Przestrzeń przed Athens Conservatoire zaprojektowana przez Joara Nango, fot. Joanna Glinkowska

UCZĄC SIĘ OD ATEN

Ponad 60 lat temu Arnold Bode otworzył w Kassel pierwszą edycję wystawy, która z czasem miała stać się jednym z najważniejszych wydarzeń w świecie sztuki. Documenta, stworzone niedługo po II wojnie światowej, z myślą przywrócenia dialogu między Niemcami i resztą świata poprzez prezentację wyklętej przez nazistów sztuki XX wieku, w tym roku po raz kolejny odbywa się pod hasłami znaczących politycznych deklaracji. Adam Szymczyk, kurator 14. edycji, podkreśla wpływ wydarzeń politycznych, ekonomicznych i społecznych (m.in. kryzys ekonomiczny w Grecji, wojna w Syrii, rozkwit prawicowego populizmu, nacjonalizmu i ksenofobii), jakie dotknęły Europę i świat podczas czterech lat pracy nad programem documenta. Zainaugurowanej na początku kwietnia odsłonie przede wszystkim ma jednak przyświecać koncepcja oduczania – porzucania z góry przyjętych osądów i interpretacji oraz gotowości do przyznania się do niewiedzy w świecie wielu płynnych prawd. Właśnie ta wielość prawd, poglądów i doświadczeń reprezentowana jest symbolicznie nie tylko poprzez podwójną lokalizację, ale także liczny i zróżnicowany skład twórców – zarówno artystów, jak i kuratorów. Za punkt spajający tę heterogeniczną strukturę można uznać pojęcie południa, odczytywane na wielu poziomach: nie tylko w sensie geograficznym i politycznym, ale również osobistym, jako reprezentacja wszelkich form wykluczenia (np. z powodu rasy czy nienormatywnej seksualności).

 

Obrazy Tshibumba Kanda Matulu w Muzeum Benaki

Documenta wychodzi poza sztywną formę wystawy, szukając nowych dróg komunikacji i dialogu. Oprócz wystaw w czterech głównych obiektach (EMST, Athens Conservatoire, Muzeum Benaki i ASFA) w programie znalazły się liczne działania w przestrzeni miejskiej, a także cotygodniowe emisje filmów w publicznej greckiej telewizji oraz audycje radia Every Time A Ear di Soun, łączącego osiem rozgłośni z całego świata (m.in. z Kolumbii, RPA i Libii). Całości towarzyszą trzy publikacje: magazyn „South as a State of Mind”, którego cztery numery, poświęcone w całości documenta, posłużyły za rodzaj platformy do rozwijania kuratorskich koncepcji, a także Reader i Daybook. Dwie ostatnie, które, jak mogłoby się wydawać, powinny funkcjonować jako eksplikacja i przewodnik po wystawach, nie są ani zbiorem opisów prezentowanych prac, ani zestawem wskazówek ułatwiających poruszanie się między licznymi lokalizacjami ekspozycji i performansów. To raczej zbiory subiektywnych tekstów, przygotowanych przez prawie dwudziestoosobowy zespół kuratorski, które poszerzają kontekst, ale nie podają gotowych interpretacji. Podobnie pozostałe „materiały pomocnicze”, jak mapka czy broszurka, wcale nie pomagają odnaleźć się w tym ogromie. Nie ma gotowej recepty na obejrzenie tej odsłony documenta. Wydarzenia, instalacje i wystawy, rozproszone w przestrzeni Aten i okolicznych miejscowości, tworzą nową topografię miasta. Żadne działania ani prace nie wyróżniają się jako te najistotniejsze. Wystawa, jak podkreślają jej organizatorzy, powinna być czytana przestrzennie – topograficznie, nie punktowo. Oczywiście można ograniczyć się do, swoją drogą perfekcyjnie wyprodukowanych i dokładnie przemyślanych, wystaw w głównych obiektach, to jednak nie da nam nawet połowicznego obrazu tego, czym jest (lub miało być) tegoroczne documenta. Sama przyjęłam inną metodę: oglądanie poprzez doświadczanie poszczególnych rejonów miasta.

Duża część prac komentuje aktualne problemy. Taki charakter mają m.in. liczne konceptualne zabawy opierające się na prostych skojarzeniach i przewrotności, jak przywołujący kryzys ekonomiczny Payment of Greek Debt to Germany with Olives and Art argentyńskiej artystki Marty Minujín czy Biinjiya’iing Onji autorstwa Rebeki Belmore – ręcznie wykonany marmurowy namiot nawiązujący do sytuacji uchodźców i migrantów, postawiony na wzgórzu Muzajon naprzeciwko Akropolu.

W tkankę miasta (zarówno tę starożytną, jak i nowoczesną) na różne sposoby wpisały się także inne prace. Ibrahim Mahama podjął temat skomplikowanych światowych relacji ekonomicznych: w swojej akcji, odbywającej się na jednym z głównych placów, zaprosił ochotników do zszywania zużytych jutowych worków, produkowanych w Azji Południowo-Wschodniej i służących do eksportu towarów z Afryki (w tym przypadku z rodzimego kraju artysty – Ghany) do Ameryk i Europy. W inny sposób w relacje z przestrzenią Aten weszli performerzy z Prinz Gholam, występujący raz w pobliżu świątyni Zeusa Olimpijskiego, raz na Agorze. Z kolei Rick Lowe, który przybył do Aten już dwa lata temu, zainicjował długofalowy projekt wpisujący się w tkankę wielokulturowej dzielnicy Victoria: stworzył otwarty warsztat pracy twórczej i wymiany idei, próbując nawiązać dialog między mieszkańcami i właścicielami lokalnych biznesów a nowymi grupami społecznymi uchodźców i migrantów, którzy niedawno osiedlili się w tej okolicy.

 

Przestrzeń przy placu Victoria - miejsce spotkań i warsztatów dla lokalnej społeczności prowadzone przez Ricka Lowe

Inną pracą sytuującą się na granicy aktywizmu było działanie Marii Eichhorn Building as unowned property, w którym artystka postanowiła zmienić status prawny jednej z kamienic w centrum Aten. Podjęła kroki w celu odkupienia posiadłości od aktualnego posiadacza i zmienienia jej statusu tak, aby przyjęła prawną formę nieruchomości bez właściciela. Eichhorn, jako jedna z niewielu artystek i artystów na documenta, zaangażowała się w działanie wychodzące daleko poza obszar sztuki. Kryzys ekonomiczny, będący tematem i wytłumaczeniem całej ateńskiej odsłony documenta, w tej pracy jest nie tylko motywem przewodnim, lecz także realną materią, z którą mierzy się artystka, zwracając przy tym uwagę – nie tylko bywalców galerii sztuki, ale i władz miasta – na problem opuszczonych kamienic w centrum greckiej stolicy.

Ciekawą interpretację haseł przewodnich documenta przedstawił Emeka Ogboh. W nieoświetlonej, zamkniętej przestrzeni przypominającej amfiteatr zainstalował ekrany LCD wskazujące w czasie rzeczywistym aktualne indeksy giełdowe oraz głośniki, które odtwarzały wielogłosowy utwór chóralny, skomponowany na podstawie dokumentów dotyczących kolejnych faz kryzysu ekonomicznego od 1929 roku od dziś.

Mocnym punktem programu były prace wideo i filmy. Wśród nich znalazła się nowa praca Artura Żmijewskiego Glimpse, zrealizowana m.in. w obozie dla uchodźców w Calais, czy stworzony przez Vérénę Paravel i Luciena Castainga-Taylora film somniloquies, będący portretem Diona McGregora, który zasłynął z tego, że mówił przez sen. W innych pracach filmowych została odwrócona hierarchia ważności między dźwiękiem a obrazem. Obraz Douglasa Gordona, w którym Jonas Mekas – jeden z pionierów kina eksperymentalnego – opowiada o swojej wojennej migracji z Litwy do USA, przyjął trudną, lecz poruszającą formę rejestracji wspomnień, którym przez większość czasu towarzyszyła czerń ekranu. Z kolei w wideo autorstwa Susan Hiller zderzamy się z dźwiękami rozmów, monologów czy śpiewu ludzi posługujących się wymierającymi językami. The Last Silent Movie, sytuujący się na granicy badań etnograficznych i sztuki, stanowi wartość samą w sobie, jako zapis pewnego momentu w dziejach i rodzaj archiwum zagrożonych dialektów.

W kontekście sfery audialnej nie sposób nie wspomnieć o materiałach autorstwa awangardowych muzyków, tancerzy czy grup eksperymentujących z ruchem i dźwiękiem. Zobaczymy więc liczne partytury, przyjmujące eksperymentalne formy szkiców, obrazów, wykresów czy rozbudowanych eksplikacji, jak u Guillerma Galinda (który wykonał również serię instrumentów zbudowanych m.in. z materiałów znalezionych w obozie dla uchodźców w Kassel), Pauline Oliveros szkicującej złożone instrukcje do działań muzyczno-tanecznych czy Jakoba Ullmanna. Na ekspozycji znalazły się także materiały archiwalne dokumentujące działalność Scratch Orchestra czy Contemporary Music Research Center oraz całe pomieszczenie poświęcone twórczości Arsenija Avraamova – rosyjskiego kompozytora awangardowego, autora słynnej Symfonii syren fabrycznych.

Kolejnym wartym uwagi projektem jest twór nazwany Parlamentem Ciał – struktura inspirowana eksperymentami pedagogicznymi, praktykami samoorganizacji i kooperacji. W jego skład wchodzą liczne grupy prowadzące eksperymenty w zakresie ekonomii (Społeczność Kooperatywnej Ekonomii), polityki (Bezpaństwowa Społeczność Politycznych Innych), sfery mentalnej (Społeczność Noosferyczna) czy działań interdyscyplinarnych (Społeczność Przyjaciół Ulisesa Carrióna).
 

Ibrahim Mahama w ramach akcji "Check Point Prosfygika. 1934–2034. 2016–2017" szyje worki jutowe służące to przewozu towarów z Ghany do Europy i Ameryki. Artysta zaprosił do udziału w działaniu wszystkich chętnych gości documenta i przechodniów

 

Wszystko to – a opisane powyżej prace i akcje są jedynie drobną częścią całego przedsięwzięcia – ma zdecydowanie odurzające działanie. Jednak po dłuższej chwili, kiedy pierwsze wrażenia mijają, pozostaje wiele pytań. Najważniejszym wydaje się to o dostępność. Czy międzynarodowe wydarzenie, którego organizatorzy podkreślają idee otwarcia na wykluczane, krzywdzone i niedoreprezentowane grupy społeczne, nie powinno otworzyć się na owe grupy dosłownie, nie tylko poprzez reprezentację ich sytuacji w sztuce? Czynniki finansowe (ceny biletów) i brak innych ułatwień dostępu (brak opisów prac) sprawiają, że documenta, mimo dobrych chęci organizatorów, nadal pozostaje imprezą organizowaną przez jednych kuratorów, krytyków i artystów dla innych kuratorów, krytyków i artystów.

Niewątpliwą wartością jest poruszanie w programie spraw aktualnych, często pomijanych lub bagatelizowanych w mainstreamie. To istotne przede wszystkim ze względu na zainteresowanie międzynarodowych mediów. Czy jednak to wystarczy, by sztuka stała się skuteczna? Czy kreowane przez zespół documenta wrażenie, jakoby sztuka była ważnym narzędziem politycznej zmiany, nie jest pozorem i kolejnym chwytem, który przyciągnie rzesze zainteresowanych, jednak nie decydentów i polityków, lecz ludzi z branży? Dobrym przykładem mogą być dwa ważne wystąpienia – twórcy filmowych reportaży pokazujących sytuację w Syrii oraz przyjaciela właściciela kawiarenki internetowej, który zginął zamordowany ze względu na swoją religię i kraj pochodzenia. Tak ważne i poruszające głosy, które reprezentują setki, a może tysiące osób na co dzień znajdujących się w podobnych sytuacjach, zostały wplecione w program konferencji prasowej, gdzie dotarły jedynie do wąskiego grona szczęśliwych posiadaczy akredytacji dziennikarskich. Być może, chcąc realnie wpływać na obszary pozaartystyczne, sztuka powinna, nawet kosztem utraty swojej autonomii, rzeczywiście na nie wkroczyć. A może nie powinna, ale wtedy nie powinna także udawać, że wywiera taki wpływ. Patrząc z drugiej strony, nie można odmówić prezentowanym na documenta pracom wartości jako katalizatorom dyskusji i narzędziom edukacji. Aby jednak w pełni takimi się stały, powinny zostać skierowane do nowych odbiorców, a nie kierować komunikatu do tych, którzy już wiedzą. W tej kwestii otwarta i nienarzucająca interpretacji kuratorska otoczka zawodzi, bo niektóre z prac są zwyczajnie zbyt trudne, aby mogły stać się wartością dla osób niespędzających każdego dnia w galeriach prezentujących sztukę współczesną.

 

Maria Magdalena Campos-Pons i Neil Leonard: Matanzas Sound Map