Ilustracja Beaty Brojek do libretta opery "Meerzschmerz - może współdzielne. Echo opery"

UZNAĆ W SOBIE DELFINA

Z przedstawicielkami Gangu Delfinów – Delfinem Zośką Reznik i Delfinem Beatą Rojek, o wystawie Meerschmerz – może współdzielne. Echo opery rozmawia Joanna Kobyłt

 

Jesteście Gangiem Delfinów. Określenie „gang” sugeruje, że łączy was rodzaj paktu lub układu. Czy tak?

Delfin Beata Rojek: Łączy nas wspólne doświadczenie, podobne odczucia dotyczące naszej rzeczywistości. W wyniku podróży i rozmaitych przeżyć zaczęłyśmy odczuwać podobny stan emocjonalno-intelektualny. To stan znużenia i niepokoju z powodu otaczającej nas materialnej rzeczywistości, pełnej stworzonych przez ludzi podziałów, przez które cierpią i ludzie, i zwierzęta. Stały się one wyraźnie widoczne podczas zagranicznych rezydencji i kontaktów międzynarodowych. Chodzi o bariery językowe i kulturowe, które często utrudniają swobodną komunikację, ale także te bardziej systemowe, ekonomiczne, płciowe i polityczne. Połączył nas właśnie dyskomfort związany z tym przeżyciem. Taki stan określiłyśmy jako Meerschmerz, czyli ból morza”. Stąd też tytuł naszej multimedialnej wystawy i całego projektu.

Delfin Zośka Reznik: Łączy nas wspólny cel: nawiązanie komunikacji i udrożnienie międzykulturowego i międzygatunkowego przepływu. I wartości: równość, brak podziałów, niehierarchiczność. Jako delfiny pływamy w Morzu Śródziemnym i z tej perspektywy obserwujemy podziały geopolityczne. Mamy wrażenie, że podziałowi ziem otaczających morze winne są podziały językowe. Każda grupa ludzi ma swój system znaków i przekonań i dlatego nigdy nie są w stanie nawiązać długofalowej współpracy. Z naszej perspektywy morze jest wspólne, woda płynie, cyrkuluje. Nie można powiedzieć, że jakaś część wody jest moja, to absurdalne. Na wodzie wszystko, co jest granicą, jest płynne. To, w jaki sposób ludzie negocjują granice, wydaje się nam nieakceptowalne, ponieważ ta negocjacja ma charakter siłowy. Zawsze poprzedza ją konflikt zbrojny i wytyczenie nowej granicy, nowego państwa na użytek czysto polityczny. Oczywiście zamiast granicy na morzu można sobie wyobrazić bardziej abstrakcyjne bariery, jak kultura, religia czy język.

 

Ilustracja Beaty Brojek do libretta opery "Meerzschmerz - może współdzielne. Echo opery" 

 

Na swoje artystyczne alter ego wybrałyście postać delfina. Dlaczego akurat ten morski ssak?

BR: Delfin towarzyszy mi od dawna i często gości w moich obrazach, animacjach czy rysunkach. W naszej kulturze wizualnej kojarzony jest z kiczem, banałem, czymś lekkim i beztroskim. Tymczasem te superinteligentne zwierzęta mają silnie rozwinięte relacje społeczne, a przy tym często doświadczają przemocy ze strony człowieka. Mamy cały przemysł związany z niewoleniem i tresowaniem delfinów. Ric O’Barry – dawniej treser, a teraz obrońca ich praw – twierdzi, że ze względu na specyficzną budowę ich czaszek wydaje nam się, że delfiny ciągle się uśmiechają. Na tej iluzji zbudowany jest cały wyzysk związany z tymi wyjątkowymi zwierzętami. Pozytywny wizerunek delfina sprawia, że kojarzy nam się on z czymś optymistycznym. Dla mnie to stworzenie o nieograniczonych możliwościach. Żyjące na wolności, w naturalnych warunkach delfiny są uosobieniem transindywidualizmu i poliamoryczności.

ZR: W Indiach delfiny otrzymały status non-human person, a więc zyskały prawo do wolności, nie można ich niewolić ani przetrzymywać. Debata o ich prawach toczy się już od jakiegoś czasu i przesuwa ustanowione jeszcze w XIX wieku granice pomiędzy człowiekiem i zwierzęciem. W greckiej mitologii – będącej kolebką całego zachodnioeuropejskiego świata – delfiny uważane były za wysłańców bogów, a zwłaszcza Apollona, boga muzyki, proroctwa i harmonii. Uważano także, że są potomkami zatopionych Atlantów. Były symbolami nadziei i szczęśliwego rozwiązania – znamy przedstawienia, w których delfiny sprowadzają zbłąkane łodzie z powrotem na ląd, co można rozumieć jako metaforę usunięcia blokad wynikających z uwarunkowań społecznych. W niektórych przypadkach od zawsze postrzegano je więc jako stworzenia wyjątkowe. Ciekawa wydała nam się także misja, jaką przypisał delfinom Douglas Adams w swojej książce Cześć, i dzięki za ryby. Miały ostrzec ludzi przed grożącą im zagładą, nikt jednak nie odczytał ich przesłania. Nauczony tym doświadczeniem nasz Gang Delfinów zdecydował się postąpić inaczej. Interesujący jest też aspekt chrystologiczny. Jezusa podobno nazywano delfinem, istnieje teoria, że na piasku narysował nie rybę, tylko właśnie delfina.

 

To o tym opowiada libretto i książeczka towarzysząca wystawie? O tym, jak delfiny postanawiają uratować Ziemię?

BR: Tak, opowiada o procesie, w którym delfiny postanawiają przełamać komunikacyjne, społeczne, kulturowe i płciowe bariery narastające wskutek działalności człowieka. Postanawiają nawiązać kontakt z innymi „potencjalnymi” delfinami i połączyć się we wspólnym działaniu. Chcą stworzyć alternatywną rzeczywistość. Zauważają, jak destrukcyjna dla ich ekosystemu jest działalność człowieka, a za największy problem uważają komunikację werbalną. Uznały, że to właśnie bariery językowe prowadzą do podziału świata. Dlatego chcą powołać niezależną wyspę – Holarchię, która unosiłaby się swobodnie na wodach Morza Śródziemnego. Dopływałaby do ziem zajętych przez różne grupy, ludzie mogliby wchodzić i schodzić z niej w sposób swobodny. Na jej terenie mogłyby jednak przebywać wyłącznie jednostki twórcze, ponieważ przestrzeń Holarchii byłaby całkowicie dedykowana sztuce.

ZR: Holarchia to rodzaj eksperymentu – próba stworzenia nowej, wspólnej, transkontynentalnej i transkulturowej tożsamości człowieka, a także propozycja alternatywnego sposobu komunikacji, również międzygatunkowej. Delfiny sterują wyspą od dołu, za pomocą fal akustycznych. Dla ludzi jednak ruch ten pozostaje niewidoczny. Holarchia jest też nawiązaniem do innej wyspy sztuki obecnej w naszej kulturze. Wenecja, wagina Europy na Morzu Śródziemnym, postrzegana była jako miasto-kurtyzana, miasto do wynajęcia, ale także ważny ośrodek sztuki. W pierwotnym założeniu miała być przestrzenią międzykulturowej wymiany artystycznej, współcześnie jest jednak przede wszystkim miastem prestiżu, popisywania się i siłowania. Dlatego też postanowiłyśmy wprowadzić sztukę na niezależną wyspę, żeby ją oswobodzić.

Ilustracja Beaty Brojek do libretta opery "Meerzschmerz - może współdzielne. Echo opery" 

 

Eksperymentujecie z komunikacją. Próbujecie stworzyć przekaz pozawerbalny, pozaludzki, niezdeterminowany przez tekst. Czym jest rozsyłany przez was „bąbel”?

ZR: Zafascynował nas system komunikacji delfinów, który spełnia wszystkie warunki, aby nazwać go językiem. Delfiny porozumiewają się poprzez gesty – pozy, dotyk, obroty, skoki, ruchy płetw i ocieranie. Mają bardzo wrażliwe pyszczki. Wydają dźwięki – świsty i gwizdy. Komunikują się także za pomocą bąbelków powietrza wypuszczanych pod wodą. Te ostatnie są złożonym komunikatem, łączącym w sobie obraz i dźwięk.

BR: „Bąbel” to komunikat wysyłany przez delfina „zarzucającego sieć”. To komunikat początkowy, zaproszenie do współtworzenia Holarchii wysłane do innego delfina. Na „bąbel” składa się kilka elementów: schemat holarchicznej struktury delfiniego stada, animacje z morzem-siecią oraz marmurowym falochronem, utwór Głębia, rysunek przedstawiający Pieśń założycielską z naszego libretta oraz wiersz, który zaczyna się od słów: „Drogi człowieku zwracam się do Ciebie w imieniu Beaty Delfina. Beata i Delfin spotkali się ze sobą i nawiązali głęboką więź”. Odpowiedź na naszego „bąbla” jest automatycznie deklaracją podjęcia współpracy przy tworzeniu naszej wyspy.

 

Wystawa Meerschmerz – może współdzielne. Echo opery to multimedialny zapis procesu jej powstawania. Po części to także zapis komunikacji między wami a innymi dlfinami – artystami. Na wystawie znajdziemy także „przestrzeń bąbla” oraz to, co z niego wynikło.

BR: Większość pokazywanych przez nas prac to odpowiedź na wysłanego „bąbla”. Muszę jednak zaznaczyć, że nie zawsze nawiązywałyśmy współpracę w taki sposób. Czasem dochodziło do bardziej spontanicznego, przypadkowego kontaktu. Tak było na przykład z Gosią Goliszewską, która odezwała się do mnie dokładnie w momencie, w którym formowała się nasza niehierarchiczna grupa. Okazało się, że też zgłębia temat delfinów, że fascynują ją zarówno niezwykła inteligencja, jak i zdolności komunikacyjne i społeczne tych zwierząt, a książka Cześć, i dzięki za ryby jest także bardzo ważnym punktem odniesienia w jej twórczości. Niedawno w CSW Zamek Ujazdowski w Warszawie prezentowana była jej wystawa o takim samym tytule jak powieść Adamsa. To niesamowity zbieg okoliczności, że nie wiedząc o swoich poszukiwaniach artystycznych, odnalazłyśmy się niemal w tym samym czasie. Delfin Małgorzata Goliszewska oczywiście wstąpiła do naszego gangu, a jej praca wideo pokazywana jest na wystawie. Podobnie trafił do nas Lindsay Parkhowell, którego tekst również znalazł się na wystawie. Pisząc go, Lindsay nawiązał do demonstracji w obronie praw mniejszości seksualnych, które jakiś czas temu przeszły ulicami Aten. Co ciekawe, aktywiści LGBTQ, aby zaprotestować, postanowili użyć swoich ciał jako transparentów i przebrali się za delfiny. W ten sposób figura delfina nabrała politycznego znaczenia. Sam autor pisze, że społeczność LGBTQ przypomina właśnie delfiny, a delfinie parady organizowane są po to, by zademonstrować, jak może wyglądać wspólna pluralistyczna przyszłość. Chodzi też o to, żeby pokazać relacje odbiegające od norm, ale zasługujące na akceptację społeczną. To kolejny wątek, który pasuje do delfiniej układanki.

ZR: Zabawa w mentalną przebierankę za delfiny, którą uskuteczniamy, i proces odnajdywania innych delfinów dają nam możliwość tworzenia wizualnej reprezentacji tego, co w ludzkiej kulturze jest wykluczane i represjonowane. Chodzi o wspomniane wcześniej narzucone przez opresyjną kulturę bariery, ale także o elementy mniej przez ludzi cenione, jak dotyk, inteligencja emocjonalna, seksualność.

W samej narracji wystawy starałyśmy się oddać proces komunikacji, w wyniku którego powstała – także jej przypadkowość. Pierwsze kroki widz kieruje do przestrzeni „bąbla”, a w niej odnajdzie wszystko to, co na owego „bąbla” się składa: ilustracje do naszego libretta, schematy niehierarchicznego układu naszego gangu, wiersz Soni Sobiech. W ten sposób każdy, kto przyjdzie na wystawę, staje się jednocześnie odbiorcą tego samego komunikatu, i na chwilę wchodzi na naszą Holarchię, aby pobyć z nami w tym artystycznym dialogu. Druga część wystawy to nasze własne realizacje, odesłane odpowiedzi na bąbla oraz nasze odpowiedzi na odpowiedzi. Prace artystyczne, które wynikły w trakcie procesu powstawania wystawy. Nasz zespół ma interdyscyplinarny charakter, składa się z reprezentantów różnych dziedzin – artystów, aktywistów, muzyków. Używamy różnych narzędzi, od obrazu po dźwięki. Delfiny Wojtek Furmaniak i Kamil Radek przygotowały całą warstwę muzyczną, Delfin Patrycja Mastej stworzyła alfabet wizualny do pozawerbalnej komunikacji, Delfiny Iza Moczarna-Pasiek i Sonia Sobiech współtworzyły libretto i pomagały nam przekładać nasze myśli pomiędzy językami, a Delfin Marzena Sadocha – we współpracy z Delfinem Karoliną Micułą – podjęła się wyreżyserowania performatywnego finisażu.

 

Finisaż wystawy "Meerzschmerz - może współdzielne. Echo opery" w galerii Studio BWA Wrocław, foto: Alicja Kielan

 

Wystawa to tylko część projektu o nazwie Meerschmerz – może współdzielne. Mam wrażenie, że podczas prezentacji w galerii Studio BWA Wrocław stanowiła czasem po prostu scenografię dla waszych szerokich, relacyjnych i przyciągających działań.

ZR: Przede wszystkim to przedsięwzięcie jest dla nas wielkim, otwartym procesem, łańcuchem transgresji. A wystawa – ekspozycją materiału, który w danym momencie mamy już zebrany i przepracowany, oraz pretekstem do innych akcji. Na potrzeby działań z publicznością powstało delfinie karaoke, pozwalające w oparach lekkiego absurdu czy nawet żenady śpiewać piosenki z echa opery razem z delfinem zarzucającym sieć. Wykonała je zresztą sama Beata, niczym Katarzyna Kozyra ucząc się do tej roli śpiewu i wyzwalając swój zopresjonowany przez kulturę głos. Powstał też wspomniany już delfini alfabet Patrycji Mastej, który jest narzędziem komunikacji wizualnej dla osób, które nie mają (lub myślą, że nie mają) technicznych umiejętności sformułowania odpowiedzi na „bąbla”. Dzięki przygotowanym przez Patrycję wycinankom każdy może stworzyć kolaż i wyrazić poprzez niego swoje intuicje, doświadczenia i wizje.

BR: Alfabet stał się też narzędziem pierwszej interakcji z artystkami i artystami z galerii ArtBrut, którzy są modelowym przykładem delfinów, twórczych i wrażliwych na dotyk oraz wszelkie audiowizualne bodźce. A ponieważ większość z nich to osoby z tak zwaną niepełnosprawnością intelektualną, to są automatycznie wykluczeni z wielu obszarów rzeczywistości. Dzięki wsparciu między innymi Agnieszki Chojnackiej komunikują się z otoczeniem za pomocą sztuki, która umożliwia im wyrażenie ich przeżyć z pominięciem języka, stanowiącego niejednokrotnie blokadę. Kiedy spotkałyśmy się z nimi w przestrzeni wystawy, odkryłyśmy, jak każda z eksponowanych tam prac oddziałuje na inne osoby i wyzwala ich kreatywność, wyrażającą się śpiewem, ruchem, dotykiem czy działaniem. Każda praca była dla nas pretekstem do wspólnego, spontanicznego „bąblowania”. To było fascynujące doświadczenie.

 

Czy Gang Delfinów ma jakieś przesłanie dla ludzi czytających ten wywiad?

ZR: Warto, choćby w ramach intelektualnego ćwiczenia, na różnych płaszczyznach poszukać w sobie delfina. Ja się go w sobie zupełnie nie spodziewałam. Myślę, że każda i każdy z nas ma w sobie delfini pierwiastek, jeśli trzymać się już tej jednej metafory. Ona ma performatywną moc, która pozwala wydobyć i uznać w sobie nie-ludzkość, cielesność, emocjonalność, nienormatywną seksualność, wrażliwość i słabość, i co tylko jeszcze będziemy chcieli w tej pierwotnej morskości dostrzec. A gdy uzna się ten pierwiastek w samym sobie, to pierwszy krok do tego, by dowartościować go wokół siebie. Więc – choćby tylko na próbę, na moment – zobaczmy i uznajmy w sobie delfina.

BR: Wejście w figurę delfina pozwala nam chociaż na chwilę poszerzyć swoje granice, zarówno te, które zostały nam imputowane, jak i nasze własne, osobiste. To ćwiczenie dla wyobraźni, dzięki któremu możemy szybko wyobrazić sobie świat bez barier. Z tej perspektywy łatwiej jest również spojrzeć na działalność człowieka jako na formę absolutnej dominacji gatunkowej. W ten sposób możemy zrozumieć spustoszenie, jakie pozostawia po sobie ten jeden, bądź co bądź krótko dominujący na naszej planecie gatunek.

 

[W rzeczywistości przebieg powyższego wywiadu miał bardzo spontaniczny i żywiołowy charakter. Było w nim dużo emocji, meandrowania i nieuniknionego lania wody. Joanna Kobyłt wychwyciła jednak intuicyjnie znaczenia, których nie potrafiłyśmy wyrazić werbalnie, i doskonale przełożyła je na medium tekstu. Jesteśmy jej za ten wybitny channeling niezwykle wdzięczne!

Gang Delfinów]

 

Zośka Reznik – badaczka sztuki, kuratorka, animatorka kultury i nauczycielka akademicka. Zajmuje się sztuką współczesną, pamięciologią, herstorią i historią mówioną, psychogeografią oraz nowymi mediami. Angażuje się w kolektywne działania artystyczne i społeczne, wspiera niezależny obieg kultury. Studiowała na Międzywydziałowych Indywidualnych Studiach Humanistycznych Uniwersytetu Wrocławskiego i Gender Studies w Instytucie Badań Literackich PAN. Obecnie doktorantka na historii sztuki UWr, gdzie pod opieką naukową prof. Anny Markowskiej przygotowuje rozprawę poświęconą mikronarracjom o twórczości wrocławskich artystek lat 70. Związana m.in. z Gangiem Delfinów, F/M Festiwalem i Zlotem Młodych Badaczy Kultury. Prowadzi Fundację Wersja.

Beata Rojek – urodzona w 1985 we Wrocławiu. Studiowała na tamtejszej Akademii Sztuk Pięknych, którą ukończyła z tytułem magistra mediów w 2010 roku. Jako niezależna artystka zajmuje się malarstwem, pierwotną animacją, malarstwem ściennym i rysunkiem. Żyje i pracuje we Wrocławiu.