Fragment pocztówki "Les utopies de la navigation aérienne au siècle dernier" / źródło: Wikipedia

SPOKÓJ NIESKOŃCZONEJ RÓWNINY

Jeżeli – jak twierdzą niektórzy – świat w takiej formie, jaką znamy, właśnie się skończył, czas zacząć zastanawiać się, jak urządzić go na nowo. W związku z tym, na przekór narastającym lękom, pytamy badaczy, dziennikarzy i artystów, jaki świat chcieliby poznać, czyli o ich marzenia związane z konstrukcją powstrząsową.

 

Jakub Dymek, kulturoznawca, dziennikarz i publicysta:

Pewnie poprawnie byłoby powiedzieć, że wierzę w utopię socjalistyczną albo innego rodzaju „w pełni zautomatyzowany luksusowy komunizm”, ale tego nie zrobię. Nie mam wątpliwości, że warunkiem rewolucji w naszym życiu będzie zanegowanie stosunków pracy na poziomie prywatnym i związanej z nimi opresji na poziomie publicznym, najpierw jednak musimy przezwyciężyć beznadzieję samolubności i indywidualizmu. Ironia, dystans, ucieczka w prywatność i płytka subwersja nie mogą być strategiami życia w sytuacji, gdy prawdziwe skurwysyństwo i faszyzm podnosi łeb. Dlatego liczę na odnowienie pojęć solidarności, miłości, prawdy – wartości, które nie podlegają negacji przez procesy polityczne i medialne. Potrzebujemy uczuć, których nie można odgórnie zadekretować. Myślę, że już teraz obserwujemy to w akcjach solidarnościowych między różnymi grupami wyznaniowymi w Stanach Zjednoczonych, w działaniach międzypokoleniowych na przykład przy okazji Czarnego Protestu w Polsce, czy w nowych formach kolektywnej pracy. Tworzenie aliansów ponad doraźnymi podziałami jest tym, co może nas w końcu wyprowadzić z tego świata indywidualizmu, który powraca w formie 2.0, wzmocnionej przez media społecznościowe. Czy to się uda? Zobaczymy. Jedno wiem na pewno: przyszłość jest kobietą. Jeżeli szukamy czegoś na wzór dawnej awangardy proletariatu, dziś awangardą światowej rewolucji pod każdą szerokością geograficzną są kobiety – grupa, która ma największy potencjał, aby porządek wzajemnej troski, opieki, wrażliwości i solidarności przenieść z domu do sfery publicznej. Biała męska klasa ekspercka musi odejść!

 

Diana Lelonek, artystka wizualna:

Pozwolę sobie puścić wodze wyobraźni – wbrew mojemu smutnemu nastojowi, wynikającemu z tego, że wszystko, co się dzieje wokół, przeczy moim tezom na temat nowej wspólnotowości. Mamy obecnie do czynienia z bolesnym, dotkliwie odczuwalnym i nie wiadomo co jeszcze ze sobą niosącym zwrotem w obronie tak zwanych dawnych wartości. W moim mniemaniu jest to ostatni podryg przestarzałego hierarchicznego, androcentrycznego, europocentrycznego i antropocentycznego porządku, który nijak nie jest już w stanie czegokolwiek rzetelnie opisać. Świat, jaki znamy, jeszcze się nie skończył, ale oby odszedł jak najprędzej… Tymczasem konserwatywni starcy, będący jedynie małymi pionowymi naroślami na kłączu, nadal naiwnie sądzą, że są drzewami rosnącymi na mocnych korzeniach. Nic bardziej mylnego. Prędzej czy później kłącze odrzuci ich jako zbędną narośl zakłócającą swobodny przepływ energii. Kiedy to się dokona, uwolniona wspólnota będzie musiała wytworzyć nowe pojęcia, aby mieć pewność, że zmora dualizmów już nigdy nie powróci. Nie będzie już zła i dobra, nas i innych, lepszych i gorszych, wyższych i niższych. Nie będzie wartości – będą negocjacje. Powołamy nareszcie nową konstytucję, powołamy ją w porozumieniu ze wszystkimi członkami wspólnoty. Powołamy ją w porozumieniu z lodowcami, ze smogiem i z puszczą, z każdym niezależnie od koloru jego skóry, sierści czy liści Powołamy ją nie raz, ale będziemy aktualizować ją o każdej porze dnia i nocy, przepracowywać na nowo, nigdy nie kończąc. Nikt już nikomu nigdy nie powie: „Wszystko zależy tylko od ciebie”, ani: „To tylko moja zasługa”, ani (o zgrozo…): „Ty też możesz odnieść sukces!”. Linearny postęp, wspinaczka na szczyt, hierarchia i inne bzdury staną się zbędne. Czeka nas epoka oparta na wielokierunkowości płaskich, poprzecznie rozrastających się struktur. Prostota nigdy niekończących się komplikacji w sieci wzajemnych współzależności. Nic już nie będzie musiało rosnąć w siłę. Spokój nieskończonej równiny. Cyrkulację czas zacząć!

 

Zofia Krawiec, instagramowiczka, dziennikarka kulturalna i kuratorka:

Marzy mi się świat, w którym władzę dzielą między sobą kobiety i mężczyźni. Z całego serca pragnę też świata, w którym kobiety się ze sobą przyjaźnią i nawzajem się wspierają, a ich relacje nie są toksyczne i oparte na rywalizacji. Chciałabym, żeby kobiety pragnęły dla innych kobiet sukcesu i szczęścia, rozumiejąc, że dzięki temu sukces i szczęście będą łatwiejsze do osiągnięcia dla nich samych. I, przede wszystkim, chciałabym, żeby kobiety nie niszczyły innych kobiet – nawet jeżeli nie są ich przyjaciółkami, to też są kobietami, a to przecież jedna z najtrudniejszych rzeczy na tym świecie.

 

Jerzy Kociatkiewicz i Monika Kostera, badacze zajmujący się organizacją i zarządzaniem, autorzy książki Zarządzanie w płynnej nowoczesności:

MK: Jeszcze niedawno rozmawialiśmy z naszymi mądrymi przyjaciółmi o tym, czego najbardziej nam dziś brakuje, i doszliśmy do wniosku, że tęsknimy za marzeniami, że kiedyś marzyliśmy lepiej. Może to się właśnie teraz zmienia?
Eklezjasta pisze, że wszystko ma swój czas – jest czas zszywania i czas rozdzierania. Moim zdaniem czas rozdzierania panował co najmniej przez dwie ostatnie dekady, dlatego marzy mi się czas zszywania. Taki, w którym jako ludzie znajdziemy coś, co nas łączy, coś, co chcielibyśmy robić i osiągnąć razem, nie czując przymusu. Kiedy ten czas nadejdzie, znów będziemy cenić sobie różnorodność i cieszyć się z budowania mostów, ważne staną się doświadczenia z pogranicza i sojusze ponad tymi wszystkimi naprawdę solidnymi murami, które wyrosły na świecie. 

JK: Ja chciałbym przede wszystkim, żebyśmy nauczyli się dzielić – jesteśmy bardzo bogatym społeczeństwem pełnym biednych ludzi, w wymiarze nie tylko materialnym, ale również duchowym. Mam nadzieję, że nasz nowy świat będzie lepszy pod tym względem. Chciałbym też, żebyśmy mogli zacząć poświęcać czas rzeczom, które mają sens – dla nas i jednocześnie dla innych. Dziś mnóstwo czasu przeznaczamy na wykonywanie czynności, których celu nie rozumiemy.

 

Łukasz Drozda, politolog i urbanista:

Alternatywa dla tryumfalnego pochodu skrajnej prawicy powinna dążyć do rozładowywania społecznych napięć, czyli umiejętnie organizować gniew w kategoriach klasowych, zamiast grać kartą nienawiści i strachu. Jak spełnić to pięknie brzmiące założenie w praktyce? Realistyczne rozwiązanie to instytucja państwa jako wspólnoty, dla której kluczowa jest demokratyczność. Państwo popadające w skrajną finansjalizację jest demokratyczne jedynie powierzchownie. Pomysł na dochód podstawowy wydaje mi się iluzoryczny, jeżeli chcemy uniknąć jego utowarowienia. Nie wierzę w ideę końca pracy, widzę za to ogromną potrzebę rozwoju usług opiekuńczych w starzejącym się społeczeństwie. Państwo nie powinno jednak powtarzać błędów znanych z fordystowsko-keynesistowskiej przeszłości, która dała się poznać jako okres skrajnej uniformizacji. Państwo zrutynizowane i zbiurokratyzowane sprzyja kreowaniu fobii i lęków przed „wielkim rządem”. Jeżeli nie chcemy wpaść w coś, co Guy Standing – autor książki Prekariat. Nowa niebezpieczna klasa – nazywa „socjaldemokratyczną pułapką” (tak naprawdę to pułapka także chadecka), musimy uważać na rozwiązania zagrażające wielokulturowości, za wszelką cenę rozwijać bezpłatną edukację i zwiększać cyfryzację systemu informacji publicznej. Nie powinniśmy też bezkrytycznie wychwalać działalności organizacji pozarządowych, ponieważ te drogą grantozy staczają się w autoteliczność. Państwo demokratyczne musi dbać o wykorzystanie zasobów, co na moim „przestrzennym” podwórku oznacza na przykład rozwijanie planowania i wskazywanie twardych barier dla zabudowy ponad miarę. Bez tego będziemy psuć zasoby i nie nadążymy z infrastrukturą. Co z tego, że możemy unowocześniać, jeżeli nie damy rady efektów rozmieścić w przestrzeni? Probierzem kreatywności państwa nie może być odsetek osób, które zasiadają przed jabłczanym laptopem w kuszącym lofcie. To państwo samo w sobie powinno być kreatywne – jeśli chce być demokratyczne, nie może być minimalne i „tanie”. Kreatywne byłoby, gdyby w epoce istnienia kalkulatora i Excela progresywny system podatkowy miał nie 2 czy 3 progi, ale na przykład 100. To może urealnić utopię – a pogoń za nią stanowi wymóg postępu, nawet gdy realizujemy ją tylko fragmentarycznie. Podsumowując, chciałbym, żeby świat był lepszy dzięki demokratycznemu i kreatywnemu państwu.