Center For PostNatural History w Pittsburghu, dzięki uprzejmości Richarda Pella

RADYKALNA NEUTRALNOŚĆ

Gdybym witał publiczność muzeum słowami: „Zapraszamy do Centrum Historii Postnaturalnej, które jest wieloletnim projektem artystycznym”, to musiałbym odpowiadać na pytania typu: „Właściwie dlaczego uważasz, że to jest sztuka?”, czyli prawdopodobnie wdałbym się w jedną z najnudniejszych możliwych dyskusji - mówi Richard Pell, założyciel i dyrektor Centrum Historii Postnaturalnej - instytucji zajmującej się historią organizmów, które powstały dzięki człowiekowi.

W 2007 roku założyłeś Centrum Historii Postnaturalnej (Center for Postnatural History) – instytucję, którą kierujesz do dziś. Od 2010 roku dysponujecie stałą siedzibą w Pittsburghu. Wciąż rozrastającą się kolekcję tworzą organizmy, które swoje istnienie zawdzięczają człowiekowi. Na początek doprecyzujmy, co oznacza słowo „postnaturalny”. Powiedziałeś kiedyś: „Gdybyśmy mieli zaproponować miejsce w bibliotece, w którym powinna się znaleźć historia postnaturalna, wcale nie byłyby to półki sąsiadujące z dziedzinami takimi jak biologia, ekologia czy antropocen. Historia postnaturalna powinna zostać umieszczona w szczelinie pomiędzy książkami poświęconymi tekstyliom, architekturze, inżynierii, historii militarnej, rolnictwu, dizajnowi, religii, sportom, muzyce, sztuce i erotyce”. Wytłumacz proszę: co łączy dziedzinę, którą się zajmujesz, z religią albo erotyką?

Naszemu muzeum na pewno znacznie bliżej jest do muzeów historii kultury niż do centrów nauki czy laboratoriów badawczych. W historii postnaturalnej ośrodkiem zainteresowań jest de facto człowiek, a dokładniej jego intencjonalne działania na organizmach żywych. Natomiast biologia czy historia naturalna stronią od zajmowania się świadomą ludzką ingerencją w świat. My koncentrujemy się na historiach bardzo specyficznych organizmów żywych, na przykład koni wyścigowych, kogutów, psów czy byków używanych do walki albo zwierząt i roślin hodowanych w celach dekoracyjnych. Biologia splata się tu zawsze z dziejami kultury.

Pytasz, co to wszystko ma wspólnego z erotyką? Udomowienie zwierzęcia czy rośliny polega między innymi na tym, że sprawujesz kontrolę nad ich zachowaniami reprodukcyjnymi. To my decydujemy o tym, kto będzie uprawiał seks z kim i w jakich warunkach. Ponadto jeśli będziemy ten proces nadzorować wystarczająco długo, niektóre gatunki uzależnią się od naszej pomocy i nie będą w stanie samodzielnie się rozmnażać, jak to ma miejsce w przypadku buldoga angielskiego czy kukurydzy. Bez naszej pomocy te organizmy bardzo szybko by wyginęły.

Idźmy dalej: co łączy historię postnaturalną z religią?  Niedawno grupa ortodoksyjnych Żydów zaczęła zbierać w internecie pieniądze na realizację osobliwego projektu. Zebrane pieniądze mają umożliwić im wykorzystanie najnowocześniejszych metod selektywnej reprodukcji bydła w celu wyhodowania w Izraelu perfekcyjnej czerwonej krowy. To według nich będzie pierwszym krokiem do spełnienia zapisanego w Księdze Liczb proroctwa, a w dalszej kolejności do nadejścia Mesjasza[1]…

„Organizmy postnaturalne” kojarzą się raczej z nowoczesnymi laboratoriami, eksperymentami w dziedzinie inżynierii genetycznej czy klonowaniem. A jednak z tego, co mówisz, wynika, że posiadają one bardzo długą historię, w której da się wyróżnić kilka istotnych momentów. Czy możesz o tym opowiedzieć?

Słowo „postnaturalny” używane jest w różnych kontekstach i w każdym ma nieco inne znaczenie. My posługujemy się dość ścisłą definicją, która uwzględnia dwie rzeczy: po pierwsze intencjonalne transformowanie żywego organizmu, po drugie dziedziczność tych modyfikacji, czyli fakt, że stają się one częścią ewolucyjnej historii organizmów. Mając na uwadze te dwa ograniczenia definicyjne, jeśli chcielibyśmy się cofnąć do momentu pierwszej ludzkiej interwencji w świat żywych organizmów, to wylądowalibyśmy w naprawdę zamierzchłych czasach. Musielibyśmy sięgnąć wstecz do momentu, gdy ludzie zaczęli rozumieć, że mogą kontrolować i modyfikować zachowania dzikich zwierząt, by móc wykorzystać je do własnych celów. To od tego zaczyna się historia postnaturalna: od udomawiania zwierząt i początków rolnictwa.

Obszar naszych zainteresowań można zakreślić także w inny sposób: muzea historii naturalnej, przynajmniej w założeniu, powinny zajmować się wszystkimi żywymi organizmami, ale te dzisiejsze z jakiegoś powodu wykazują zainteresowanie jedynie tymi istotami, w których istnienie nie ingerował człowiek. Jeszcze dwieście lat temu zwierzęta domowe były bardzo ważną częścią ich kolekcji, bo nowoczesna hodowla stanowiła technologiczne osiągnięcie epoki, ale w pewnym momencie eksponaty poświęcone udomowionym organizmom czy uprawie roślin zostały przeniesione do piwnic albo wyrzucone na śmietnik. Dlatego można powiedzieć, że historia postnaturalna zaczyna się tam, gdzie historia naturalna się kończy.


Center For PostNatural History w Pittsburghu, dzięki uprzejmości Richarda Pella

Mówicie o historii postnaturalnej, podczas gdy inni używają pojęcia antropocenu, które jest oczywiście szersze, ale też obejmuje wasze pole zainteresowań. Dlaczego właściwie nie zajmujecie się po prostu antropocenem?

Badając antropocen, analizujemy zmiany, jakie dokonały się w całym środowisku, również w geologii planety, staramy się diagnozować poziom jej zanieczyszczenia oraz zachodzące na niej zmiany klimatyczne będące efektem ludzkiej działalności. Nawet wtedy, gdy badacze antropocenu zajmują się transformacjami, jakie zaszły w organizmach żywych, nie rozróżniają ich pod względem intencjonalności. W zakresie ich zainteresowań znajdują się więc również organizmy zdeformowane pod wpływem przypadkowych zanieczyszczeń środowiska, na przykład wycieku ropy. Trzeba jednak zaznaczyć, że czasem trudno jasno osądzić, czy coś było intencjonalne, czy nie. Mam tu poważnie zdeformowaną głowę aligatora, który żył w rzece Mississippi [Richard Pell pokazuje czaszkę zwierzęcia, którego górna szczęka jest wygięta w lewą stronę, przez co aligator nigdy nie mógł w pełni zamknąć paszczy – przyp. red.]. Istnieje nie do końca potwierdzona, ale dość mocna hipoteza, że deformacja ta jest następstwem zanieczyszczania rzeki w latach 30. i 40. XX wieku dioksynami pochodzącymi z przemysłu naftowego. Zmiany te są więc z pewnością wynikiem działalności ludzi, a co do jej intencjonalności można się spierać, bo być może oni świadomie zanieczyszczali to konkretne środowisko. Dlatego ważne jest, by nie stać się dogmatykiem, tylko skupiać się na analizie konkretnych przypadków. Oczywiście można wysunąć argument: „Dziś wszystko jest postnaturalne, bo nie ma na Ziemi nic, na co w pośredni lub bezpośredni sposób nie wpłynął człowiek”. Taka teza również jest prawdziwa, ale zajmowanie się wszystkim po prostu nie ma sensu. Lepiej zbadać historię tego, o czym wiemy, że powstało po to, by spełniać jakiś określony przez nas cel. Porozmawiajmy więc o pudlu, o chihuahua i innych konkretyzacjach ludzkich wyobrażeń!

Podkreślasz rolę intencjonalności w procesie kształtowania organizmów postnaturalnych: na początku przejawia się ona poprzez udomawianie, potem przez selektywną hodowlę, wreszcie uosabia ją inżynieria genetyczna. Ale ta iluzja pełnej kontroli podszyta jest przecież przypadkowością. Interesuje mnie to, jaką rolę w tej historii odegrał ślepy traf czy zbieg okoliczności.

Gdy mówimy o doborze naturalnym, mamy w nim do czynienia z dwoma zazębiającymi się procesami: przypadkowymi mutacjami oraz selekcją organizmów przez środowisko. W historii postnaturalnej ta selekcja kontrolowana jest przez człowieka. Jednak pierwotne różnice, jakie zachodzą pomiędzy organizmem a jego potomkiem, są zazwyczaj przypadkowe. Często mutacje, które wykorzystuje człowiek, w naturalnym środowisku nie zapewniłyby przeżycia ich nosicielowi. Weźmy białe szczury laboratoryjne: w naturze jeśli jesteś biały, możesz spodziewać się rychłego pożarcia przez drapieżniki, dlatego to cecha rzadko występująca w środowisku, chyba że w Arktyce – tylko że tam nie ma szczurów… Duża populacja szczurzych albinosów istnieje tylko dzięki ludzkiej interwencji. Jednak to nie my zdecydowaliśmy o ich stworzeniu.


Center For PostNatural History w Pittsburghu, dzięki uprzejmości Richarda Pella

Historia białego szczura jest bardzo ciekawa, możesz ją przywołać?

Na początku XIX wieku, w epoce industrializacji, w miastach intensywnie wzrastała populacja nie tylko ludzi, ale i szczurów, które w szybko rozwijających się aglomeracjach znalazły świetne warunki reprodukcyjne. Wtedy też miejskie tawerny i podrzędne bary stały się miejscem narodzin osobliwej rozrywki ze szczurami w roli głównej. Mężczyźni gromadzili się wokół drewnianej zagrody i przyjmowali zakłady o to, ile czasu zajmie wpuszczonemu do tej zamkniętej przestrzeni psu zabicie stu szczurów. Sport ten szybko stał się bardzo popularny, a łapanie gryzoni do niewoli przestało wystarczać, pojawiły się więc chałupnicze hodowle tych zwierząt. Sporadycznie w populacji pojawiał się szczur albinos, a ze względu na swoją wyjątkowość nie był przeznaczany na śmierć, tylko do reprodukcji. Białe szczury w przeciwieństwie do swoich braci sprawiały wrażenie czystych, nie kojarzyły się z roznoszeniem chorób, dlatego dość szybko stały się atrakcją w wiktoriańskich domach. Dopiero znacznie później trafiły do laboratoriów…

Wróćmy do roli przypadku…

Za jego pomocą natura w absolutnie niesamowity sposób testuje zakres swoich możliwości, dzięki czemu czasem tworzy cechy, które człowiek uznaje za piękne lub przydatne i chce je powtórzyć. W historii postnaturalnej przypadek bywał wręcz pożądany. Wczesne eksperymenty na polu inżynierii genetycznej polegały na tym, by zwiększyć prawdopodobieństwo wystąpienia przypadkowych mutacji. W tym celu organizmy wystawiano na działanie promieniowania. Testy były przeprowadzane na tak zwanych „farmach gamma” – do dziś na naszej planecie uchowało się ich niewiele. Mało kto wie, że spora część współczesnych produktów żywnościowych pochodzi właśnie z takich farm, na przykład czerwony grejpfrut czy odmiany roślin przystosowanych do wzrostu na glebach, które wcześniej były dla nich niemożliwe do życia.

O inżynierii genetycznej lubimy myśleć jako o dziedzinie, która w pełni kontroluje inicjowane w jej obrębie procesy – a to iluzja. Tworząc w danym organizmie jakąś specyficzną cechę, naukowcy za każdym razem przeciwstawiają się pierwotnej chaotyczności życia, temu, że tak naprawdę do końca nie wiedzą, jak to wszystko działa. Dlatego zanim w jakimś organizmie zaistnieje pożądana zmiana, naukowcy muszą najpierw wszczepić dany gen do tysięcy embrionów, bo o miejscu jego przyłączenia w dużym stopniu decyduje przypadek. W ten właśnie sposób stworzono kozę produkującą mleko bogate w nić pajęczą, która ze względu na swoją niebywałą wytrzymałość służy do produkowania kamizelek kuloodpornych. Po wielu przypadkowych próbach gen odpowiedzialny u pająków za tworzenie nici wylądował w miejscu DNA, które jest odpowiedzialne u kozy za produkcję mleka. Eureka!


Center For PostNatural History w Pittsburghu, dzięki uprzejmości Richarda Pella

Zanim wpadłeś na pomysł stworzenia Centrum Historii Postnaturalnej, przez kilka lat współtworzyłeś Instytut Stosowanej Autonomii (Institute for Applied Autonomy), w którym zajmowałeś się możliwościami wykorzystania robotyki na polu aktywizmu społecznego, między innymi zbudowałeś robota malującego graffiti. Byłeś artystą zafascynowanym nowymi technologiami. Dlaczego właściwie zmieniłeś profesję?

Rzeczywiście w IAA przez długi czas zajmowałem się upolitycznianiem robotów, to znaczy poszukiwaniem takich sposobów ich użytkowania, by inicjowały polityczny i społeczny dialog, wprowadzały realną zmianę. Gdy pierwszy raz zacząłem czytać o biologii syntetycznej, byłem pewien, że właśnie ona stanie się kolejnym polem zainteresowania naszego instytutu. Wyobrażałem sobie, że na przykład stworzymy kontrowersyjną bakterię, która wzbudzi spór, pozwalając naświetlić jakiś problem. Jednak gdy zacząłem drążyć ten temat oraz poznawać środowisko biologów i genetyków, dotarło do mnie, że mam do czynienia z zupełnie innym przypadkiem. Informatycy i naukowcy zajmujący się robotyką nie są środowiskiem specjalnie świadomym politycznie – zamiast gazet czytają książki science fiction, a potem budują swoje maszyny. Tymczasem biologia syntetyczna jest na wskroś przesiąknięta polityką, a badacze czują, że są pod nieustannym ostrzałem przeciwników zarówno z prawej, jak i lewej strony sceny – od środowisk kościelnych po obrońców praw zwierząt czy przeciwników GMO. Stopniowo zaczęło do mnie docierać, że rzeczywisty dialog polityczny w obrębie tego pola jest właściwie niemożliwy, bo każdy słucha wyłącznie własnych argumentów. Jak zatem wyobrazić sobie miejsce, w którym zarówno naukowiec, jak i aktywista miałby poczucie, że sprawy przedstawiono w sposób sprawiedliwy? Zrozumiałem, że na pewno nie mogę opowiedzieć się po żadnej ze stron w tym sporze, nie mogę też używać żadnego spośród już istniejących języków języka – ani aktywizmu, ani akademii, ani przemysłu.

Co zatem pozostaje? Opowiadanie historii oraz pokazywanie, że rzeczy, które na powierzchni wydają się totalnie nudne, kryją ciekawe kwestie. Różnica pomiędzy IAA a Centrum Historii Postnaturalnej polega na tym, że w tym drugim przypadku najbardziej radykalną postawą polityczną pozostaje neutralność.


Center For PostNatural History w Pittsburghu, dzięki uprzejmości Richarda Pella

Nie jesteś biologiem ani genetykiem, jesteś artystą – pozostajesz amatorem w dziedzinie nauk przyrodniczych. Jak ten fakt wpływa na sposób tworzenia przez ciebie programu instytucji?

Rzeczywiście nie jestem naukowcem z dyplomem, ale zadaję wiele pytań i nie jest mi z tego powodu głupio. Moje dotychczasowe doświadczenie pozwala mi porozumiewać się z naukowcami i mówić ich językiem. To bywa zabawne, bo oni wprawdzie domyślają się, że nie jestem ekspertem w ich dziedzinie, ale biorą mnie za specjalistę w jakiejś innej, niezbyt odległej dyscyplinie. Praktyka artystyczna polega na umiejętności sprawnego poruszania się pomiędzy różnymi kategoriami, rekontekstualizowania ich. Artysta potrafi dostrzec znaczenie w czymś, co inni pomijają, i uczynić to interesującym dla zbiorowości. Na takim metapoziomie rozumienia tego, czym jest sztuka, sądzę, że cały czas się nią zajmuję, choć nigdy w ten sposób o tym nie mówię. Gdybym witał publiczność muzeum słowami: „Zapraszamy do Centrum Historii Postnaturalnej, które jest wieloletnim projektem artystycznym”, to musiałbym odpowiadać na pytania typu: „Właściwie dlaczego uważasz, że to jest sztuka?”, czyli prawdopodobnie wdałbym się w jedną z najnudniejszych możliwych dyskusji.

Poza tym ludzie, słysząc słowo „sztuka”, mogliby stwierdzić, że to jest jakiś żart…

Dokładnie – od razu cię lekceważą, myślą, że to wszystko bujda. Niestety winę za ten stan społecznej świadomości w dużej mierze ponoszą sami artyści, którzy często podminowują własną wiarygodność.

Jak duża jest wasza kolekcja, co właściwie się w niej znajduje i jak ją prezentujecie?

Sama przestrzeń ekspozycyjna jest niewielka, na stałej wystawie znajduje się około 40 obiektów, a cała kolekcja liczy kilkaset historii. Najczęściej na eksponat składa się obiekt i związana z nim narracja, której słucha się przez słuchawki. Ma ona kontrukcję popowego teledysku: musi być wciągająca, ale też niezbyt długa. Historia tworzy pewien rodzaj intymności pomiędzy widzem a eksponatem, którym może być po prostu wypchana mysz. Z jej historii dowiadujemy się, czy żyła po to, by brać udział w eksperymentach dotyczących możliwości zapobiegania łysieniu, czy była uzależniona od narkotyków lub alkoholu, a może była otyła. Często te eksponaty to opowieści o całym spektrum naszych kulturowych lęków. Historia postnaturalna w pewnym sensie je uosabia.

 

Richard Pell – założyciel Centrum Historii Postnaturalnej w Pittsburghu, w którym pełni funkcję kuratora kolekcji organizmów postnaturalnych. Wcześniej współprowadził Instytut Stosowanej Autonomii, w ramach którego konstruował polityczne roboty. Twórca filmu dokumentalnego Don’t Call Me Crazy on the 4th of July, poświęconego historii mężczyzny owładniętego obsesją na punkcie tego, że jest prześladowany przez służby specjalne. Zdobywca wielu nagród i stpendiów, między innymi Rockefeller New Media Fellowship.

postnatural.org

vimeo.com/6162572

 

[1] Strona internetowa inicjatywy: indiegogo.com/projects/raise-a-red-heifer-in-israel#/story.