Kadr z serialu "Pierwszy milion"

PIERWSZY MILION

Przedpremierowo publikujemy fragment rozdziału Pierwszy Milion – transformacja ustrojowa jako stan natury z książki Przemysława Witkowskiego Chwała Supermanom. Ideologia a popkultura, wydanej nakładem Instytutu Wydawniczego Książka i Prasa
 

Pierwszy Milion z roku 1999 w reżyserii Waldemara Dzikiego to produkcja łącząca w sobie motywy z Ziemi Obiecanej i Wall Street. Tak jak w tej pierwszej mamy trzech przyjaciół, budujących od zera majątek, tworząc polski kapitalizm. Tyle tylko, że postaci Żyda Moryca Welta,  odpowiada w nowym kapitalizmie współczesny wykluczony-Żyd, czyli gej Piki. Począwszy od wczesnego dzieciństwa przyjaciele razem rozkręcają biznesy – od małych podwórkowych po grube miliony, które zyskują dzięki swojej przedsiębiorczości i licznym okazjom jakie pojawiają się dla nowych kapitalistów w czasie transformacji ustrojowej. Grają na giełdzie, wykupują państwowe spółki, wdają się w interesy z byłą nomenklaturą i radzieckimi oligarchami a wszystko to odbywa się w duchu radosnej przygody, zabawy. 

 

 

Główny bohater, grany przez Szymona Bobrowskiego, Tomasz Frycz – Frik, przypomina zarówno z ubioru, fryzury, jak i z zachowania Mela Gibsona z Zabójczej Broni. Jest wyzwolony z konwenansu, spontaniczny, wolny, a jednak, mimo znacznego wzbogacenia, zachowuje wartości związane z patriarchalnym modelem rodziny i szacunkiem dla wspólnoty. Jego przyjacielem jest porządny, grzeczny i pracowity Piki. On jednak, jako otyły gej, zbyt daleko odbiega od standardu akceptowanego w latach 90., żeby nadawał się na role model przemian ustrojowych i pozostaje tylko postacią drugoplanową, wprowadzając wątki komiczne. Trzeci z kolei z bohaterów, Kurtz – jest z kolei zbyt gwałtowny, emocjonalny i spontaniczny na postać centralną opowieści. Nie umie powstrzymać swojej popędliwej natury, popada w uzależnienie od giełdowego hazardu i przegrywa, kończąc w więzieniu. 

Już intro mówi dużo o duchu, którym przesiąknięta jest ta produkcja: „Zawsze chciałem być najbogatszym człowiekiem w tym kraju. Nie interesowały mnie miliony, interesowały mnie miliardy. Są ludzie, którzy uważają, że pierwszy milion dolarów trzeba ukraść, ja swój pierwszy milion dolarów zarobiłem w kilka miesięcy. Mieszkaliśmy wszyscy na Pradze, na Milczarskiego pod 22. Od dziecka lubiliśmy jak złotówka zamienia się w dwa złote – Piki, Kurtz i ja. Graliśmy w trasy, zośkę, ściankę, ale zawsze na pieniądze. Był to przepływ dziesięciogroszówek, ale zawsze był to przepływ pieniędzy”. Jest to hołd dla polskich kapitalistów, z pozycji kapitalistycznych składany przez polskich kapitalistów. Właściwie cały serial można potraktować jako formę edukacji prorynkowej przez popkulturę. W odcinkach regularnie omawiane są terminy fachowe z dziedziny ekonomii. Skrupulatnie tłumaczone są jej mechanizmy (hossa, bessa, dywidenda, broker, itd), przedstawiane praktycznie zawsze w pozytywnym, neoklasycznym świetle, a za kapitalizmem wypowiadają się często osoby zaufania publicznego. Z ust młodego sympatycznego profesora na wykładzie pada zdanie „chęć bogacenia się to naprawdę nic złego”. Z kolei ksiądz, który gra na giełdzie, mówi do głównych bohaterów serialu: „traci się godność dla pieniędzy, ale można też stracić godność lekceważąc pieniądz”. Gloryfikacja systemu wolnorynkowego idzie nawet dalej aby połączyć się z duchem narodowym, gdy bohaterowie na imprezie wykrzykują: „wydupczymy Wschód i Zachód”. Polska transformacja i akumulacja pierwotna przełomu lat 80. i 90. okazuje się być swoistą zemstą wywartą na ZSRR i Zachodzie za PRL i Jałtę oraz metodą budowania polskiej dumy narodowej. Przecież zdaniem bohaterów „wszystko jest do wzięcia,bo wszystko jest niczyje”. Handel na giełdzie, przemyt, oszustwa przy prywatyzacji, zostają tu przedstawione jako przygoda, sensacja. Poznajemy dzięki serialowi swoistą „mitologię kapitalizmu, romantyczne korzenie pieniądza”, burżuazyjne wyobrażenie o tym, w jakich fantastycznie emocjonujących i pasjonujących okolicznościach zaczynają się w tym ustroju fortuny. W końcu, jak stwierdzają bohaterowie, „zarabianie jest lepsze niż seks”. 

W serialu następuje powiązanie czystości dzieciństwa i  kapitalistycznego podejścia do stosunków społecznych. W wypadku bohaterów następuje od dziecka utowarowienie każdej działalności w przedsiębiorczość. Nawet gałęzie z ich podwórka należały do nich i mogły być zgodnie ze „świętym prawem własności” bronione przed zawłaszczeniem ze strony innej grupki dzieciaków. Własność i utowarownienie wszelkiej działalności poprzez powiązanie ich z cechami przedstawianymi przez dzieci sprawia, iż powstaje wrażenie, że kapitalistyczne spojrzenie na stosunki społeczne, jako na  grę wolnorynkową, jest cechą naturalna, przypisaną człowiekowi od dziecka, czyli przed socjalizacją, jako odkrycie prawa natury, które skutecznie przykrywa i zamąca cywilizacja.

Podkreślana jest również nowoczesność liberalizacji i deregulacji. Główni bohaterowie, zwolennicy kapitalizmu to studenci ekonomii, co podkreśla ich naukową postawę, dodatkowo uprawomocniając w serialu ich poglądy. „Nie szukaj tego w książce, tego nie ma w żadnej książce”, mówi jeden z bohaterów, co wskazuje na odrzucenie dawnego systemu wartości na rzecz nowych reguł gry. Bohaterowie są nowocześni, bo używają nowoczesnego sprzętu – mają komputery, komórki, elektronikę. Są prozachodni, gdyż grają w koszykówkę, amerykański sport, a nie w tradycyjnie popularną w Polsce piłkę nożną. Mówią i klną w nowym lingua franca – w uproszczonym angielskim. Jedzą hamburgery na wykładach, używają młodzieżowego slangu. Są młodzi, błyskotliwi i bardzo prozachodni. Co charakterystyczne, wszyscy trzej główni bohaterowie mają pseudonimy brzmiące jak zagraniczne imiona/pseudonimy: Piki, Frik i Kurtz. Pokazuje to ich związek z Zachodem, z nową rzeczywistością, a nie z starą socjalistyczną Polską Ludową. Bohaterowie wprzęgają też w machinę rynkową sztukę nowoczesną i awangardowe kierunki działań politycznych. Przemycając przez granicę kontrabandę, ukrywają to przeprowadzając happening w stylu anarchizującej Pomarańczowej Alternatywy.

Prywatna własność to w serialu wspaniała, paradoksalnie prospołeczna opcja. Frik kupuje kamienice na Woli i remontuje budynki, bo jak zdają się mówić twórcy serialu prywatyzacja to rewitalizacja. Za świątynię pieniądza robi giełda. Gdy Frik, Piki i Kurtz do niej wchodzą, towarzyszy temu w tle podniosła muzyka. Bohaterowie nie wyzbywają się jednak pewnej etyki, choć dotyczy ona jednak głównie rynku  i sfery prywatnej. „Nie niszczmy rynku”, mówi z lękiem Frik, gdy ich decyzja może wpłynąć na stan giełdy. Jednak i tej etyce wyznaczono wyraźnie granice –  jak mówi jeden z maklerów do niedoświadczonego gracza, który stracił majątek – „pretensje to pan może mieć do siebie”. Młodzieńcy śmieją się, a do widza płynie komunikat, że istnieje tylko indywidualne poczucie odpowiedzialności za swój los, nie ma odpowiedzialności za bliźniego/współobywatela.

 

 

Poza mężczyznami-biznesmenami inne grupy społeczne przedstawiono w raczej niekorzystnym świetle. Robotnicy to w serialu grupa naiwna, łatwa do oszukania czy wykorzystania przez sprytnych przedsiębiorców. Skądinąd oszustwa te nie są ukazane jako coś złego, raczej stanowią dowód wyższości i sprytu kapitalistów. Pracownicy, oszukiwani przez Frika, Pikiego i Kurtza podczas skupu od nich akcji, wynajmowani za marne pieniądze do przeprowadzenia działań-szwindli, mają w serialu postawę roszczeniowa i nie wykazują się naturalną przedsiębiorczością. Robią sobie zebrania w zakładzie, dyskutując o przyszłości firmy, ale bardzo łatwo ich oszukać, co sugeruje ogromną naiwność robotników i utopijny charakter samorządności robotniczej, która nie jest w stanie poradzić sobie z nadludzkimi kapitalistami. 

Z kolei kobieta została w tej produkcji od początku utowarowiona. Pierwszą ważniejszą żeńską postacią jaka pojawia się w serialu jest Dominika, wieloletnia przyjaciółka bohaterów, która z zawodu jest hostessą, czyli kobietą do wynajęcia za pieniądze, ergo towarem. Rozgrywki biznesowe w Pierwszym milionie toczą się wyłącznie między mężczyznami – kobiety pełnią jedynie rolę pięknych przedmiotów – sekretarek, prostytutek. Najlepszą formą świętowania dla bohaterów jest orgia, nagie pławienie się grupowo w basenie z call girls. Sytuacja taka powtarza się kilkakrotnie, za każdym razem, gdy uda im się dokonać jakiejś ważnej transakcji. Stosunek bohaterów do kobiet dobrze pokazuje sytuacja, gdy Frik i Kurtz ścigają się samochodami, a prostytutki na czas uprawiają z nimi seks oralny. Bohaterowie po wyścigu zostawiają te dziewczyny na bezludziu, na poboczu drogi, żeby samemu tymczasem sikać na „nieudaczników” z mostu. Analogiczną sytuacją jest scena wyścigów elektrycznych dildo po stole w domu publicznym, jakie to sobie urządzają świętując podpici bohaterowie. Tę scenę uznać można za doskonałą metaforę patriarchatu. Nakręcane, sztywne i wiecznie wzwiedzione mechaniczne penisy, próbują dotrzeć pierwsze w zupełnie bezsensownej grze, w której nagrodą jest jedynie przewaga.

W serialowej rzeczywistości, gdy mężczyźni zajmują się grą na giełdzie, handlem zagranicznym i imprezami, kobieta uznawana przez głównego bohatera za porządną ma inne zadania. Ta porządna kobieta to Pynia bohaterka grana przez Joannę Pierzak – jej marzeniem jest posiadanie męża, willi i wielu dzieci, nie zaś kariera finansowa. Widząc pokój dziecięcy stwierdza od razu że jest za mały, sugerując swoją chęć prokreacji. Na ekranie widzimy jak robi zakupy dla swojego partnera czy zmienia jego pościel, podczas gdy jej chłopak, a później mąż zajmuje się tylko pracą zawodową w biznesie. Ani razu nie widzimy go przy pracy domowej. Pynia sama definiuje się przez czynności jakie wykonuje, jako chętna i gotowa do stosunku płciowego i prokreacji gospodyni domowa:  „świetnie gotuje, jestem miła w pożyciu, mogę zrobić masaż i parę innych miłych rzeczy, dyspozycyjna 24h na dobę”, mówi o sobie.

Poprzedni system to w Pierwszym milionie świat skorumpowany i biurokratyczny, pełen bezsensownych zasad krępujących naturalną przedsiębiorczość. Nawet członkowie dawnej peerelowskiej nomenklatury angażują się w działania wolnorynkowe, stając się w nowej kapitalistycznej rzeczywistości głównymi rekinami giełdowymi, najostrzejszymi graczami na rynku. Symbolem takiej roli jest grany przez Krzysztofa Pieczyńskiego, demoniczny Borucki, dawniej członek Komitetu Centralnego PZPR. Wykorzystuje on skorumpowany i marnotrawczy system PRL dla własnych interesów. Dla głównego bohatera Frika pełni rolę trochę podobną do Gordona Gekko z Wall Street. Początkowo jest antagonistą, aby z czasem stać się jego mentorem i figurą zastępczego ojca. Frik porzuca go dopiero pod koniec serialu, aby uzyskać samodzielność zarówno finansową jak i osobistą. Borucki przedstawia mu minusy skrajnego indywidualizmu i egoizmu rynkowego. Uczy Tomasza Frycza, że „wielkie pieniądze to wielka samotność, a powyżej 1 miliona dolarów każdy jest sam”. Rysuje przed nim także pozytywy. Stwierdza, że powyżej 100 mln dolarów posiadanego majątku, nie można złamać prawa, gdyż samemu się je ustanawia. Dopełnieniem potępienia systemu socjalistycznego jest wskazanie że Frik ma dom, w którym mieszkał dawniej ważny oficjel państwowy z kochanką. Jak się okazuje w serialu w poprzednim systemie oficjelem mogła być osoba podwójnie niemoralna. Formalnie komunista, w rzeczywistości posiada luksusową posiadłość. Dodatkowo mieszka tam z kochanką. Stoi w wyraźniej opozycji do kochającego i wiernego męża Frika. 

Entuzjastyczna wizja wolnorynkowej rzeczywistości, skrajny indywidualizm i patriarchalny model relacji damsko-męskich konstruuje główne osie narracyjne Pierwszego miliona. Męskość zostaje w nim zrównana z przedsiębiorczością, a posiadanie zasobów finansowych z życiowym sukcesem. Jeśli właściciel grubego portfela nie skazi się kontaktem z wyzutą z etyki komunistyczną machiną państwową, opanuje swoje idalne, agresywne popędy i wejdzie w tradycyjne role męża i ojca, jego zasoby przyczynią się do polepszenia sytuacji ludzi, którzy mają z nim styczność. Pierwszy milion jest opowieścią, w której swoje ucieleśnienie znajdują neoliberalna wizja stosunków społęczno-ekonomicznych, gdzie suma egoizmów rodzi ład, rozwój i wzajemną korzyść. To świat, w którym, jeśli tylko postępujemy zgodnie z konserwatywno-liberalną hierarchią wartości, zysk, jaki osiągamy, rozleje się na szeroko poza konto podmiotu. Można też to prościej streścić – ja, rodzina i przyjaciele, reszta to frajerstwo. 

 

Co łączy zombie z partiami socjaldemokratycznymi? Za jaką cenę geje kupili sobie akceptację? Co ma wspólnego Ragnar Lodbrok z Donaldem Trumpem? Dlaczego boimy się Mariusza Trynkiewicza? Czemu polskich żołnierzy w Afganistanie tak bardzo zajmuje kwestia aborcji? Ile wspólnego mają Cichociemni z Johnem Rambo? Jaką lekcję historii naprawdę przerabiamy, płacąc w sklepie za bułki? I co na to Batman? Te i inne pytania dotyczące związków popkulturowych fantazji z ideologią zadaje Przemysław Witkowski w swojej najnowszej książce Chwała Supermanom. Pozornie bezideowe programy rozrywkowe czy seriale okazują się bogatym złożem politycznych konceptów i struktur oraz ważną, sprawnie działającą częścią sieci aparatów, dzięki którym władza może reprodukować się w postaci przekonującej dla widzów opowieści o sobie samej.

Premiera: 26.04

monde-diplomatique.pl