Olaf Brzeski: "Przedsionek", 2015 karton, stal, ołów, fot. Markus Stein, dzięki uprzejmości artysty.

OBCY PRZEDSTAWICIEL PLENERU

Chodzi mi o samotestowanie, ale nie w jakiś ekstremalny sposób. Nie jestem artystą ekstremalnym, w moich działaniach przypominam chłopca z dobrego domu, który jest ciekaw, czy przetrwałby z chłopakami z dzielni. Angażuję się oczywiście w stu procentach, ale moja odwaga ma swoją granicę - tłumaczy Olaf Brzeski w rozmowie z Pauliną Jeziorek.

 

Czemu w swojej praktyce artystycznej tak bardzo koncentrujesz się na tym, by pokazywać, że materia nie jest tym, czym się wydaje?

Chodzi o grę z naszymi przyzwyczajeniami. O to, co jest lub nie jest możliwe, ale także o fakt, że to my nadajemy materii cechy. Pracując ze stalą albo innymi metalami, ceramiką, sadzą, drewnem, a ostatnio tekturą i papier-mâché, odzwyczajam się od wszystkiego, czego zostałem nauczony i do czego przywykłem. Chodzi mi o przebicie się przez warstwę klisz, które zostały we mnie utrwalone. Wydaje się, że materia, ta fizyczna, też ma swoją przyszłość i przeszłość, jest w ciągłym procesie przemian. Mircea Eliade w książce Kowale i alchemicy formułuje zaskakującą dla mnie holistyczną wizję przemiany materii. Twierdzi, że gdy wydobywamy z głębin ziemi na przykład rudy żelaza, być może dokonujemy czegoś w rodzaju przedwczesnego wydzierania substancji, która za kilkaset milionów lat mogłaby przeobrazić się w coś zupełnie innego. Być może w złoto? Bardzo lubię tę alternatywną alchemiczną ideę. Równie wspaniały wydaje mi się pomysł Walentego Roździeńskiego, który w XVII wieku stworzył Officina Ferraria, wierszowany poemat na ponad 60 stronach wychwalający rudy metali, a także pracę kowali i kuźników na przestrzeni wieków. Roździeński pisał o nich z miłością, jak o wybrance serca – w formie dedykowanej zdawałoby się wyższym wartościom.

Materia to jest wszystko, nie tylko morfologia, prawa fizyki albo chemii. To też prawa wiązań międzyludzkich – prawa rządzące całym naszym światem. Być może jest to coś co stoicy opisywali jako „sympatię wszystkich rzeczy”. W moim zawodzie tę uniwersalną materię można odginać, dokręcać, odwracać, przemalować, podgrzewać, lepić, ryć, ciąć i ponownie spajać.


Olaf Brzeski, Konstanty Brzeski: Captain AMERICA, 2015, karton, fot. Markus Stein, dzięki uprzejmości artysty.

Jedna z moich ulubionych prac, to rzeźba – kupa gnijącej zielonej trawy, nadpalonej na czubku. Lubię też twój szkic: artysta malujący stóg siana w galerii. Nieświadomie dokonałam nawet w głowie połączenia tych prac, a potem w różny sposób je trawestowałam. Wizualizowały mi się różne stogi i artyści utrwalający je na rożne sposoby. Twój stóg jest mroczny, a z jego nadpalonej części wystaje głowa. Co takiego widzi artysta malujący stóg, czego nie widać na pierwszy rzut oka?

Trudno mi powiedzieć coś wiążącego o tych stogach siana, stanowią one jakiś rodzaj obsesji, niezrealizowanej możliwości, do której do dziś nie wiem, jak się ustosunkować. Ludzie umieścili w pejzażu coś, co nie jest architekturą ani rośliną – kupę butwiejącego zielska z mrocznym wewnętrznym życiem, niemego świadka wydarzeń pod lasem. Wyczuwa się w nich coś pogańskiego, ale kojarzą się też nieuchronnie z wojną. Może stąd ten nadpalony czubek w mojej rzeźbie? Na pewno odwołuję się tu do klasyków malarstwa takich jak Millet albo Monet, do malowanych przez nich świetlistych, abstrakcyjnych obiektów zalegających w pejzażu. Doskonałość ich przedstawień jakoś mnie zainfekowała. Natomiast koncepcja artysty malującego stóg siana w galerii wynikła z prostego odwrócenia, czyli przeniesienia aktu wyjścia w plener w akt zamknięcia pleneru w domu. Umieszczenia fragmentu pejzażu wraz z artystą we wnętrzu, zamknięcia się w domu z „przedstawicielem” pleneru, jak z jakimś Obcym.

Często podejmujesz wątek reinterpretacji klasycznych tematów zakorzenionych w europejskiej tradycji sztuki czy też w samym rzeźbiarstwie. Najlepiej widać to chyba w serii porcelanowych popiersi, przedstawiających różnego typu upiory albo peryferyjne emocje. Czy kunszt jest dla ciebie istotną kategorią?

Ostatnio kunszt zamieniłem na mozół i pozorną jałowość rycia w bryłach żelaza tak, by się zużyć do imentu. Odniesienia do klasyki wynikają z bardzo klasycznego wykształcenia, szczególnie w moich początkowych pracach było to wyraziste, bo najlepiej odbijać się od już ubitego gruntu. 


Olaf Brzeski, Konstanty Brzeski: Klamka do toalety, 2015, mixed media, fot. Markus Stein, dzięki uprzejmości artysty.

Powiedziałeś kiedyś, że nie czujesz się częścią ekosystemu, bo zdajesz sobie sprawę z tego, że las ci nie pomoże, ponieważ las jest dobry do grzebania trupów. Czy tropienie w sobie szczątków pra-emocji (wykopywanie trupów?) nie świadczy jednak w twoim przypadku o czymś zupełnie przeciwnym?

Kilka lat temu kiedy grzebałem w lesie mojego psa zdałem sobie sprawę, że las to najbardziej kompetentny system przerabiania materii, pozbawiony jakichkolwiek luk czy strat. W lesie obieg ekosystemu jest też najlepiej widoczny. Jako trup, sam chciałbym być pogrzebany albo porzucony w ściółce. Nie chciałbym być spalony, ogień parzy.

Las, tak samo jak wspomniane wcześniej stogi siana, wydaje mi się Obcym. W ogóle natura jest wyraźnie zajęta własnymi rozterkami i planami na przyszłość, ma mnie w dupie. Podziwiam ją, ale nie czuję z nią połączenia.

A jeśli pytasz o „tropienie szczątków praemocji”, jak to nazwałaś, to grzebię w szarej strefie, zastanawiam się, co by było, gdybym oddał pole tym wyrzuconym myślom czy emocjom. Chodzi o samotestowanie, ale nie w jakiś ekstremalny sposób. Nie jestem artystą ekstremalnym, w moich działaniach przypominam raczej chłopca z dobrego domu, który jest ciekaw, czy przetrwałby z chłopakami z dzielni. Angażuję się oczywiście w stu procentach, ale moja odwaga ma swoją granicę.

Twoja rzeźba Autoportret w pewien sposób nawiązuje do problemu ego artysty. Nasza kultura daleko zaszła w eksplorowaniu pojedynczego ego, analizowaniu tego, co partykularne, osobiste, nawet jeśli ta droga okazywała się destrukcyjna dla samej jednostki czy grupy. Czy ciebie twoja sztuka buduje czy niszczy?

Niszczy? Nigdy. Wręcz odwrotnie. W najgorszym przypadku można powiedzieć, że zajmowanie się sztuką działa terapeutycznie, a w stanie idealnym dobra praca jest efektem zrozumienia mechanizmów działania materii. Materii siebie samego i otaczającej rzeczywistości. Rzeźba Autoportret odnosi się w równym stopniu do ego mężczyzny, jak i artysty. Jest o przechwalaniu się, mitologizowaniu własnej seksualności, potencji, czyli zdolności przekazywania swojego genotypu – praktyce powszechnej w męskim świecie. A jeśli chodzi o ego artysty, to dzisiaj poszedłem do Berlinische Galerie na wystawę prac Maxa Beckmanna. Zobaczyłem prace bardzo ambitnego i sprawnego malarza z ogromnym głodem sukcesu, być może poszukującego, ale bardziej próbującego wbić się w modne nurty – z wyjątkiem nurtu niemieckiego narodowego socjalizmu, bo za Hitlera Beckmann był jednym z „degeneratów sztuki”. Oglądając jego obrazy nie potrafiłem mu zaufać czy też polubić. Może o to właśnie chodzi: „dobry egocentryzm” stwarza jednostkę konsekwentną i prawdomówną, napędzaną takim typem ego, za którego przykładem można by pójść.


Olaf Brzeski, Konstanty Brzeski: Bez tytułu (lot muchy), 2015, stal, pióra, nici, fot. Markus Stein, dzięki uprzejmości artysty.


Olaf Brzeski: Głos z tyłu głowy, dzięki uprzejmości galerii Raster.

Bycie rzeźbiarzem wydaje się takie męskie, przynajmniej na poziomie cielesności. W pracy używa się mięśni, materia stawia opór, a jednak bierze się ją i formuje wedle zamysłu, koniec końców jest się zwycięzcą. Taki jest twój stosunek do materii?

Jeśli męskość oznacza przekazanie za wszelką cenę własnego kodu genetycznego i podbój materii, to w tym sensie rzeźbienie można nazwać męskim. Przynajmniej w stereotypowym tego słowa znaczeniu. Cenię sobie wysiłek fizyczny. Ból ciała po pracy jest mi potrzebny, z nim też związane jest większe poczucie odpowiedzialności za to, co tworzysz, dzięki niemu rośnie stopień kontroli nad wykonywaną pracą, choć ja również korzystam z pomocy innych. Wtedy oczywiście pojawia się kwestia ego artysty, ponieważ kiedy wymyślasz i wykonujesz rzeźbę samodzielnie, to podwójnie naznaczasz ją swoją indywidualnością, przekazując jej bardziej wyrazisty genotyp.

Mówiłeś o jednostce napędzanej takim typem ego, za której przykładem można podążać. Na ile twoje poszukiwania są poszukiwaniami dla samego siebie, a na ile dla innych?

Wygląda to tak: proces tworzenia jest dla mnie, a efekt tego procesu ma uwodzić innych.

Czy zastanawiasz się czasem, co byś robił, gdyby nie istniał obieg sztuki, przestrzenie galeryjne, które z taką łatwością potrafisz przerobić w inne krajobrazy – ni to lasu, ni to biura, ni to pokoju… Gdzie znalazłaby ujście twoja potrzeba autoekspresji?

Galerie istniały zawsze. Jaskinie też były galeriami, potem były nimi świątynie, kościoły, ratusze miejskie. Galeria jest takim preparatem mikroskopowym. Dzięki niej można wyabstrahować jakiś wycinek rzeczywistości i przyjrzeć mu się w świetle reflektorów.

Czy inspirowanie się czymś w twoim przypadku wiąże się z intelektualną obróbką różnych kwestii, czy natrafiasz na inspiracje na „na oślep”, jak to ująłeś w filmie Upadek?

Czasem na oślep. Interesuje mnie wiele tematów, ale nie każdy potrafię zrozumieć, nie z każdego umiem wyciągnąć wnioski czy być na niego na tyle otwartym, by zdołać go przełożyć na język sztuki prawdziwie, rzetelnie i prawdomównie, bez fałszywych pobudek. Jest kilka prac, które zrobiłem właśnie z fałszywych pobudek, są też takie, które zrobiłem dla pieniędzy albo żeby się popisać, zdarzało się też, że na siłę kontynuowałem coś, co od dawna było martwe, bo bałem się z tego zrezygnować. I to w nich widać.


Olaf Brzeski: Przedsionek, 2015 karton, stal, ołów, fot. Markus Stein, dzięki uprzejmości artysty.

Wiem, że ostatnio w procesie tworzenia – w realizacji twoich wystaw – uczestniczy twój syn. Pomyślałam, że dzieje się tak dlatego, że on jest spadkobiercą części twojej „wewnętrznej materii”. A ta przechodzi kolejny etap obróbki, podlega przemianom i to cię w niej interesuje. Czy odczuwasz coś takiego?

Zdecydowanie, Konstanty (5,5 lat) to materia, a wychowanie to manipulowanie. Praca z moim synem, przebiegająca niby na równych prawach, częściowo jednak była z mojej strony popychaniem go w pewnym kierunku, manipulowaniem jego potrzebami. Aby kontynuować realizację niewielkiej serii prac – tekturowych masek – zainicjowaną pewnego wieczoru w kuchni, musiałem powtarzać pewien rytuał zachęcania go do spędzania wieczorów z ojcem, podczas których przy okazji coś lepimy albo malujemy. W końcu musiałem przystać na rzeczy zaproponowane przez niego, zrezygnować z pełnej kontroli. Zresztą cały czas nad tym pracuję. Wystawa Przedsionek w Instytucie Polskim w Berlinie poświęcona była lękowi i ciekawości, które towarzyszą obserwowaniu rosnącego dziecka. Są chwile gdy ogarnia mnie ogromna miłość do niego, wtedy pojawia się zarazem równie mocny lęk przed jego stratą. Dlatego prace, które tam pokazaliśmy z Konstantym, są zabawne, ale i smutne – i to jest wkład rodzica opanowanego lękiem. Ta wystawa była też czymś nowym pod względem materiału, z którym pracowaliśmy, były to w większości tektura i papier-mâché. Dla niego ta wspólna praca też była istotna, bo on jest nieśmiały w działaniach plastycznych. Upieram się przy tym, aby uczył się rysować, bo to jest bardzo uniwersalna i przydatna forma komunikacji.

Co cię ostatnio najbardziej nurtuje lub cieszy? Jakiego typu eksploracjom poświęcasz najwięcej czasu w sensie grzebania się w jakimś temacie?

Właśnie wróciłem do Wrocławia po półtorarocznym pobycie rezydencyjnym w Berlinie, rozpakowuję się i ponownie adaptuję. Ostatnio największą przyjemność sprawia mi taniec – zwykły, barowy albo domowy, rekreacyjny. Odrywam się wtedy i mocno wzruszam. Następne moje przedsięwzięcie będzie właśnie o tańcu, o stanie umysłu, który łączy nas ze wszystkimi rzeczami.


Olaf Brzeski: Autoportret, 2013, brąz, fot. Stanisław Sielicki, dzięki uprzejmości artysty i galerii Raster.

Olaf Brzeski (1975) – polski rzeźbiarz, rysownik oraz twórca instalacji i filmów eksperymentalnych. Studiował na Wydziale Architektury Politechniki Wrocławskiej (1994-1995), Absolwent Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu (1995-2000). Mieszka i pracuje we Wrocławiu. Związany z galerią Raster w Warszawie.

POZA AKWARIUM to cykl autorskich wywiadów Pauliny Jeziorek. Serię tę zapoczątkował wywiad z Marcinem Maciejowskim, który w rozmowie dość mocno rozciągniętej w czasie odkrywał zakamarki głowy artysty. Rozmowy te to spacery po skrystalizowanej przestrzeni wewnętrznej. Innymi słowy, sięgają poza akwarium świata sztuki.