Alona Rodeh: "The Farewell Kiss of Fire From Water", Tel Awiw, 2016

POŻAR BEZ PUBLICZNOŚCI

O pracy w brygadzie strażackiej, pożytkach płynących z odblaskowej odzieży oraz różnicach pomiędzy Berlinem i Tel Awiwem z izraelską artystką Aloną Rodeh rozmawia Ada Banaszak

 

Od 2014 roku realizujesz wielowątkowy projekt Safe and Sound, w ramach którego stworzyłaś między innymi rzeźby zainspirowane kształtem wyrzutni rakietowych, serię odblaskowych plecaczków, świecący w ciemności parkiet oraz system alarmowy grający techno. Co skłoniło cię do poszukiwania połączeń pomiędzy opresyjnymi „systemami bezpieczeństwa” a różnymi zjawiskami znajdującymi się po drugiej stronie spektrum, między innymi kodami wizualnymi subkultur czy spędzaniem czasu w klubach?

Pomysł na Safe and Sound wpadł mi do głowy po przeprowadzce z Tel Awiwu do Berlina. We wcześniejszych pracach badałam tematy związane z bezpieczeństwem i eksperymentowałam z różnymi materiałami, między innymi z bombami dymnymi i odblaskowymi tkaninami – na przykład w ramach projektu Neither Day Nor Night uszyłam wielką odblaskową kurtynę, którą prezentowałam wraz ze zmieniającym się oświetleniem. Ale dopiero kiedy trzy–cztery lata temu zaczęłam mieszkać w Niemczech, poczułam, że przed tym tematem nie ma ucieczki, po prostu zaczęłam zauważać go wszędzie wokół siebie. Oczywiście w Izraelu kwestie związane z bezpieczeństwem są niezwykle ważne, ale jednocześnie właściwie nieobecne w przestrzeni publicznej. Pewnie ktoś, kto nie jest przyzwyczajony do widoku uzbrojonych żołnierzy na ulicach, co w Izraelu jest normą, stanowczo się ze mną nie zgodzi. Mnie chodzi jednak o przejawy dbania o osobiste bezpieczeństwo obywateli i o różne regulacje z tym związane, na przykład wszechobecność służb porządkowych i popularność odblaskowych kamizelek. W Europie Zachodniej istnieje cały zestaw zasad bezpiecznego postępowania, codzienne życie jest mocno skodyfikowane, a zbiór tych zasad nieustannie się powiększa, zajmując coraz to nowe obszary. Tymczasem Izrael jest pod tym względem nieuporządkowany, chaotyczny, śródziemnomorski, a brak regulacji dotyczących transportu czy zanieczyszczenia sprawia, że nieco przypomina kraje rozwijające się – co dla wielu osób myślących o  Izraelu jako bogatej, militarnej potędze jest zaskoczeniem. Ja po przeprowadzce do Berlina uświadomiłam sobie, że Izrael jest zupełnie pozbawiony tej całej kultury wizualnej, którą kraje zachodnie wykształciły wokół kwestii bezpieczeństwa.

Risercz do projektu Safe and Sound zaczęłam od wątku odzieży wysokiej widoczności i nadal jestem bardzo zainteresowana tym tematem – w ramach jednej z moich ostatnich wystaw pokazywałam cykl obrazów przedstawiających różne elementy wyposażenia ochronnego. Badając to pole, zdałam sobie sprawę, że popkultura i niektóre subkultury sięgają po te same metody i wizualne kody, co służby porządkowe, nawet jeżeli ich ideologia jest zupełnie inna, a często nawet sprzeczna z ideologią państwa i jego aparatu. W ramach swojej praktyki robię małe wykłady performatywne poświęcone tym związkom – wygłosiłam już jeden o historii syren w muzyce i służbach ratunkowych oraz jeden o odblaskowej odzieży. Teraz pracuję nad kolejnym – o roli stroboskopu w klubach i w sygnalizacji różnych służb.

 

Alona Rodeh: Safe & Sound Evolutions, rzeźba z płyty MDF i aluminium, Rosenfeld Gallery 2015

 

Czy w takim razie mogłabyś wyjaśnić, skąd te związki? Chodzi o kontrowersję, widoczność, słyszalność? Czy to bardziej skomplikowane?

Skupiam się nie na poszukiwaniu wyjaśnień, ale raczej na zauważaniu pewnych zjawisk, zestawianiu ze sobą informacji, żeby zobaczyć, jakiego rodzaju reakcję uda mi się wywołać. Dobrą ilustracją tego, jak trudno jednoznacznie odpowiedzieć na twoje pytanie, może być wskazanie przyczyn, dla których używa się syren alarmowych w muzyce – po prostu dla każdego gatunku muzycznego wygląda to inaczej. W hip-hopie zwykle stanowi to część jakiejś politycznej narracji, w transie i elektronice chodzi o wywołanie uczucia ekstazy, a w muzyce nowoczesnej był to wyraz fascynacji miastem. Mnie interesuje badanie tych pól i odkrywanie nowych połączeń między nimi.

W ubiegłym roku opublikowałam książkę Safe and Sound Deluxe Edition[1], poświęconą bezpieczeństwu w kolorach, architekturze i dźwięku. Teraz pracuję nad kolejną częścią – Safe and Sound Deluxe Edition FIRE – która, mam nadzieję, ukaże się we wrześniu jako podsumowanie moich obecnych poszukiwań. W ramach programu rezydencyjnego berlińskiego ZK/U (Zentrum für Kunst und Urbanistik) biorę udział w pracy brygady strażackiej. Wszystkie zdarzenia, do których przyjeżdżamy – czy to do wypadku, czy pożaru, czy jako asysta dla karetki – są zanurzone w dźwięku i świetle. Kiedy wóz strażacki parkuje przed Späti[2], ledowe światła ze sklepowej witryny mieszają się ze światłami alarmowymi i zlewają się w jedną całość. Ludzie oglądają całą akcję z okien i balkonów. To jest widowisko!

Innym obrazem, który próbuję uchwycić, kiedy jadę wozem strażackim, jest widok ludzi zatykających uszy, gdy mija ich pojazd na sygnale. W Niemczech sygnał straży pożarnej i ambulansu jest niezwykle głośny, to jest po prostu zanieczyszczenie hałasem, które powoduje zniecierpliwienie i z którym ludzie nie chcą się konfrontować, więc je ignorują. Tutaj ważną rolę odgrywają na pewno fałszywe alarmy, których jest mnóstwo. Z drugiej strony Stany Zjednoczone mają długą historię frustracji i przemocy związanej z nieustannie wyjącymi alarmami samochodowymi. W końcu, po tym jak badania wykazały, że ponad 98 procent z nich było fałszywych, zdecydowano się na zwrot w kierunku technologii „inteligentniejszych” niż syrena – na przykład na stosowanie systemów powiadamiających bezpośrednio właściciela czy firmę ubezpieczeniową.

 

Umiejętność odcinania się od dźwięków i obrazów związanych z wypadkami, pożarami i innymi zdarzeniami tego typu charakteryzującą mieszkańców miast świetnie widać w twojej pracy Barking Dogs Don’t Bite. Czytelnikom wyjaśnię, że jest to piękna praca wideo opowiadająca historię pustego lokalu użytkowego (z wejściem od ulicy), w którym nagle pojawia się mnóstwo dymu, zaczyna wyć alarm i uruchamiają się zraszacze. Wszystko to dzieje się w biały dzień, obok przechodzą ludzie, jednak nie zwracają oni najmniejszej uwagi na dramat, który rozgrywa się za zamkniętymi drzwiami. Po pewnym czasie wszystko ucicha i chciałoby się powiedzieć, że „życie wraca do normy”, tylko że właściwie nic go z tej normy nie wytrąciło.

Zabawne, że wspominasz o tej pracy. Specjalnie zainstalowaliśmy głośniki nadające alarm na ulicy, mając nadzieję, że to zainteresuje ludzi, że wywoła jakąś reakcję. Kiedy kręciliśmy ten film i nikt z przypadkowych przechodniów nie zwrócił uwagi na to całe zamieszanie, pomyślałam: „OK, ludzie mają to po prostu w dupie”. I to jest w porządku. To taki teatr bez publiczności. Przynajmniej dla nas było to zabawne doświadczenie – za każdym razem, gdy pojawiał się dym, wszyscy na planie byli tak podekscytowani tym widokiem, że zapominali o wykonywaniu powierzonych im zadań. Nakręcenie dobrego ujęcia zajęło nam wiele, wiele godzin.

 

Alona Rodeh - Barking Dogs Don't Bite from The Power Station on Vimeo

 

Strażacy nie mogliby się tak zachowywać! W ich przypadku dym wymaga szybkiego i precyzyjnego działania. Jak ci się z nimi pracuje?

To doświadczenie jest naprawdę wyjątkowe między innymi ze względu na metodę pracy. Po prostu towarzyszę im w codziennej służbie. To jest najbardziej zaawansowana forma miejskiej turystyki. Jeżdżę do dzielnic, do których pewnie inaczej bym nie pojechała, wchodzę do domów, których inaczej nie miałabym szansy odwiedzić. I jednocześnie widzę poważne zdarzenia. W Niemczech strażacy współpracują ze służbami medycznymi, jeżdżą więc nie tylko do pożarów czy podobnych zdarzeń, ale również do chorych czy ofiar wypadków. Ich praca jest bardzo zróżnicowana. Cieszę się, że mogłam do nich dołączyć, i chciałabym, żeby to trwało wiecznie. W lecie będę w Norwegii i tam również przyłączę się do ekipy strażackiej. Mam nadzieję, że w przyszłym roku uda mi się to zrobić również w Izraelu. Jestem pewna, że doświadczę czegoś zupełnie innego niż w Berlinie…

 

Czego się spodziewasz?

Izraelska straż pożarna jest nieco zaniedbana, pozostawiona sama sobie. Niemieccy strażacy mają niemiecki sprzęt, niemieckie wozy, niemieckie narzędzia ­– są świetnie wyposażeni, technologia jest ściśle związana z kulturą pracy. Niemcy są mistrzami jeżeli chodzi o planowanie i organizowanie, mniej kojarzą się z improwizacją. A w pracy strażaka improwizacja jest najważniejsza. I tu właśnie jest pole do popisu dla Izraelczyków – o ile w planowaniu są naprawdę beznadziejni, o tyle świetnie sprawdzają się w szybkich, spontanicznych akcjach niewymagających zbyt wielkiej cierpliwości. Tam nie ma czasu na długie procesy decyzyjne!

 

Alona Rodeh: Safe & Sound High Visibility, 2016-2017. Widok instalacji na abc art berlin contemporary

 

Dużo mówisz o różnicach pomiędzy Tel Awiwem i Berlinem, ale te miasta na pewno mają ze sobą coś wspólnego – chociażby to, że oba słyną ze sceny klubowej. Jako że przestrzeń klubów jest jednym z tematów twojej pracy, może mogłabyś opowiedzieć o tym, jak to wygląda tu i tam?

Być może faktycznie to jest jakiś łącznik! W Berlinie możesz spotkać ludzi, którzy mieszkają w tym mieście jedynie ze względu na jego scenę klubową i którzy traktują to bardzo „profesjonalnie”. W Tel Awiwie to wszystko jest znacznie mniej poważne, ale ta lekkość jest zawsze w jakiś sposób powiązana z niebezpieczeństwem. W Izraelu pokazałam pracę, której nie pokazałabym nigdzie indziej – Safe and Sound Iron Dome Walking Down the Stairs. Ten projekt został zrealizowany na zamówienie Petach Tikva, muzeum na przedmieściach Tel Awiwu. Zainstalowaliśmy w jego gmachu pięciokanałowy system alarmowy – z głośników co 15 minut rozlegała się syrena, która szybko przekształcała się w ciężkie techno. Pracowałam nad tym projektem z izraelskim kompozytorem Mule Driverem, z którym wspólnie przygotowaliśmy pięć utworów łączących dźwięk alarmu – każdy innego: wojennego, antywłamaniowego itd. – z muzyką elektroniczną. Myślę, że udało nam się uchwycić coś, co charakteryzuje kulturę klubową w Izraelu, jej „surwiwalowy” charakter. Oczywiście w Niemczech też silnie obecny jest motyw klubu jako miejsca bezpiecznego, klubu jako mentalnego i przestrzennego bunkra, jednak jest to raczej relikt przeszłości, podczas gdy w Izraelu ma to niestety źródła w teraźniejszości.

 

 

BIO:

Alona Rodeh, urodzona w 1979 roku na północy Izraela, jest artystką wizualną pracującą w Tel Awiwie i Berlinie. W 2009 roku uzyskała tytuł magistra sztuk pięknych w Akademii Sztuki i Projektowania Bezalel w Jerozolimie. Jej prace pokazywane były między innymi w berlińskich galeriach Transit/skABC, Grimmuseum i Künstlerhaus Bethanien, w Muzeum Sztuki oraz Centrum Sztuki Współczesnej w Tel Awiwie, a także w Plug In ICA w Winnipeg (Kanada). 

www.alonarodeh.com 

 

[2] Określenie typowe dla Berlina, Drezna i Lipska, oznaczające mały sklep z artykułami pierwszej potrzeby, takimi jak zimne napoje, tytoń, przekąski i gazety.