Jan Bajtlik, bez tytułu (głowa byka), z cyklu Labirynty greckie, 2017

UWSPÓŁCZEŚNIAJĄC ANTYK

Z artystą Janem Bajtlikiem i kuratorem Konstantym Szydłowskim rozmowa o antyku dziś i o cyklu Labirynty greckie, prezentowanym w ramach tegorocznego Warsaw Gallery Weekend, rozmawia Bogna Świątkowska

Zacznijmy od podstawowego zdziwienia, którym jest wybór tematu. Starożytna Grecja, mity greckie są dziś bardzo odległym tłem. Są oczywiście w podwalinach naszej kultury, o której mówi się, że jest śródziemnomorska, ale raczej w odniesieniach nie sięgamy do niej – no chyba, że mówimy o istocie miasta i demokracji. Bliższa nam jest kultura dwudziestowiecznych Stanów Zjednoczonych Ameryki niż jakieś dalekie pobrzękiwania przodków Greków.
Jan Bajtlik: Jest tak, jak powiedziałaś. Ale raz na jakiś czas potykamy się o nazwy czy pojęcia, które wywodzą się bezpośrednio stamtąd. Nie chodzi mi zresztą o kontynuowanie tamtej narracji, ale o pokazanie jej na nowo.

To oznacza w niej coś znalazłeś. Co?
Jan Bajtlik: Jest w niej masa atrakcyjnej współczesności. Mity greckie opowiadane tysiące razy przez tysiące lat jakoś tam ugrzęzły w kanonie i spatyniały, są też trochę wypaczone przez XIX wiek i cały ten akademizm, i przez to, co znajduje się m.in. w programie szkolnym. Ogólnie po prostu wiemy, że to jest ważne. Połowa europejskich muzeów jest zawalona sztuką starożytną. Choć to wygląda strasznie nudno, to jak się dokładnie przyjrzeć, okazuje się, że to szalenie ciekawe. Nie tylko z powodu historii. Chodzi mi zwłaszcza o sposób przedstawienia i ikonografie. Wystawa to kilkanaście rysunków, które są ilustracjami do książki o labiryntach i mitach greckich. Pracuję nad nią już dwa lata i to jest punkt wyjścia. Oprócz tego są prace na papierze na podstawie rysunków i szkiców, które powstawały w muzeach jako notatki. Robiłem to przez parę lat i na początku trochę nie wiedziałem, co z tym zrobię. Później zacząłem używać tego co odnajdywałem w starożytnych formach do działań projektowych – to dla mnie najprostsze połącznie z tamtą kulturą. Patrzę na jakąś stellę, która ma trzy tysiące lat, która była bardzo dobrze zaprojektowana, a później została zredukowana przez czas do tego co widzimy. Kiedy nad czymś pracuję mam już gotowe przetworzenie i cały system znaków w szkicowniku, mnóstwo gotowych pomysłów, które mogę rozwijać. Zresztą treść tych historii, a nie tylko wyjęte poszczególne obrazki czy fragmenty są super ciekawe – to doskonały scenariusz do tworzenia historii wizualnej.

Konstanty Szydłowski: Głównie chodzi tu o określoną kulturę wizualną. W jej zapisach mieści się oczywiście historia. Historia, która nie jest związana z jakąś opowieścią, kto co komu gdzieś zrobił kiedyś, tylko historia związana z siłą znaków, gestów.

Jak to rozumieć? Czy Grecy dorobili się abstrakcji?
Jan Bajtlik: Ja do całej sprawy nie podchodzę zbyt analitycznie. Moje zainteresowanie sztuką starożytną zaczęło się na studiach, gdy często będąc w Paryżu, chodziłem do Luwru. Kierowałem się nie tam, gdzie są tłumy, tylko tam, gdzie ich nie ma, jest przyjemnie, cicho i jest cała starożytność. Zacząłem się przyglądać tej masie eksponatów, nieznanych mi, albo znanych tylko pobieżnie z historii sztuki, tak na spokojnie, po swojemu, każdemu z osobna. Kiedy zacząłem brać z nich to, co mnie interesuje, czyli na przykład przerysowywać motywy zwierząt czy motywy geometryczne, to zobaczyłem, ile tam jest potencjału właśnie czysto abstrakcyjnego, i że echa tego możemy odnaleźć dookoła nas w dzisiejszych piktogramach i identyfikacjach wizualnych. W tej chwili pracuję nad wzorami do tkanin i motywy starożytne to dla mnie podstawa. Zaprojektowane jako wzory, to znaczy jako ornament powtarzający się, dekoracyjny na przykład na wazach, albo funkcjonujące jako osobny element architektoniczny. Często zachowały się do naszych czasów w szczątkowej formie się – odpadł kolor, coś się zniszczyło, poniszczyły się wszystkie płaskorzeźby z postaciami, a zostały tylko te elementy, które miały jakiś wzór. Jak wyjmujesz tylko ten fragment, to on jest czysto abstrakcyjny.

Konstanty Szydłowski: Jest jeszcze jeden przypadek, który bardziej dobitnie pokazuje to, że można mówić o myśleniu abstrakcyjnym za pomocą obrazów w przypadku starożytnej Grecji. Mam na myśli mianowicie labirynt. Są przedstawienia labiryntów, które mają charakter symbolu, ale jednocześnie czegoś zupełnie abstrakcyjnego.


Jan Bajtlik, bez tytułu (Ośmiornica) z cyklu Labirynty greckie, 2017

Temat labiryntu jest dziś szczególnie aktualny – musimy znaleźć jakieś wyjście z sytuacji, które odczytujemy jako zagrażające na poziomie globalnym i lokalnym. Jakie elementy są dla ciebie w labiryncie najistotniejsze?
Jan Bajtlik: W rysunkach prezentowanych na wystawie jest kilka podjeść do tematu labiryntu. Bardzo ilustracyjny – po prostu labirynt plus opowieść, która pokazuje jakieś koleje losu bohaterów, którzy są w sytuacji bez wyjścia, albo raczej z jednym wyjściem. Są też rysunki, które mają labirynt w formie motywów meandrycznych czy labiryntowych, widzianych przeze mnie w muzeach. Trzecia rzecz, dla mnie najbardziej interesująca, to jest sam proces rysowania, przetwarzania, kolejnych reinterpretacji. Linia w szkicach czasami jest bardzo nieprecyzyjna. Kiedy rysowałem w muzeach rzadko patrzyłem na kartkę, w związku z tym robiły się przesunięcia spowodowane brakiem koordynacji oka i ręki – te partie rysunków są abstrakcyjne. Później jednak nagle widać, że część rysunku jest trafiona i czytelna. Jest granica między abstrakcyjnym przypadkowym bohomazem, który jest jednak prowadzony intuicyjnie, a gmatwaniną gestów czy linii. Bardzo ważny jest dla mnie gest, który trzeba trafić i umieć kontrolować. Rysowanie tych obiektów to też ćwiczenia gestu.

Oprócz tego, że labirynt jest symbolem pewnej sytuacji czy problemów przed którymi regularnie człowiek staje, jest także formą przestrzenną, zresztą bardzo chętnie wykorzystywaną w ogrodach i parkach. Twoje odwołanie do labiryntu jest interesujące ze względu na to, że labirynt wymaga precyzji. Żeby działał musi być bardzo precyzyjnie stworzony, a ty mówisz o grze z formą labiryntu.
Jan Bajtlik: W szkicach forma jest emocjonalna, nie są to przestrzenie zaprojektowane tak, jak na książkowych ilustracjach, gdzie po prostu masz dokładnie narysowaną strukturę geometryczną, która jest labiryntem i decydujesz, jak bardzo on jest skomplikowany. Te rysunki są bardziej odzwierciedleniem stanu emocjonalnego. Taki szkic trwa kilka sekund i działasz bardzo intuicyjnie. Można odczytać wręcz, jak bardzo byłeś zagubiony w trakcie rysowania danego rysunku.

Konstanty Szydłowski: W labiryncie trzeba się zgubić, żeby się odnaleźć. Można traktować znaczenie tego powiedzenia na wielu poziomach, ale oczywiście w tym kontekście to jest też zachęta do tego, żeby zgubić się w tym obrazie, w tych przedstawieniach, w ikonografii starożytnej żeby właśnie potem z nich wyjść i je przeczytać jako coś aktualnego, co mówi wiele także o naszej współczesnej wrażliwości.

Jan Bajtlik: Dodam, że dla mnie to jest też wystawa o formalnym poszukiwaniu i pochodzeniu motywów. W tym zestawie rysunków nie jest tak, że konstrukcja labiryntów jest dominująca. Rysunek ośmiornicy, która oczywiście ma zapętlone macki, te wszystkie odnogi, wizualnie może kojarzyć się z jakąś labiryntową formą, ale chodzi też o to, że jest to przetworzenie rysunku z wazy kamaresowej, która jest na Krecie i to wystarczy. Rysunek ukazuje w nowej formie motyw, który był kilka tysięcy lat temu wielokrotnie przetwarzany. Potem przez tysiące lat był mniej aktywny, a teraz staram się go pobudzić na nowo, z moim gestem, ze współczesnymi narzędziami.

Co jest wewnętrzną częścią labiryntu? Jaka jest rola intuicji? Intuicja – tylko ona jest w stanie cię z niego wyprowadzić, ponieważ nie ma żadnej regularności. Nie ma żadnej pragmatycznej wskazówki, jak się wydostać. Jesteś znany głównie jako grafik, posługujesz się znakiem, który w bardzo skrótowej, precyzyjnej formie, ujmuje złożone treści. Jaką rolę odgrywa intuicja w tej twojej twórczości?
Jan Bajtlik: W pracy wydawniczej należy mieć i dużą dyscyplinę i intuicję. Poszukiwania często są ograniczone ze względów czysto pragmatycznych. Staram się mieć taki wentyl, żeby poszukiwać i robić coś dla czystej przyjemności właśnie totalnie intuicyjnie, bez planu, bez żadnego zlecenia. Kiedy rysuję te rysunki przetwarzając ten sam motyw kilka razy, za każdym razem rysuję od nowa i często jest to wyczerpujące. Najpierw robisz jedną wersję dwoma kolorami, później inną kombinację, że na odwrót te dwa kolory, że najpierw jeden położysz na drugi, a później odwrotnie. Później w ogóle wszystko zamalujesz na czarno i na tym jeszcze coś i rzeźbisz, rzeźbisz, więc kierujesz się jakąś intuicją, żeby stwierdzić, że ok, piętnaście procent z tych prac jest jakoś ciekawe, buduje się w jakiś obraz mocniejszy, z jakiegoś powodu lepszy od poprzedniego. Rysuję czasem lewą ręką, żeby zobaczyć, jak to działa. W ogóle w rysunkach intuicja jest rzeczą podstawową, ale wydaje mi się, że staję wobec sytuacji, gdzie ryzyko jest jedynym wyjściem. Jak się wspinam to jest to dosłownie labirynt ekstremalny. Nie jakiś tam ogród, tylko lodowiec pełen szczelin. Jak jest wydeptana ścieżka, którą przechodziło pięć grup przed tobą, albo mostek śnieżny, to statystycznie ok, masz szansę przejść po tym mostku, ale równie dobrze może trzeba wytyczyć nową ścieżkę obok, bo on już nie wytrzyma.

Konstanty Szydłowski: Pamiętam, że pierwszy raz, kiedy widziałem te szybkie szkice z muzeów, uderzyło mnie jak trafnie oddawały intuicję tych anonimowych starożytnych artystów i rzemieślników.

Jan Bajtlik: Gra polega na tym, na ile pozwalasz im mówić. Na ile przerysowujesz uwzględniając to, co oni chcieli powiedzieć, a na ile transferujesz to przez siebie. Przerysowywanie obiektów w muzeum brzmi szkolnie. Józef Czapski i Zbigniew Herbert tworzyli wizualne notatki nie tylko jako formę zapisu ale wejście w intelektualny dialog z dziedzictwem, na które patrzyli. Oczywiście ma dla mnie znaczenie, który motyw wybieram. Mam swoje ulubione lub takie, które odkrywam niemal przypadkowo. Staram się jak najlepiej rozumieć to, na co patrzę. Ale rysuję też po to, żeby w motywie, który jest ciekawy, bo jest abstrakcyjny, jest ornamentem, zwierzęciem, czy scenką, poszukać czegoś co mi się z tego przyda, bo może powstanie coś zupełnie nowego. Zrobiłem plakat Mister D. dla Doroty Masłowskiej na jej ostatni koncert i głowa amstaffa, z Kanapek z hajsem, wygląda może komiksowo, bo jest zrobiona narzędziem streetartowym, czyli flamastrem, którym się taguje na murach. Źródło tak naprawdę było w motywie egipskiej głowy kota, cztery rysunki później się okazało, że wyszedł z tego amstaff.

To nie jest reinterpretacja czegoś, co powstało dawno temu…
Jan Bajtlik: Ani dokumentacja.

…tylko skrócenie dystansu, który jest w szkolnej perspektywie, w której starożytność jest gdzieś tam tysiące lat temu, bardzo daleko, zakurzona, omszała, nieużyteczna.
Jan Bajtlik: Tak.


Jan Bajtlik, bez tytułu (Ośmiornica) z cyklu Labirynty greckie, 2017

To co robisz jest więc sprasowaniem wszystkich warstw, które nas od przeszłości dzielą i propozycją swobodnego poruszania się w różnych obszarach czasu.
Jan Bajtlik: Tak, weźmy choćby narzędzia. Używam flamastrów, takich streetartowych narzędzi, fluorescencyjnych kolorów. Sposób rysowania mam radykalnie inny. Jest wiele różnic, ale jak zaczniesz głębiej badać temat, to się okazuje, że oni też używali podobnego zestawu barw prawie fluorescencyjnych, bo bardzo jaskrawych. Niektóre rysunki są impresją, a w innych całkiem wiernie prowadzisz linię wedle tej narysowanej tysiące lat temu.

Tytuł Labirynty Greckie jest bardzo neutralny.
Konstanty Szydłowski:  Ale też nie jest zupełnie oczywisty jak mity greckie. Labirynty Greckie od razu naprowadzają na złożoność znaczeniową słowa labirynt. Jest tu także obietnica odkrywania form wizualnych, linii i gestów artystycznych, które okazują się niesłychanie nośne dzisiaj i mocne po prostu w swoim wyrazie.

Jan Bajtlik: Inspiracją do tych rysunków są rzeczy, które są elementami labiryntowej kultury minojskiej czy kreteńskiej, w której labirynt miał duże znaczenie. Od pradawnych mitów były związany z kultem, a później zafunkjonowały w ornamentyce, od labiryntowych ozdób po design funkcjonalny, czyli np. ceramikę i monety, które były bite tysiąc lat po zbudowaniu pałacu w Knossos. Od XIII do XVII wieku Kreta, Regno di Candia, była we władaniu Republiki Weneckiej – w tamtym czasie włoscy oraz holenderscy kartografowie miejsce Knossos zaznaczali znakiem labiryntu. W mitologii i innych źródłach starożytnych są również echa innych form labiryntowych jak np.: taneczna labiryntowa posadzka mająca się znajdować w pałacu w Knossos, taniec żurawia, który Tezeusz miał odtańczyć na wyspie Delos świętując zabicie minotaura. Tezeusz też prowadzi taneczny korowód na Wazie Francois. Bogactwo symboliczne, semantyczne i ikonograficzne tego motywu oraz niejasności najdawniejszych przekazów mających swoje źródło w głębokim archaizmie są bardzo ciekawe i inspirujące.

No i wydało się – twoja wystawa jest erudycyjna. Żeby dobrze czytać te rysunki potrzebuję wiedzy, którą swobodnie szermował Goethe w Fauście. Bez tego co zobaczę na twojej wystawie? Fajne obrazki? Ciekawe rzeczy? Miłe motywy? Vaporwave?
Jan Bajtlik: U podstaw leży przede wszystkim dobra historia obrazkowa, niewymagająca znajomości nawet mitów. Ale oczywiście zobaczysz różne sprawy, od twojej erudycji, od stopnia zakorzenienia tej ikonografii w twojej głowie zależy jakie.

Liczmy, że jednak da się jakoś porozumieć. Tak się składa, odwołujesz się do czegoś, co jest uznawane za fundament naszej kultury.
Jan Bajtlik: Nie chcę epatować mitologią, ani lawiną znaczeń. Po prostu wydaje mi się, że w starożytności jest masa super materiału do rozwinięcia na własny użytek, jak spryt bohaterów mitologii i legend. Reinterpretacja i przetwarzanie tych motywów własnym doświadczeniem są ciekawsze niż erudycyjne popisy.

 

Jan Bajtlik (ur. 1989) jest przede wszystkim znany jako grafik. Jego twórczość obejmuje ilustrację, książkę artystyczną, typografię, lecz również dzieła site-specific, prace na papierze i malarstwo.  www.janbajtlik.com 

Konstanty Szydłowski (ur. 1982) – krytyk sztuki, filozof, tłumacz, kurator i organizator wielu wystaw i wydarzeń kulturalnych w Polsce i w Niemczech, www.galeria-szydlowski.pl

O wystawie: Labirynty greckie to prezentacja 15 wybranych prac z cyklu 32 obrazów na papierze poświęconych greckim mitom ze szczególnym uwzględnieniem motywów zaczerpniętych z Iliady i Odysei. Wykonane ołówkiem prace charakteryzuje misterna kompozycja wielu elementów, która odzwierciedla bogate doświadczenie ilustratorskie artysty i nawiązuje do źródłowego charakteru mitów jako narracji. Dodatkiem do wystawy są najnowsze prace odwołujące się do przedstawień związanymi z ikonografią tworzone kilkoma malarskimi gestami. To głównie motywy tauromachii i ośmiornic.
22.09 – 10.11
Galeria Szydłowski, Warszawa, Filtrowa 30/133