Festiwal Nowe Ciepło, fot. Tytus Szabelski

SIŁA ŚREDNIEJ SKALI

Twórcza lokalność wymaga umiejętności współpracy, budowania koalicji, łączenia w imię wspólnych korzyści. Wymaga też siły i uporu, zwłaszcza w średnich i małych miastach. Ci, którzy w nich zostają lub do nich wracają, patrzą w przyszłość, ale działać chcą teraz. Zapytaliśmy kilkoro aktywistów, czego potrzebują lokalni liderzy, aby móc działać i rozwijać swoją działalność.

 

Marta Gendera, dyrektorka Miejskiego Ośrodka Sztuki w Gorzowie Wielkopolskim, prezeska Fundacji Salony w Zielonej Górze:

Niezbędna jest przede wszystkim determinacja i mocne przekonanie o słuszności swoich działań, nawet gdy minie początkowy entuzjazm. Czynniki zewnętrzne, takie jak wsparcie finansowe czy organizacyjne, są istotne, ale jeśli działa się niezgodnie z własnym sumieniem, trudno przekonać innych do swoich racji. Często zapominamy, że chodzi nie tylko o osiągnięcie konkretnego rezultatu, bo nie zawsze jest to możliwe, lecz właśnie o sam proces dochodzenia do nowego rozwiązania, opartego na współdziałaniu wielu stron. Ważne jest również podnoszenie kompetencji, wymiana doświadczeń z innymi liderami i sięganie po nowe narzędzia – trzeba być ciągle na bieżąco. Trudno jest działać na rzecz lokalnej społeczności bez znajomości jej potrzeb, bez jej poparcia i umiejętności gromadzenia jej przedstawicieli wokół konkretnej sprawy, dlatego zarówno dobra komunikacja z otoczeniem oraz doskonalenie kompetencji w zakresie współpracy, jak i uważne obserwowanie zachodzących w niej zmian są niezbędnymi czynnikami rozwoju.

 

Justyna Król, założycielka Pracowni Miejskiej w Koninie:

Do Konina, mojego rodzinnego miasta, wróciłam niewiele ponad trzy lata temu. Pracownia Miejska powstała kilka miesięcy później i od pierwszego dnia zaczęła gromadzić wokół siebie ludzi szukających nowych sposobów ulepszania miasta. Po trzech latach mogę powiedzieć, że takie powroty nie są łatwe, ale w moim doświadczeniu – bezcenne. Wydaje mi się, że to, czego lokalni liderzy mogą potrzebować (zwłaszcza jeśli wracają do swoich miejscowości po długim czasie spędzonym w innych, często większych miastach lub za granicą), to emocjonalne wsparcie lokalnych liderów z innych miast. Wierzę, że pomimo specyfiki miejsca lwia część wyzwań ma charakter uniwersalny, a możliwość porozmawiania z kimś, kto w innym mieście ma już dane wyzwanie za sobą albo mierzy się z nim w tym samym czasie, jest olbrzymim wsparciem.

Jednym z głównych narzędzi, jakimi posługujemy się w Pracowni Miejskiej, jest foresight społeczny, czyli myślenie o mieście w perspektywie nie czterech czy dziesięciu lat, ale kolejnych kilku dekad – wynikiem tego są programy Konin 2050 czy Lublin 2050. Moim zdaniem tworzenie krótkoterminowych strategii bez bazy w długofalowych prognozach i rozmowach z mieszkańcami o przyszłości jest marnowaniem potencjału i zasobów. Naturalnie nie wszyscy są na to gotowi – nie mamy zbyt wielu okazji, by nauczyć się takiego podejścia. Nie oznacza to jednak, że nie ma włodarzy czy firm świadomych korzyści z długofalowego planowania i w nie inwestujących. Lublin jest teraz tego najlepszym przykładem.

 

Jaśmina Wójcik, artystka i aktywistka z warszawskiego Ursusa:

Lokalni działacze potrzebują przede wszystkim długodystansowego podejścia – nie da się budować wzajemnego zaufania bez nawiązywania relacji i wsłuchiwania się w potrzeby mieszkańców. Jako artystka i aktywistka działająca od siedmiu lat w Ursusie potrzebuję wsparcia finansowego pozwalającego na ciągłą pracę – do tej pory korzystałam jedynie z różnego rodzaju rwanych dofinansowań, ofert współpracy, stypendiów i nagród, pozyskiwanych jednorazowo na konkretne projekty, które muszą być później rozliczane. Ale chyba jeszcze bardziej niż pieniędzy potrzebuję ludzi myślących podobnie jak ja, którzy także wierzą w to, co robimy – nazywam ich „pozytywnymi wariatami”. To oni sprawiają, że nie czuję się osobą z Księżyca, mówiącą o mrzonkach w kapitalistycznie zorientowanym społeczeństwie.

Moje doświadczenie w Ursusie nauczyło mnie pokory i wsłuchiwania się w głosy społeczności, w których zaczynam działać. Staram się formułować projekty w na tyle otwarty sposób, aby każdy mógł do nich dołączyć i stać się współtwórcą, a nie tylko biernym odbiorcą. Nie zakładam z góry rozwoju i przebiegu akcji – ja je uruchamiam, w mniej lub bardziej wspólny ze społecznościami sposób. Staram się także wydobyć wartości, które w nich widzę, a których ich członkowie często nie zauważają, bo są dla nich zbyt codzienne czy zwyczajne. One mają niezwykłą moc.

 

Marcin Zalewski z Fundacji Inicjatyw Krajobrazowych Wybudowania, współorganizator festiwalu Nowe Ciepło w Nowym Mieście Lubawskim:

Podstawą do wejścia na ścieżkę aktywności lokalnej są albo silne związki z otoczeniem, albo niezgoda na zastaną sytuację. Najczęściej łączy się to w różnych proporcjach. Przede wszystkim jednak potrzebne jest środowisko zainteresowane wspólnym działaniem. Brzmi to banalnie, ale poznałem już kilku liderów, którzy dmuchają w społeczną pustkę. Środowisko nie zawsze musi być duże, niekoniecznie musi też być lokalne. Ważny jest rezonans, który pozwala zdystansować się od swojej pracy i zauważyć jej wpływ i znaczenie. Aby lider był w stanie spojrzeć z zewnątrz na swoje dokonania i zrobić autoewaluację, potrzebuje przestrzeni, czasu i siły. Te są pochodną instytucjonalnego i pozainstytucjonalnego wsparcia, relacji z innymi ludźmi oraz sytuacji finansowej pozwalającej na choćby częściowe rozdzielenie pracy społecznej i wydatków osobistych. Potrzebuje również sojuszników, dzięki którym nie musi przez cały czas brać całkowitej odpowiedzialności za wszystkie działania. Przeciążenie obowiązkami, mimo że wynika z dobrej woli, stanowi sporą blokadę dla potencjalnego lidera. Ta ankieta – przejaw zainteresowania działaniami aktywistów i pole do refleksji – również jest mechanizmem, który może napędzać i motywować lokalnych liderów, ponieważ zmusza do krytycznego spojrzenia na własną wiedzę o pracy społecznej.

 

Zespół Świetlicy Krytyki Politycznej „Na Granicy” w Cieszynie:

Potrzebna jest przede wszystkim cierpliwość, szczególnie w małych i średnich miastach. Tylko poprzez powolne tworzenie sieci, budowanie zaufania i więzi możliwe jest nawiązanie skutecznej współpracy na poziomie lokalnym. W naszym przypadku oznacza to ciągłe bycie w mieście, z mieszkańcami – to próba zrozumienia dynamiki życia i sposobu partycypacji osób, które na co dzień nie angażują się w działalność społeczną. Zależy nam na nich, potrzebujemy takich ludzi, więc w pewnym sensie odpowiedź brzmi: „Liderzy potrzebują ludzi chętnych do współpracy”. Chcemy razem z nimi zmieniać miasto i wiele z takich zmian nie jest mierzalnych wprost, po krótkim czasie. Działamy w Cieszynie od 2009 roku i widzimy, jak wiele się przez ten czas zmieniło. Początkowo większość aktywności miała charakter uwspólniający i była kierowana głównie do dzieci i młodzieży oraz ich rodziców. Nadal z nimi pracujemy i to się nie zmienia, ale nasza działalność w zakresie aktywności obywatelskiej, reagowania na sprawy trudne czy zaniechania władz samorządowych przebiega teraz w atmosferze ciągłego napięcia. To naturalne i dobre, że dochodzi do takich napięć, szczególnie w zakresie polityk miejskich, bo to oznacza, że miasto nie może działać samo dla siebie. Trzeba umieć współpracować, ale przy zachowaniu autonomii własnej organizacji – tylko wtedy możliwa jest mądra praca nad dobrem wspólnym. Ważne jest także wchodzenie w nieoczywiste koalicje, tworzenie zespołów, które łamałyby nasze przyzwyczajenia. Dzięki temu można rozwijać swoją działalność także „wewnątrz” miasta, dyskutując i przyjmując nieoczywiste perspektywy.