych dzieci. Ani starych ludzi. Ani brzydkich. I nikt się nie śmiał. Wszędzie byli ochroniarze. I to byczki, no nie, a nie takie dziadziusie jak w Polsce. I było bardzo zimno, o jezu, jeszcze zimniej niż w pracy, gdzie mam klimę ustawioną na 20 stopni, a jest chyba z 17. No widzicie. Chciałam iść na plażę, a wylądowałam z kurtką. Była na przecenie i dostałam teorię spiskową w gratisie.

 

#witamy_w_al-hajsik 15
Troska o bezpieczeństwo sprawia, że jest tu tak smutno, że nie wierzę, ale trzeba naprawdę być pozbawionym poczucia humoru, żeby na wyspie w kształcie delfina nie chichotać pod nosem, napotykając drobne absurdy niegorszego sortu. W tym centrum handlowym, wielkim jak chyba z pół mojego osiedla, wylądowałam w końcu w Starbucksie. Po drodze minęłam stok narciarski i akwarium z rafą koralową do nurkowania. Starbucks jak Starbucks, lura wszędzie na świecie ta sama, za to znajoma. Lepiej zapewnia poczucie bezpieczeństwa niż byli komandosi porozstawiani po kątach w garniakach. Wyszłam na taras, żeby trochę się ogrzać po lodowym piekle klimy. Okulary na nos, kawa na ławę, telefonik do łapki. Dajcie mi wifi, a będę w niebie. Czuję jednak, że ktoś mi się przygląda. Ktoś? Coś? Hm. Aha, wifi chce, żebym podpięła kartę miejską pod telefon i piknęła nią przy routerze. Byłam w pilnej instagramowej potrzebie, więc niech to pies, podpinam i pytam pana z obsługi, gdzie ten router. Pan wskazuje na fontannę z pegazami i każe mi piknąć w rant fontanny. Nie wiem, czy robi sobie ze mnie jaja, czy mówi serio, ale stwierdzam, że co mi tam. Podchodzę. Gloria in excelsis deo, jest internet! I wtedy widzę. Z kawiarni podgląda mnie pegaz! A te rozbiegające się na wszystkie strony uskrzydlone rumaki to raczej konie trojańskie – po kamerze w jednym oczku. Tak to się robi, mili państwo.

 

#witamy_w_al-hajsik 16
Dobra, jest piąteczek, ja nie mam siły ruszyć nawet rzęsami, nie mówiąc o tym, żeby iść się ubrać i i pomalować, ale ja to nie świat. Dlaczego nawet w piątek wyłączają tu światło o 23, jak na dyskotece na koloniach? To nie jest normalne.

 

#witamy_w_al-hajsik 17
Nie pamiętam, kiedy w piątek poszłam spać przed dwunastą, podobnie jak nie pamiętam, żebym była tak wykończona codziennymi sprawami, żeby spać do 13. Nie obudziły mnie auta o szóstej trzydzieści i zamiast terroru zdrowej żywności w pracowniczej stołówce czekał na mnie dzień dziecka. Marudzę na ten #Al-Hajsik, że trochę tu dziwnie, ale te bachanalia mi starczą na jakieś pięć dni.

 

#witamy_w_al-hajsik 18
Znowu zamiast na plaży wylądowałam w centrum handlowym, no ja nie mogę, czy te uliczki są tak kręte po to, by dostęp człowieka do dobra przyrody był z założenia niemożliwy? Chodnik ma szerokość złączonych dwóch stóp. W supermarkecie dowiedziałam się jednak czegoś sensownego. Zrozumiałam mianowicie, czemu cały samolot był bardzo nie w stanie, kiedy tu leciałam. W sklepach w #Al-Hajsik nie ma alkoholu. Po prostu. Pytam znajomą z pracy, czy jak w Dubaju jest to kwestia religijna. Mówi, że nie. I że po prostu nie ma, bo jakaś ściema, że niby cła. I że nie ma zakazu spożywania, tylko po prostu nie ma go w sklepach ani hotelach. I cześć.

 

#witamy_w_al-hajsik 19
Poskromiłam moją polską Zosię Samosię i zapytałam na recepcji w hotelu, którędy na plażę. Okazuje się, że muszę się cofnąć do metra, pojechać metrem do końca płetwy, wysiąść i tam jest plaża. I nie mogę do niej dojść pieszo, bo dołem nie przejdę, a na autostradzie nie ma chodnika. Pan na recepcji mi proponuje, że może zamówić taksówkę, będzie kosztować tylko cztery dyszki, a ja potrzebuję raczej, żeby mi zaproponować sole trzeźwiące. Pan dodaje, że ta plaża jest mała i że lepiej jechać na brzuszek delfina. Jadę.

 

#witamy_w_al-hajsik 20
Zawsze mi się zdawało, że dostęp do przyrody jest bezpłatnym dobrem narodowym, demokratycznym i niezbywalnym. Okazuje się, że nie zawsze. W A-Hajsik za plaże się płaci (kartą miejską oczywiście – zostawiam moją siatkówkę wszędzie, od morza po podnóża śnieżnych stoków w centrum handlowym). Ściągnęło mi dyszkę. A jak wychodziłam, to drugą. Piasek za leniwą promenadą był biały i pusty. Gdzie są ci ludzie tu, ja nie wiem. Zamiast Willa Smitha minęło mnie tylko dwóch mięśniaczków i nie ukrywam – ostatnim, czego się spodziewałam po plaży w dzielnicy krzemowo-rozrywkowej, był kilometr piaseczku na osobę̨ w sobotę̨ po południu. Wytrzymałam dwadzieścia minut, bo od klimatyzacji i niewychodzenia z mojego genialnego termicznie osiedla zapomniałam, że, ups, jestem na Bliskim Wschodzie i mimo że Al-Hajsik owiewają korzystne prądy i ponoć często tu leje, to jednak jest lato i krycie się w hotelach, sklepach i domach jest jedyną mądrą strategią przetrwania.

 

 

#witamy_w_al-hajsik 21
Chyba mam udar od słońca, stękam i schodzi mi skóra od nosa po kostki. Zwlekłam się do centrum handlowego do apteki. Zagadałam jednakże uprzednio do ludzi na recepcji. Okazuje się, że w Al-Hajsik są bardzo ścisłe normy zagospodarowania przestrzennego i że nie ma możliwości, żeby np. na parterze budynku otworzyć sobie sklep. Vancouveryzm – a co to? Każda dzielnica ma swoje centrum handlowe, które działa jak w przeszłości bazar, i jak chcesz coś kupić, musisz iść tam. Gdzieś taki pomysł mi się podoba, że strefy i uporządkowanie, a z drugiej strony zrobiłam sześć kilometrów po #Mall of #Al-Hajsik, idąc po aloes i do ubikacji. Zaliczam to na poczet fitnessu.

 

#witamy_w_al-hajsik 22
Al-Hajsik żyje głównie z digitalizowania ropy. Płetwa to miejscówka dla takich nudziarzy jak ja – że jakiś UX, jakieś banki, jakiś transport i e-commerce. Brzuszek, dzielnica po drugiej stronie autostrady, to miejscówka twórców gier. Myślę, że oni korzystają z plaży jak źli – tej w Oculusach, bo po co się pocić na realnej, jak na wirtualnej nie trzeba, a wirtualna i plecków nie przypiecze.

 

#witamy_w_al-hajsik 23
Chyba jestem przeziębiona. Brzuszek delfina ma wyższą zabudowę niż płetwa, na mniejszym wypasie, bo powstawał wcześniej, ale można tam dojść na plażę na własnych nogach, jest nawet promenadka. Tylko że tam za przeproszeniem tak pizga między wieżowcami, że miałam wrażenie, że mi urwie głowę, a w metrze, wiadomo, że wszystko jest klimatyzowane i nie pomyślałam, że jak będę iść na plażę, to bez bluzy się nie obędzie. Wycieram nos w nadgarstek po takiej przygodzie. Fujka.

 

#witamy_w_al-hajsik 24
Przez całą drugą wycieczkę do apteki szukałam powodu, dla którego nie widzę w centrum handlowym żadnego dziecka. Nie ma placów zabaw z kuleczkami do pływania ani wypchanego krokodyla do straszenia małych potworów. Tylko atrakcje dla dorosłych, przy czym raczej #straightedge’owych dorosłych, bo jedyne używki, jakie tu widzę, to kawa i bardzo tanie papierosy. Albo dla poszukiwaczy dziwnej adrenaliny, bo jest tu też wielki przeszklony basen do nurkowania na pseudorafie koralowej. Po drugiej stronie centrum handlowego – stok narciarski. Powód objawił się przede mną w aptece po raz pierwszy, po raz drugi – w Google’u. Antykoncepcja dostępna jest w #Al-Hajsik bez recepty, taka jak sobie wymarzysz, tak tania, że to jakiś żart. Tabletki na miesiąc kosztują tyle co kawa w Starbuniu. Stoję w aptece w kolejce w obliczu pawiego wachlarza pigułek, krążków i gumek, nudzę się i klikam w komórce, kiedy za mną zjawia się niespodzianie jednorożec – kobieta w ciąży! „Fuck” – słyszę brytyjski adres bez podróbki. Pani wygląda na jakiegoś zarządzacza od hajsu i gada przez telefon, wkładając do aptecznego koszyczka tablety na zapalenie pęcherza – „you won’t believe how much we are supposed to pay for a nursery here. Tommy just checked this, it starts from five thousand pounds a month and it’s only nursery, not even school. What? No, I’m not out of my mind. Please, sure we are going back to London, it’s fucking insane”.

 

#witamy_w_al-hajsik 25
Kurde. Leżę plackiem na łóżku po pracy, gadam jednym okiem z chłopakiem na Fejstajmie, półgębkiem śpię, drugie oko na Maroko, a tam – na północnym zachodzie, a i owszem – widzę, jak lekko prześwituje przez roletę sąsiada scenka rodzajowa. Panowie w czarnych T-shirtach i dresikach siedzą w pięciu na jednym łóżku z browarami i łoją w plejaka. Na stoliku nocnym – widzę to wyraźnie – stoją sześciopaki, jeden na drugim. No nawet w bagażu nadawanym tylu nie przewieźli. O nie. Jak tylko będzie weekend, wyruszam na poszukiwanie ukrytego alko.

 

#witamy_w_al-hajsik 26
Fak. Jest pierwsza i widzę, jak do sąsiada za oknem wbija jeszcze czterech koleżków, a i owszem, z browarkami przytulonymi do płaskich brzuchów zasuszonych programistów. Jest poniedziałek. Coś mi się widzi, że to całe zdrowe życie to jakaś ściema i w weekendy tu zachodzi jakaś konkretna dezynfekcja gardła. Jako osoba niepijąca szukam alko nie dlatego, że mnie ciągnie do przejrzystej tafli czystej i wirów melanżu, tylko dlatego, że nie mam tu kogo poznać i porozmawiać, jak w ogóle się żyje na delfinie. Na razie Bronisław Malinowski bez tubylców – to ja. Bo w pracy się raczej nic nie dowiem, wszyscy ze mną włącznie jak chomiki w kołowrotku, biegniemy interwałami na to PKB. Z naszych interwałów nawet Ewa Chodakowska byłaby dumna.

 

#witamy_w_al-hajsik 27
Podsłuchiwałam dziś rozmowy jakiegoś pana CEO ode mnie z pracy podczas śniadania. Bez względu na szczebel w korpodrabince, wszyscy z firmy mieszkają w tym samym budynku. Uważam, że jest to trochę dziwne. I nie bardzo wierzę, żeby na przykład służyło budowaniu płaskiej hierarchii w korporacji – że niby co, będę się integrować z prezesami oraz sprzątaczkami przy śniadaniu? Powód musi być inny. Pan rozmawiał przez Skajpa, połykając przy tym w pośpiechu parówki (i nadal jesteśmy geograficznie w kraju muzułmańskim). Podsłuchałam, że przez to, że #Al-Hajsik jest od zera wybudowaną sztuczną wyspą za połączenie wschodniego oraz zachodniego kapitału, działa trochę jak jakieś Kajmany albo inne wyspy św. Kogośtam. Specjalna strefa ekonomiczna. Tylko jak to się stało, że wynurzono dla niej z Zatoki Perskiej nowy grunt?

 

#witamy_w_al-hajsik 28
Gdyby spojrzeć na mapę #Al-Hajsik, okiem byłby port lotniczy, a sercem – moje najbliższe centrum handlowe. Wycieczka do supermarketu zasiała we mnie kolejne ziarnko niepokoju, czy aby to, czego uczyłam się na historii i WOS-ie, nie jest bujdą, że to tak nie działa, że możesz sobie tak zrobić państwo-miasto i już. Jest państwo, dzień dobry. Teraz w to wątpię, gdy odkryłam, że #Al-Hajsik jest miejscem z lekka ahistorycznym nie tylko politycznie, ale też hadlowo. Mapę wpływów międzynarodowych hipermarkety wyznaczają lepiej niż zimnowojenne podziały. Kolonializm bowiem się trzyma. Nie bez powodu Maghreb i cały Bliski Wschód kupują jak jeden mąż w Carrefourze. Czasem gdzieniegdzie zaplącze się z lekka zakurzona, lecz wciąż silna brytyjska macka, jakiś Waitrose czy coś. Handlowy znaczek imperium. A tak, Carrefour ponad arabskimi podziałami, od Maroka aż po Emiraty, z wyrwą na mapie w postaci Libii i Algierii. #Al-Hajsik ma swoją sieć supermarketów. Sprawdziłam w Wikipedii. MoneyPenny nie wygląda ani jak Sainsbury, ani jak Lidl, ani też jak Piotr i Paweł czy cokolwiek, co znam. Znikąd w obcym świecie pomocy. Jak mi smutno za granicą, to idę do Kerfa i czuję dom, a w tym cholerstwie nawet nie wiem, gdzie w kolejności jest dział z szamponami. I nie ma moich ulubionych sezamków w jogurcie.

 

#witamy_w_al-hajsik 29
Brakowało mi szans na interakcje towarzyskie, to wykrakałam. Byłam dziś na pracowym tenisie. W sumie to jest super, żeby chodzić z ludźmi z pracy na sport. Na pewno lepiej niż na najebkę. Albo pod Plan. Dowiedziałam się dziś, że dziewczyna, z którą pracuję i która ma psa, musi z pracohiltona iść do metra i jechać dwa przystanki, żeby go wyprowadzić. Według Google Maps najbliższy park jest pięćset metrów od nas. Dlaczego wobec tego jeździ do niego metrem? Bo na naszym osiedlu nie ma chodnika i nie da się przejść.

 

#witamywal-hajsik 29a
A teraz hit. Ile się płaci mandatu za kupę psa na chodniku? Nic się nie płaci – po prostu zabierają ci psa.

 

#witamy_w_al-hajsik 30
Pracowy tenis jest super. Zwłaszcza jak nie umiesz grać w tenisa. Wtedy siedzisz sobie na balkonie (kort do tenisa jest na dachu budynku, w którym pracujemy, na niższym dachu jest basen), popijasz te zielone koktajle i uskuteczniasz small talki. Jestem z Polski, nie bardzo umiem to robić, stresuje mnie to, ale dzięki popołudniu z pierdoleniem o Chopinie udało mi się odkryć niebywałą rzecz: w #Al-Hajsik nie istnieje coś takiego jak umowa na czas nieokreślony. Dostaje się takie kontrakty jak ja mam, tylko że przez cały czas. Niby spoko, w sumie co to za różnica, można pomyśleć. Czym to się różni od zwykłej polskiej śmieciówki? Ano tym, że w moim kraju to, jaką masz pracę, warunkuje to, ile masz pieniędzy, a to, ile walizek dolarów mieści twoje konto, warunkuje twój kredyt, a twój kredyt – twój dom. Portfel sprawdza, w jakiej okolicy możesz mieszkać, kogo mieć za sąsiadów i czy po swoim mieszkaniu przejedziesz się na rowerze, na deskorolce, czy dziecięcym minimodelem Ferrari z kiosku Ruchu. W #Al-Hajsik typ umowy to warunkuje, nie portfel. Jako obywatel zamorskiego kraju nie masz prawa posiadać ziemi. Zresztą czyja to ziemia? Trzech korporacji, dla których szejk osuszył wielką łachę piasku u wybrzeży swego ropoimperium. Korporacje dzierżawią wszystkie z obecnych tu gruntów. Nie możesz więc kupić mieszkania. Nie możesz go nawet wynająć – są tu wyłącznie pracownicze hotele na terenach przyległych do siedzib firm.

 

#witamy_w_al-hajsik 31
Zastanawiam się wobec tego, gdzie mieszkają ci ludzie, którzy mnie budzą korkiem o 6:30. I dlaczego jeżdżą autami, skoro w teorii powinni mieć do pracy dwa kroki?

 

#witamy_w_al-hajsik 32
No i już wiem, czemu tutaj nie ma IKEI.

 

Jeśli chcesz dowiedzieć się, jak skończy się ta historia, czytaj Instagrama autorki

www.instagram.com/malgosiapiernik/

 

Małgorzata Piernik (ur. 1993 w Toruniu) – skończyła wzornictwo w School of Form Poznaniu, mieszka w Warszawie i pracuje jako UX designer. Pisała teksty dla m.in. „Gazety Wyborczej”, „Vice'a” i „Futu”. Witamy w Al-Hajsik to debiutancka powieść science fiction, którą publikuje na swoim instagramie: @malgosiapiernik.