WIELKA REWIXALIZACJA

W środowisku DJ-skim, podobnie jak w hip-hopie, zawsze była spina, kto jest bardziej „szczery i prawdziwy” w tym, co robi. Tak rozumiana szczerość jest zła. Wixapol jest zaprzeczeniem żartu z powagi. Nie puszczamy muzyki dla żartu, nie zapraszamy ludzi i nie mówimy im: patrzcie, jaką bekową nutę wygrzebaliśmy z internetu. Z założycielami muzyczno-estetyczno-społecznego projektu WIXAPOL SA rozmawia Iza Smelczyńska.

Najpierw ustalmy, jak was podpisać w tej rozmowie… Teoretycznie ukrywacie się pod pseudonimami: DJ Sporty Spice, DJ Torrentz.eu i DJ Mikouaj Rejw, ale już dawno przestaliście być anonimowi i wszyscy wiedzą, kto stoi za Wixapolem.

Nie będziemy dzielić naszych wypowiedzi, bo Wixapol jest jednością. Jak ktoś chce, to i tak się dowie, kim jesteśmy. Traktujemy Wixapol jako działalność, której nie musimy mieszać z innymi sferami życia. Anonimowość jest nawiązaniem do tradycji rave’owej, gdzie DJ-e przy każdej okazji wymyślali sobie nowe pseudonimy. W dobrym DJ-skim obyczaju utarło się, że DJ starał się być anonimowy i chował się za płachtami albo chociaż za czapką. Na pewno nie był gwiazdą – zupełnie inne podejście niż teraz. Nie chcemy pokazywać twarzy na plakatach, szastać wizerunkiem i skupiać imprezę wokół własnej osoby. Dzięki temu, że Wixapol jest anonimowy, to tak naprawdę każdy może się pod nas podszywać. Poza tym Wixapol to więcej niż trzy osoby – na to środowisko składa się większa grupa ludzi. Łatwiej czuć się częścią wspólnoty, jeśli nie ma w niej lidera. Zresztą cała nazwa brzmi WIXAPOL SA, czyli jest rada nadzorcza i są akcjonariusze. Wszyscy są ważni. 

Może ukrywanie tożsamości to maska, dzięki której pozwalacie sobie na więcej – łatwiej jest w niej posługiwać się ironią i przyznać, że maczacie palce w kulturze, która jednak jest postrzegana jako trochę obciachowa?

Zakładanie maski dobrze wpisuje się w kwestie anonimowości, bezpieczeństwa w sieci i tego, że można mieć w internecie alter ego – mimo presji na przejrzystość i drenowanie danych personalnych przez korporacje. Z drugiej strony maska pozwala na większe wykręty z naszej strony i poczucie swobody – jak podczas średniowiecznych karnawałów, gdzie pod przykryciem maski i kostiumów zrzucano ograniczenia obyczajowe.

Możecie wytłumaczyć niewtajemniczonym, co gracie? Skąd wzięła się idea imprezy?

Jako podobno „najszybsza i najmocniejsza impreza w mieście” gramy szeroki wachlarz różnych, często mało znanych, ekstremalnych gatunków muzyki elektronicznej. M.in. oldskulowe hardkore techno, happy hardkor i holenderski gabber z lat 90., trance, francuski frenchcore z leśnych rejwów, rosyjski hardbass, donk techno, pumping techno – takie pompowanie basu, bardzo hydrauliczno-mechaniczna muzyka, popularna w Manieczkach, ale też w całej Europie w okolicach 2000 roku, tzw. nightcore – taki japoński styl przerabiania popowych piosenek przez przyspieszenie i dodanie techno podkładu etc... Wiadomo, że te gatunki miały kiedyś wzajemnie się nielubiących fanów i jest między nimi wiele różnic. My staramy się być eklektyczni i nie zważamy na stare podziały – łączymy, a nie dzielimy, mamy już rok 2015, a nie 1999 czy coś. Mieszamy, eksperymentujemy, tańczymy, czasem przyspieszamy tempo do granic cielesnej wytrzymałości – cardio trening hehe, lubimy epickie przejścia i wzniosłe momenty, lubimy stare hity w często fajniejszych hardkorowych wersjach.

Wixa i rejw – te pojęcia pojawiają się najczęściej w kontekście Wixapolu. Co je odróżnia?

Często używamy zamiennie pojęć „wixa” i „rejw”. „Rave” to starsze słowo, oznaczające pierwotnie duże nielegalne imprezy elektroniczne (nie tylko techno). Polska wixa kojarzy się bardziej z Manieczkami i polskim pumping techno. Jednak oba pojęcia mają dużo wspólnego, bo oznaczają dla nas dziką i szaloną zabawę w atmosferze jedności

Dbacie też o pozamuzyczną oprawę – światła, dymiarka, odpowiedni strój. Wixa to spektakl, który kończy się o świcie?

Całe życie to coś jakby spektakl, w końcu żyjemy w społeczeństwie spektaklu. Na Wixapol można się ubrać dowolnie, jak się chce. Oczywiście w niektórych ubraniach jest wygodniej szaleć niż w innych, stąd popularność np. sportowych ciuchów. Zawsze mile widziane są gadżety, fluo rzeczy, światełka, balony, czy co tam jeszcze ludzie przynoszą ze sobą. Bardzo zależy nam na dobrej atmosferze, raczej ciemnej niż jasnej, bo w ciemności człowiek czuje się intymnie i bezpiecznie, nie jest wyeksponowany, choć odpowiedni stroboskop nadaje całej sytuacji wizualny rytm, wszystko zamienia się w GIF-y albo animacje. Dym powoduje taki „blur”, rozmycie widoku, jak we śnie. To stare, sprawdzone metody. Chodzi o to, żeby człowiek mógł się poczuć swobodnie, wchodzić w interakcje lub pozostawać w swoim świecie, jeśli tylko chce. Często natłok bodźców dźwiękowych i wzrokowych sprawia, że na zasadzie reakcji przeciwnej mózg się uspokaja, wchodzi w rejwowe zen, odłącza, oddaje ciało otoczeniu, tłumowi, szaleństwu Wixapolu. 

Od jak dawna organizujecie Wixapol?

Gramy już drugi sezon, za nami jest około dwudziestu imprez. Pierwsza próbna impreza odbyła się w Jerozolimie, w małym gronie. Przełomowym momentem były chyba Gabbertynki, które odbyły się 14 lutego 2015 roku w Parkingu i od tego czasu „jedziemy” regularnie. Jest zatem nasz stały cykl, ale czasami gramy też w innych miejscach i miastach, już nie jako główni organizatorzy zdarzenia. Na swoich imprezach jesteśmy dyrektorami wykonawczymi, a w inne miejsca jeździmy bardziej w formie delegacji i wizytacji (śmiech). Kiedyś rewitalizacja, dziś rewixalizacja całej Polski. Chcielibyśmy zagrać wszędzie, gdzie się da.

Nie macie poczucia, że przy takiej częstotliwości imprez w pewnym momencie Wixapol po prostu się znudzi – zarówno wam, jak i waszym wyznawcom, bo tak chyba można o nich już mówić. Może warto byłoby zrobić chwilę przerwy i zatęsknić? Myślicie o Wixapolu jako o skończonym projekcie?

Chodzi nam bardziej o stworzenie platformy. Ciągle pracujemy nad składanką z utworami różnych producentów, pasującymi do „ducha Wixapolu”. Póki co, zainteresowanie ciągle wzrasta, także wśród ludzi, którzy wcześniej nie słuchali takiej muzyki. Ta estetyka odpowiada też estetyce internetu, którą żyją zwłaszcza młodsze pokolenia. Na razie bardziej przybywa zainteresowanych niż ubywa. Są inne imprezy techno, które odbywają się co weekend, są ekipy, które grają z większą częstotliwością – więcej przewidywalnych imprez z tym mainstreamowym „techenkiem” = więcej nudy. Więcej Wixapoli = więcej zabawy i pozytywnych doznań.

W Polsce to wy wskrzeszacie kulturę rave’u. A jak to wygląda w innych krajach? Możemy mówić o renesansie tej kultury? 

W Paryżu istnieje podobna do nas grupa Casual Gabbers, która grała w Boiler Roomie. Obserwujemy też to, co dzieje się na mainstreamowych festiwalach, i okazuje się, że nawet tam takie zespoły jak Major Lazer coraz częściej korzystają w swoich kawałach z hardstylowych bitów i sampli. Oczywiście, nic nie wraca takie samo, tylko w innej formie, ale rzeczywiście nastąpił ostatnio renesans dobrej, mocnej i szczerej muzyki. Często młodzi ludzie kojarzą techno tylko z Berghain i Audioriver. A to pojęcie z ogromnym bagażem historycznym, z wieloma odcieniami i podgatunkami. My prezentujemy dzikie, barbarzyńskie rubieże takiej muzyki, która nie ma (jeszcze) swojej platformy promocyjnej. Młodzi często nie zdają sobie sprawy z tego, że istniała kiedyś taka mocna muzyka. Dla nich szczyt „mocnego techno” to jakieś 125 bpm z ultra przewidywalną strukturą.

Wydaje mi się, że na początku nie braliście tego, co robicie, na poważnie. Zasłanialiście się ironią, w związku z czym dużo osób wcale nie wierzy w szczerość Wixapolu. W tle cały czas przewija się kwestia „sztuki dla beki”.

Rozróżnianie imprez na śmieszne i poważne nie ma sensu. W imprezach ogólnie chodzi przecież o poczucie humoru, którego brakuje w innych sferach życia. Jest grupa osób, która to, co robimy, bierze zupełnie serio, chociaż część faktycznie nie wierzy w naszą szczerość. W środowisku DJ-skim, podobnie jak w hip-hopie, zawsze była spina, kto jest bardziej „szczery i prawdziwy” w tym, co robi. Tak rozumiana szczerość jest zła. Wixapol jest zaprzeczeniem żartu z powagi. Nie puszczamy muzyki dla żartu, nie zapraszamy ludzi i nie mówimy im „patrzcie, jaką bekową nutę wygrzebaliśmy z internetu”. Wkładamy dużo pracy w przygotowanie seta – i to jest jak najbardziej poważne. Trzeba pamiętać, że happy hardcore i gabbery powstały jako forma rozluźnienia dla osób, które popołudniami wychodziły z biur i fabryk. Dzięki temu ci ludzie mieli odskocznię od rzeczywistości, która wcale nie jest śmieszna. 

W kulturze techno zawsze było sporo mroku i groteski. Hardstyle uważano raczej za muzykę poważną i epicką. Natomiast w gabberach i hardcorach znajdujemy bardzo dużo odniesień (pop)kulturowych i politycznych. Ta muzyka jest pełna cytatów.

A jednak kultura rave’owa nie kojarzy się z ludźmi z korporacji. Stereotypowy odbiorca to łysy dres w śnieżnobiałych skarpetkach, który jest najczęściej naćpany.

To ciekawe, bo w każdym kraju wygląda to trochę inaczej. W Anglii kulturę rave’ową kojarzy się czasem ze środowiskiem posthipisowskim, które w głębokim lesie albo na łące bierze kwas i odlatuje w świat muzyki. W Holandii – kiedyś z proletariatem, teraz, tak jak i w Niemczech, ze zwykłymi młodymi ludźmi, prekariuszami, studentami. Do nas ta kultura przedostała się jakimś cudem przez dresiarzy i pewnie stąd ten stereotyp. Poza tym w Polsce tzw. „dresiarze” nigdy nie robili takich pierwotnych rejwów, nielegalnych imprez – bawili się raczej w klubach. 

A wy tych dresiarzy powoli wprowadzacie na salony – graliście już na wernisażu Ustawienia prywatności w Muzeum Sztuki Nowoczesnej, a ostatnio na festiwalu Zachęty The Artists.

Zarówno „dresiarze”, jak i „hipsterzy” to są pojęcia, które odrzucamy albo z których się śmiejemy – to coraz mniej znaczy, a jak już coś, to zazwyczaj jest to obelga. A my nikogo lżyć nie chcemy. Wychodzimy z założenia, że nie odstrasza nas żadna współpraca. To, co robimy, jest na tyle wieloznaczne, że da się prezentować z różnych perspektyw. Graliśmy w galeriach sztuki współczesnej, w warszawskich Luzztrach, ale możemy też zagrać na Openerze, a nawet podczas Dni Lidla i na weselu (śmiech). Tacy są też ludzie, którzy przychodzą na Wixapol. Niektórzy interesują się muzyką bardziej konesersko, inni – tylko dla zabawy. Wixapol to projekt społeczny i trochę jak przy kasie w Biedronce spotykają się wszyscy: profesor ze studentem, robotnik z prezesem…

Język, którym się posługujecie na Facebooku, też jest dosyć specyficzny, nieskrępowany regułami – przypomina manifesty futurystów: piszecie wersalikami, odrzucacie interpunkcję i ortografię. 

Nareszcie ktoś to zauważył! (śmiech). Kiedyś to futuryści chcieli zmieniać język i go upraszczać, dzisiaj język sam rewolucjonizuje się pod wpływem internetu.

Celowo przyjęliśmy taki styl komunikacji, żeby nie do końca było wiadomo, o co chodzi i kto ma być odbiorcą. Jest to z jednej strony pieszczenie się, z drugiej – wiele w tym ironii i żartu. Co ciekawe, ludzie bardzo szybko przejęli tę formę pisania. 

A nie boicie się, że taki język spłyca odbiór?

Patrząc na te nasze wpisy, można pomyśleć: „to jest beka”. Ale tak naprawdę przez to, że pozwalamy sobie i innym stosować język, który wyzwala nas z okowów reguł, czujemy się prawdziwi i wolni. Teoretycznie powinniśmy być poważni, bo zajmujemy się muzyką, a kultura klubowa jest przecież bardzo poważna. Język Wixapolu jest medium, w którym można pierdolnąć głupotę i nikt cię za to nie zjedzie.

W moim odczuciu kultura klubowa nie do końca jest szczera. Wszystko, co dzieje się wokół imprez, jest ugrzecznione i upudrowane, co widać w wydarzeniach zakładanych na Facebooku: ładne plakaty, kulturalny język, promocja przez zachęcające linki do youtuba. Wy zrywacie z tym dogmatem. Na ile to, co dzieje się wokół Wixapolu, jest prowokowaniem, a na ile to wy zostaliście sprowokowani przez ten cukierkowy świat?

Mamy wkurw na to, jak wygląda szeroko rozumiana warszawska scena klubowa, która jest upudrowana i przez to miałka i nijaka. Poza Brutażem wszystkie imprezy posługują się takim samym, ugrzecznionym językiem.

Pojawia się tutaj jeszcze jedna ważna kwestia – narkotyki. Nie ukrywacie, że ten problem istnieje. Wixapol to estetyka żywcem przeniesiona z amfetaminowych lat 90.

W wielu popularnych klubach bardzo dużo ludzi w toaletach wciąga mefedron, myśląc, że to kokaina, a do tego oficjalnie konsumuje się tam tylko szampana i truskawki. Z tą hipokryzją niedawno zaczął walczyć Gang Albanii, który otwarcie przyznaje, że bierze koks.

My nie promujemy narkotyków, jesteśmy raczej za racjonalną polityką narkotykową. Na nas nie spoczywa odpowiedzialność za to, że ktoś zamknie się w łazience i coś wciągnie. Ale nie ma sensu zamiatać tego tematu pod dywan. Ostatnie problemy z dopalaczami i Mocarzem wynikają z tego, że substancje znane medycynie od stu lat są ciągle nielegalne, więc ludzie częściej sięgają po te, które mogą dostać legalnie, nie znając do końca ich konsekwencji i sposobu działania. I kończy się źle... (Papież Franciszek ostatnio żuł liście koki i ma się dobrze, bo to znana, starodawna rzecz). 

Inna kwestia to odniesienia seksualne – ogólnie zachęcamy Wixapolowiczów do autoekspresji, ale też szacunku dla drugiego człowieka. Zależy nam, aby czuli się nieskrępowani konwencją i swobodnie wyrażali swoje emocje. To nie jest impreza ani heteroseksualna, ani homoseksualna. Świat wolnych interakcji i dobrowolności. A jak ktoś np. chce się bić czy ruchać, to niech znajdzie kogoś chętnego, a nie takich, co nie chcą brać udziału w takiej zabawie. 

Wixapol to też dziesiątki memów. Tworzycie archiwum?

Tak, zbieramy je. Ostatnio opublikowaliśmy jeden mem złożony z dwóch zdjęć: „Przed Wixapolem” i „Po Wixapolu”. Wiedzieliśmy, że to się spodoba i będą lajki, ale okazało się, że stworzyliśmy potwora (śmiech). Ludzie bardzo szybko podchwycili formułę i powstała seria takich obrazków. Wixapol hołduje internetowemu kultowi amatorszczyzny, a wszystko, co tak powstaje, jest zazwyczaj efektem kilkuminutowej pracy. Im szybciej coś wymyślisz, tym lepiej. Za jakiś czas to wszystko pokryje się patyną nostalgii. Społeczeństwo mieszczańskie nie brało na serio Futurystów czy dadaistów, mówiono o nich, że to jajcarze i hochsztaplerzy. Może ktoś za parę lat powie „ten Wixapol to był bardzo poważny projekt. Tylko społeczeństwo go nie rozumiało…” (śmiech).

BIO:

WIXAPOL S.A. – anonimowy kolektyw DJ-ski od około roku grający cykliczne imprezy z ekstremalną muzyką elektroniczną.