Agata Nowicka: grafika na okładce książki "Co rządzi obrazem? Powtórzenie w sztukach audiowizualnych" autorstwa Aleksandry Hirszfeld

POWTÓRZENIE NIE POWTARZA

Interesuje mnie poszerzona percepcja – pytanie o to, co możemy zrobić, żeby rozszerzyć zakres możliwości funkcjonowania naszych zmysłów tak, by mogły doświadczać więcej - mówi Aleksandra Hirszfeld

Od czasu kiedy napisałaś doktorat w 2011 roku do momentu wydania go w postaci książki Co rządzi obrazem? Powtórzenie w sztukach audiowizualnych minęło sporo czasu, czy to ma jakieś znaczenie?

Oczywiście. Po pierwsze dzieło się już wyobcowało, a po drugie z racji tego, że po doktoracie zajęłam się realizacją projektów badawczo-artystycznych książkę tę bardziej postrzegam jako jeden z moich kolejnych projektów niż pozycję stricte akademicką. Moje nastawienie do niej zmieniło się po kolejnych doświadczeniach zawodowych. Książka jest dla mnie pewną formą wypowiedzi, tak samo jak instalacja czy spektakl – różni się jedynie językiem.

 

Czy kiedy teraz ją czytasz, a pewnie do niej wracasz, czy jesteś zaskoczona?

Jestem!

 

Czym?

Czasami tym, że tamto myślenie jest mi już obce, że dziś napisałabym to zupełnie inaczej. A czasami poziomem głębokości wejścia w analizę. Jeśli zajmujesz się jakąś dziedziną i poświęcasz jej bardzo dużo czasu, dzień w dzień, to masz szansę przebić się przez powierzchnię standardowych skojarzeń i utkać misterną siatkę własnej ścieżki myślowej, własnych połączeń w danej dziedzinie. Potem oczywiście tracisz dostęp do tego poziomu, ale jeśli po drodze zapisujesz to w postaci rozdziału, instalacji, spektaklu, to masz szansę powrócić do efektu swojej pracy. Właściwie każdy projekt w pewnym sensie na tym polega, że się specjalizujesz, uczysz języka, sposobu myślenia i sposobu wypowiadania, często na wyższym niż klasyczny poziomie, a po projekcie wyrzuca cię z tej orbity, wyobcowuje. To zanurzenie, nurkowanie wręcz w głębinach skomplikowania danej materii, tym bardziej jeśli startujesz z pozycji amatorskiej, kiedy wszystko jawi ci się jako niezbadane i fascynujące, jest jednym z najbardziej cennych doświadczeń dla mnie.

 

Kategoria powtórzenia w sztukach audiowizualnych pogłębia wątki, które pojawiają się w codzienności, czy raczej odnosi się do czegoś zupełnie innego?

Powtórzenie powtórzeniu nierówne. W książce tej nie zajmuję się rytuałami dnia codziennego, nie analizuję też prac, które na przykład skupiają się na powtórzeniu jakiegoś elementu, wizerunku z historii sztuki. Opisuję strategie powtórzeniowe, które zarządzają naszą globalną wioską, strategie stosowane w sztukach audiowizualnych na poziomie struktury, w warstwie formalnej konstrukcji obrazu i na poziomie mechanizmów warunkujących narrację. Jednoczesnie jednak analizowane przeze mnie strategie mówią coś o zależnościach świata kultury, ekonomii czy relacjach społecznych. Chodzi o takie powtórzenia, które zdradzają coś na temat mechanizmów działania naszego współczesnego, zachodniego świata. Powtórzenia, które zdecydowanie oparte są na różnicy, na potrzebie tworzenia nowych jakości, na kontaminacji.

 

W jakim sensie na różnicy?

Najlepiej będzie chyba to wytłumaczyć, posługując sie teorią Deleuze’a z Różnicy i powtórzenia, z której zresztą intensywnie korzystam, analizując różne prace w w tej książce. Deleuze wyróżnia dwa pojęcia powtórzenia – nagie i przebrane. To pierwsze wiąże się z powtarzaniem na poziomie samego efektu, czyli tego, co znajduje się na powierzchni obrazu, w warstwie przedstawieniowej, co jest nam dane bezpośrednio w odbiorze. Mówiąc bardzo dosłownie, tego, co widzi oko na dzień dobry. Drugie zaś, dużo bardziej wartościowe, znajduje się na poziomie generującej struktury. Jest ukryte i związane właśnie z różnicowaniem. Związane z tym, co się dzieje w obrębie struktury obrazu – kadrowania, rytmizacji, techniki, montażu etc. I to powtórzenie dla mnie jest dużo istotniejsze i głównie je właśnie badam. Nie interesuje mnie aż tak bardzo fakt, że powtórzenie dotyczy na przykład ikonicznej postaci Marylin Monroe, bardziej zajmuje mnie sposób, w jaki to się dzieje. Różnica w samej formie powtórzenia powoduje, że odbiorca czuje pewnego rodzaju zazębianie się, podniecenie związane z tym, że „kojarzy” ten motyw. Jendak nie może być on mu podany w skali 1:1, bo wtedy pojawi się znudzenie.

 

Co było tym zapalnikiem, który sprawił, że postanowiłaś zbadać kategorię powtórzenia?

Paradoksalnie nie była to już istniejąca praca filmowa, raczej osobiste doświadczenie. W 2006 roku będąc na pierwszym roku studiów doktoranckich, byłam asystentką reżysera i artysty Matthew Noel-Todda, który przyjechał na rezydencję do AIR Laboratory. Matthew w ramach swojej pracy rezydencyjnej postanowił zrealizować film Foreign actors, który polegał na odtwarzaniu klasycznych scen z polskiej kinematografii z udziałem polskich aktórów, a także naturszczyków. Wtedy właśnie zaczęłam się zastanawiać nad sensem tych powtórzeń i zorientowałam się, że prac, które polegają na odtwarzaniu istniejących dzieł w nowy sposób, jest miliard. Potem oczywiście wróciłam do filozofii i okazało się, że kategoria powtórzenia nie jest tak naprawdę porządnie przez nią zbadana. Oczywiście jest książka Kierkegaarda Powtórzenie, jest też wspomniana już pozycja Deleuze`a Różnica i powtórzenie, ale poza tym niewiele…

 

Dlaczego?

To trudne pytanie. Jest tyle pojęć, które nie były w żaden sposób analizowane. Natomiast dla współczesności kategoria powtórzenia wydaje się niezwykle istotna.

 

W ogóle jest chyba istotna. Czy nie na powtórzeniach opierają się przygody ludzkości?

Tak, ale tu znów chciałabym podkreślić „wyjątkowość” tej kategorii dla naszej współczeności. W pierwszym rozdziale książki odwołuję się do tekstu Lyotarda Przepisać nowożytność, używając jego struktury myślowej, piszę o „przeobrazowaniu nowoczesności”, które zasadza się na innej motywacji niż na przykład rytualne powtarzanie kształtujące, tak jak wspomniałaś, przygody ludzkości. Lyotard podkreśla, że ponowoczesność jest dookreślana jako taka epoka, w której to, co istotne, fundamentalne już było, bo jest „po” tym, co ważne. Tak, jakby to, co teraźniejsze było nie-aktualne, jakby po kulturze rozkwitu nastąpiła kultura wyczerpania. I cały ten gest powtarzania, trawienia tego, co było ważne nie opiera się na tym, by dotrzeć do jakiejś nowej prawdy o tym, co było istotne. To przepracowanie, a w moim przypadku przeobrazowanie, koncentruje się na technice tego procesu, na schematach działania, na analizie tego, co dzisiaj umożliwia ten powtórzeniowy ruch. I abstrahując już o tego, czy nadal żyjemy w czasach ponowoczesnych, czy już nie, bo dookreślenie to, wiadomo jest już trochę niemodne i passe, to myślę, że stwierdzenie Lyotarda zawiera cenną uwagę. Zwłaszcza w obszarze kina poszukującego.

 

Możesz rozwinąć tę myśl na przykładzie z książki?

Pierwsza część książki skupia się właśnie na wydobyciu i opisaniu pewnego schematu działania w obszarze kina, na autoreferencji obecnej w kinie. Piszę najpierw o tym, czym jest szablon scenariuszowy, następnie skupiam się na gatunku filmowym, by w końcu powiedzieć coś o samej historii kina opowiedzianej obrazem. Strategie powtórzeniowe, zwłaszcza w tych pierwszych trzech rozdziałach służą mi, by opowiedzieć o wyjątkowych, właściwie trochę niepowtarzalnych pracach, które dla mnie stanowią signum temporis naszych czasów, a które jednocześnie posługują się strategią autoreferencji. Prace te mówią o tym, jak wygląda i na jakiej technice opiera się proces twórczy. W mojej książce więc sposób rozumienia pojęcia powtórzenia jest nieco inny niż jego potoczne ujęcie. Weźmy na przykład filmy Larsa von Triera, który próbuje reinterpretować gatunki filmowe. Za każdym razem bierze na warsztat inny gatunek i właściwie wcale ich nie powtarza.

 

Ale poczekaj. On jest dla ciebie ważny bo nie podlega zasadzie powtórzenia?

Próbuje się jej przeciwstawić czy...?

Nie o to chodzi. Von Trier zdradza widzowi tajniki swojej twórczej strategii, wykorzystując kategorię powtórzenia. W filmie Pięć nieczystych zagrań, który jest filmem fabularnym, ale jednocześnie w przewrotny sposób także filmem dokumentalnym, takim making off z planu filmowego, Lars von Trier poddaje powtórzenie nieustannym próbom, wprowadza utrudnienia, wyznacza dodatkowe reguły, według których należy działać. To zresztą częsty zabieg, dający według mnie dużo lepsze efekty.

 

Chyba zmierzamy w kierunku pojęcia dyscypliny…

Ja nie wiem, czy tu chodzi o dyscyplinę... Dyscyplina to oddzielny temat.

 

No wiesz, barok, matematyka, tworzenie według pewnych zasad, które są matematyczno-naukowe i twórczość poddają okiełznaniu.

Tego typu zasady mogą kreować lepsze jakości. Myślę na przykład o Raymondzie Russelu piszącym Locus Solus. Odgórnie ustanowione zasady często mocno wpływały na kreację. To bardzo ciekawa, ale jednak inna para kaloszy…

 

A czy twoje badania w jakikolwiek sposób wykraczają poza jednak dość hermetyczny świat sztuk audiowizualnych?

Obrazy są bardzo istotnym elementem naszej współczesnej kultury, w znaczący sposób wpływają na sposób postrzegania i rozumienia świata. Tworzą język, którym się posługujemy. Obraz stał się też medium, za pomocą którego łatwiej się komunikujemy. Dlatego obraz i powtórzenie wydały mi się oczywistym obszarem badań. Moim zdaniem, żyjemy w świecie globalizacji, gdzie wszelkiego rodzaju kultury mieszają się, wzajemnie inspirują i właściwie trudno wyodrębnić obszar jednoznacznych i nieskażonych wpływami „tożsamości kulturowych”. Świat kultury Zachodu jest dla mnie światem opartym na recyklingu, obsesyjnej reprodukcji, kontaminacji, kopiowaniu, symulowaniu, cytowaniu, zarządzaniu odpadami lub powtórnym przywłaszczaniu. Wszystkie te procesy najłatwiej dostrzec w obszarze pracy z obrazem. Poza tym sztuka jest zazwyczaj papierkiem lakmusowym tego, co się dzieje w kulturze, w ekonomii czy w polityce.

 

A wszystko to analizujesz za pomocą kina bollywoodzkiego…

Chciałam je wziąć na warsztat, bo jedną z naczelnych zasad tego kina jest szczęśliwe zakończenie fabuły. Bardzo ciekawiło mnie, dlaczego tak się dzieje. Natomiast po głębszej analizie, doszłam do wniosku, że nie mam wystarczającej wiedzy, by móc rzetelnie odpowiedzieć na to pytanie, że musiałabym poświęcić oddzielne 5 lat studiów na głębsze zrozumienie kultury hinduskiej, przeczytać Ramajanę, poznać literaturę wedejską etc. Jednak zanim uświadomiłam sobie ten fakt, zdążyłam już przeczytać o kinie bollywodzkim prawie wszystko, co pojawiło się na rynku polskim, niemieckim czy angielskim. Doszłam więc do wniosku, że nie muszę rezygnować z tego tematu. Znalazłam inną, dużo ważniejszą strategię powtórzeniową związaną nie tyle z kinem bollywodzkim, ile z budowanym wokół niego dyskursem. To, co pisze o nim Zachód bardzo głęboko tkwi w orientalizmie – w pewnym sensie polega na jego odtworzeniu.

 

Czy powtórzenie daje jakąś szczególną radość?

A czy w życiu chodzi zawsze o radość?

 

Nie wiem. Ale wiem, że rządzi nami zasada przyjemności. Człowiek z natury dąży do minimalizowania bólu i wysiłku i jakbyśmy daleko od tej biologicznej przypadłości nie uciekali, tak ona do nas niczym guma wyciągnięta z majtek wróci. Po co więc powtórzenie, jeśli nie dla przyjemności?

Żeby zrozumieć mechanizmy tworzenia i konstruowania, działania w kulturze opartej na globalizacji, na kontaminacji, recyklingu. Weźmy jako przykład film Adaptacja Charliego Kaufmana, o pisaniu scenariuszy. To chyba jedyny taki film, który w roli gównego bohatera obsadził scenariusz filmowy, a raczej proces jego pisania. To częściowo jakby powtórzenie w przestrzeni kina gestu Duchampa z 1917 roku, gdy umieścił on na wystawie sztuki pisuar. Oczywiście możesz obejrzeć ten film na poziomie hollywoodzkim, wtedy dostrzeżasz, że jest neurotyczny scenarzysta, który zmaga się ze swoją twórczością. Z drugiej jednak strony możesz w nim również zobaczyć znakomity film o naszej kulturze, która trawi samą siebie niczym ten wąż Uroboros, stawia sobie kolejne poprzeczki i wciąż próbuje zdefiniować nie tyle, o czym jest, ile jak jest.

 

Taco Hemingway w jednym ze swoich kawałków rozróżnia ludzi jpgi i ludzi gify.

Ostatni rozdział książki idzie trochę w tym kierunku. Piszę tam o ekstazie loopingu, czyli o zapętlaniu.

 

A jednak ekstaza!

Ekstaza, radość i szczęście to są różne kategorie. Ekstaza oraz potrzeba powtarzania mogą wynikać z jakiegoś wewnętrznego napędu, a ten niekoniecznie musi być związany z poszukiwaniem radości. To raczej siła odśrodkowa, która mówiąc dosadnie, wypieprza cię w określonym kierunku. Myślę, że to także mówi coś o naszej kulturze.

W gifach bardzo ważną rolę pełni sposób konstruowana treści, bo one zazwyczaj albo mają cię rozbawić, albo zaskoczyć. W tak krótkim zapętleniu narracja jest niezwykle istotna, nie może dotyczyć czegokolwiek.

 

Czy badałaś temat powtórzenia w życiu prywatnym? Mam na myśli na przykład chęć powtarzania czyjegoś życia, zarówno na poziomie doświadczeń jak i dążenia do fizycznego upodobnienia.

Sposobom tworzenia pewnego rodzaju wizerunków, które stają się przedmiotami naszego pragnienia, poświęcony jest rozdział o Joannie d`Arc. Analizuję w nim wszystkich powstałe do tej pory ekranizacje poświęcone tej postaci – z tych jej bohaterek-sobowtórek tworzę serię, czyli pokazuję, w jaki sposób w oparciu o pragnienie tworzy się dziś jednostkową podmiotowość.

 

Dokąd prowadzi nasza kultura?

Nie wiem, czy jesteśmy w stanie odpowiedzieć na pytanie, do czego czy dokąd zmierza nasza kultura. Myślę, że za jakiś czas będę chciała napisać kolejną książkę, w której zajmę się tym tematem.

 

O czym chcesz pisać?

A o percepcji.

 

Znowu?

(śmiech) Fascynują mnie teraz rzeczy, które są signum futurum – tym, co czeka nas w przyszłości. Interesuje mnie też poszerzona percepcja – pytanie o to, co możemy zrobić, żeby rozszerzyć zakres możliwości funkcjonowania naszych zmysłów tak, by mogły doświadczać więcej, a także to, w jaki sposób budujemy kolejne, coraz bardziej zaawansowane sposoby interpretowania rzeczywistości. Są prace, które pozwalają inaczej myśleć o tym, w jaki sposób możemy odbierać rzeczywistość. Każdy obraz, który widzimy, jest elektromechanicznym sygnałem krążącym po mózgu. Mózg nie wie, skąd pochodzi sygna,ł zastanawia się jedynie, co z nim zrobić, jak go zinterpretować. Na przykład David Eagleman stworzył kamizelkę dla głuchoniemych. Ta za pomocą aplikacji w komórce, z którą jest połączona, zbiera sygnały ze świata zewnętrznego, by następnie odtwarzyć je według określonego klucza za pośrednictwem wibrujących silniczków na plecach głuchoniemego. W ten sposób tworzy się nowy język, nowy sposób odbioru rzeczywistości. Słyszysz plecami. I to działa. Głusi po kilku dniach praktyki są już w stanie odczytać proste słowa. Płaszczyzna sensoryczna jest tak naprawdę dużo większa niż nam się wydaje, nawet nie wiesz, że za pomocą na przykład czoła mogłabyś się nauczyć odbierać pewne sygnały.

 

Tak, o tym samym pomyślałam, gdy zobaczyłam zdjęcie niewidomego chłopaka, który jeździ po bezdrożach na rowerze górskim, bo jak nietoperz nauczył się echolokacji.

Nie wykorzystujemy w ogóle potencjału naszych zmysłów! Istnieją też inne obszary mogące wpłynąć na poszerzenie naszej percepcji. Interesuje mnie na przykład zwiększenie zakresu naszej zmysłowości za pomocą biochemii, w to wchodzą na przykład doświadczenia z narkotykami czy doświadczenia ludzi, którzy postanawiają zmieniać płeć, przez bardzo długi czas ładując w siebie niesamowitą ilość hormonów. Ostatecznie jesteśmy związkami biochemicznymi. Taka perspektywa zmienia sposób postrzegania nas samych. Inny obszar moich zainteresowań stanowi wirtualność: jaki wpływ mają na nasze zmysły i percepcję wszelkiego rodzaju urządzenia, które pozwalają nam zniwelować granicę między rzeczywistością namacalną a tą wirtualną, jak chociażby okulusy, albo urządzenia pozwalające na to, by ktoś inny stymulował nasze ciało. Dizajn zabawek erotycznych zmierzają w tym właśnie kierunku.

 

Klasyk…

To prawda. Cybersex to nasza przyszłość, przynajmniej częściowo. Zresztą ten temat pojawi się również w moim najbardziej aktualnym projekcie. Wraz z Agatą Nowicką, która zresztą jest autorką grafiki na okładce książki, pracujemy teraz intensywnie nad komiksem erotycznym. Jeden z rozdziałów Kosmos będzie dotyczyć seksu przyszłości.

 

Aleksandra Hirszfeld – filozofka działająca w obszarze praktyk artystycznych i teorii sztuki nowych mediów. Realizuje własne projekty z pogranicza instalacji, sound artu oraz obiektów (http://hirszalex.art.pl/). Współpracuje m.in. z portalami www.artandsciencemeeting.pl i www.dwutygodnik.com, autorka książki Co rządzi obrazem? Powtórzenie w sztukach audiowizualnych (Universitas 2015).