Weronika Gęsicka Bez tytułu #28, z cyklu Traces / Ślady, 2015–2017, dzięki uprzejmości artystki

NICZEGO NIE MOŻEMY BYĆ PEWNI

Wiele rzeczy można zobaczyć wyraźniej, jeśli pozbawi się je pierwotnego sensu. O manipulacjach obrazem i pamięcią z Weroniką Gęsicką rozmawia Ewa Dyszlewicz.

Ewa Dyszlewicz: Pamięć to jeden z centralnych tematów w twojej twórczości. Dlaczego?
Weronika Gęsicka: Według mnie pamięć to sposób, w jaki postrzegamy przeszłość w konkretnej chwili. Subiektywna, pod wpływem życiowych zmian i naszych własnych emocji staje się plastyczną masą, która łatwo może ulec przekształceniom. To ważna kwestia z perspektywy indywidualnej i zbiorowej, społecznej i politycznej. Dla mnie stała się tematem z powodu osobistych doświadczeń. Pierwszym z nich była szkoła treningu pamięci, do której w dzieciństwie zapisali mnie rodzice. Uczyłam się tam różnych mnemotechnik, czyli sposobów ułatwiających zapamiętywanie i – co ciekawe – również zapominanie. Polegało to głównie na wymyślaniu nieprawdopodobnych sytuacji – z dzisiejszej perspektywy myślę, że miało to na mnie duży wpływ. Innym ważnym doświadczeniem była opieka nad cierpiącą na alzheimera babcią. Obserwacja bliskiej osoby, która zapominając, traci własną tożsamość, była impulsem do pogłębienia zagadnień związanych z funkcjonowaniem pamięci, także w szerszym niż sama choroba kontekście. Mój pierwszy cykl Traces wyewoluował z tych doświadczeń, jednak jest przede wszystkim pracą o pamięci społecznej i mechanizmach jej działania. Z kolei w nowej pracy pod tytułem „Kolekcja” zajmuję się zagadnieniem fałszywych wspomnień, „niespodzianek”, które wytwarza nasz umysł.

Traces manipulujesz amerykańskimi fotografiami z lat 50. i 60., znalezionymi w internetowym banku zdjęć. Skąd wybór akurat takiego materiału?
Dorastałam w latach 90., kiedy w trakcie transformacji polskie społeczeństwo przeżywało okres szczególnej fascynacji kulturą amerykańską. Była wszędzie: w telewizji, kinie, prasie, literaturze. Mnie jako dziecku wydawało się, że Ameryką jestem wręcz zalewana. Przez intensywność tego kontaktu mam do niej dziś szczególną słabość i zapewne dlatego tak mocno ujęły mnie użyte w projekcie fotografie. Ich klimat jest niepowtarzalny, nie do znalezienia w żadnych innych zbiorach – francuskich, niemieckich czy tym bardziej polskich. To świat pełen obłych sprzętów gospodarstwa domowego, w którym elegancka, nosząca zawsze szpilki kobieta i ubrany w garnitur mężczyzna wiodą pozbawioną trosk egzystencję. Należy jednak pamiętać, że to nie tylko fantazja na temat idealnego życia rodziny z przedmieścia, lecz przede wszystkim projekt polityczny, który pozwolił na odbudowę powojennej gospodarki Stanów Zjednoczonych. Istotne dla mnie było też to, że do tego archiwum – obok zdjęć, które dziś nazwalibyśmy stockowymi – trafiły również fotografie amatorskie. Nie wiadomo więc, czy mamy do czynienia z obrazem wykreowanym, czy dokumentalnym. Spodobała mi się ta nieoczywistość, to rozmywanie granic.

W dzisiejszych czasach kwestia konstruowania pamięci i tożsamości jest tematem niezwykle ważnym. Czy twoją twórczość można w takim razie odnieść do polskiego kontekstu?
Ten problem dotyczy nie tylko Polski. Wszędzie na świecie rozwijają się ruchy radykalne, które podejmują próby manipulacji pamięcią społeczną. W ten sposób wpływa się nie tyle na przeszłość, ile przede wszystkim na teraźniejszość i przyszłość. Historia okazuje się nie tyle obiektywnym zapisem zdarzeń, ile ich rekonstrukcją i interpretacją. Podobnie rzecz ma się ze wspomnianym przeze mnie zjawiskiem „wszczepiania” wspomnień. W 2012 grupa naukowców (Frenda, Knowles, Saletan, Loftus) przeprowadziła eksperyment, w którym badani dostali do obejrzenia zestawy zdjęć dotyczących różnych wydarzeń politycznych; w każdym z nich jedna z fotografii była sfabrykowana. Okazało się, że ponad połowa osób „pamiętała” wydarzenia, które nigdy nie miały miejsca, natomiast jedna czwarta zapewniała, że na własne oczy widziała relację z nich w mediach. To pokazuje, jak potężnym narzędziem w kreowaniu naszej pamięci są obrazy.

Weronika Gęsicka Bez tytułu #23, z cyklu Traces / Ślady, 2015–2017, dzięki uprzejmości artystki

Używasz fotografii, jednak w twoich pracach widać wyraźny wpływ surrealizmu, który powstał niejako wbrew jej pierwotnym założeniom – jako protest przeciwko rzeczywistości.
Pewne rzeczy można zobaczyć wyraźniej, jeśli pozbawiamy je pierwotnego sensu i umieścimy w nietypowym kontekście. Nieprzypadkowo jako swoje medium wybrałam fotografię – wciąż, po prawie dwóch stuleciach, panuje przekonanie, że to medium „obiektywne”. W swoich pracach staram się zdemaskować to złudzenie, choć ludzie wciąż czytają moje prace bardzo dosłownie, jakby nie dostrzegając wprowadzanych przeze mnie manipulacji. Najjaskrawszym tego przykładem była dyskusja pod jednym z moich zdjęć z Traces. Przedstawia ono wakacyjną scenkę: uśmiechnięte dziewczyny siedzą na barkach swoich chłopaków – tyle że w mojej wersji ich głowy znikają w ciałach kobiet. Wiele osób było przekonanych o dokumentalnym charakterze zdjęcia, zastanawiali się na przykład, w jaki sposób ci chłopcy byli w stanie oddychać. Dla mnie było to dosyć szokujące, choć potwierdza tylko, jak wciąż silne jest przekonanie o prawdzie” w fotografii.
Manipulacja zachodzi zresztą nie tylko na tym poziomie. Już sam zestaw zdjęć, który pojawia się po wpisaniu odpowiedniego hasła do wyszukiwarki, to próba reinterpretacji małego kawałka rzeczywistości. Do mojego projektu wybierałam zdjęcia intuicyjnie, pod wpływem jakiejś emocji. Zależało mi, żeby odtworzyć podobną relację u widza, który po raz pierwszy patrzy na moje prace.

Wróćmy jeszcze do tematu, o którym wspominasz, czyli stereotypowego obrazu kobiety i jej relacji społecznych w epoce powojennego baby boomu.
Aby uzupełnić braki kadrowe w trakcie wojny, zachęcano kobiety do podejmowania pracy w przemyśle – w tym celu powstał nawet specjalny program rządowy Training Within Industry. To wówczas w kulturze masowej pojawiła się postać Rosie the Riveter, symbolizująca wysiłek ówczesnych robotnic. Jednak po zakończeniu wojny zaczęły się masowe zwolnienia, trzeba było ustąpić miejsca wracającym z frontu mężczyznom. Miejscem kobiety z powrotem stał się dom. Państwo wspierało tradycyjny model rodziny, między innymi poprzez specjalną ustawę o readaptacji żołnierzy, gwarantującą korzystne pożyczki na kupno nieruchomości, założenie firmy czy szeroki wachlarz pomocy socjalnych. Promowany w mediach ideał gospodyni domowej, czekającej z uśmiechem na męża i gromadkę dzieci, stał się jedynym obowiązującym wzorcem dla amerykańskiej kobiety. Dopiero lata 60. przyniosły początek rewolucji obyczajowej. Rozpoczął się powolny proces zmian, między innymi poprzez zniesienie ustawy zabraniającej zamężnym kobietom aktywności zawodowej. Jednak mimo kolejnych fal feminizmu problemy te nie zostały do końca rozwiązane i wciąż w jakimś stopniu społecznie konstruowane jesteśmy przez „męskie spojrzenie”.
Z drugiej strony wydaje mi się, że między kobietami wciąż brak jest wzajemnego wsparcia, prostej życzliwości. Mam nadzieję, że ostatnie Czarne Protesty uświadomią nam, jaka siła tkwi w solidarności i wspólnocie. Ja sama w życiu codziennym odczuwam takie wsparcie na przykład ze strony mojej siostry, która też jest fotografem. To dzięki niej przełamałam kilkuletnią blokadę i zdecydowałam się na pokazanie swoich prac.

Weronika Gęsicka Bez tytułu #4, z cyklu Traces / Ślady, 2015–2017, dzięki uprzejmości artystki

Co działo się z tobą po zakończeniu Akademii?
Studia były dla mnie bardzo intensywnym okresem, angażowałam w nie całą swoją uwagę i energię. Mimo że zdałam na grafikę, dość szybko zainteresowałam się fotografią i magią, jaka towarzyszy pracy w ciemni. Wciągnęło mnie to zupełnie. Po ukończeniu Akademii przyszedł jednak lęk, nie chciałam wystawiać prac publicznie, bałam się krytyki. Postanowiłam więc zająć się innymi rzeczami – zainteresowałam się obróbką metalu i drewna, robiłam odlewy, eksperymentowałam na nowo z obrazem fotograficznym.

Ten okres chyba nie był do końca bezowocny. W swoim nowym projekcie wykorzystujesz tamte doświadczenia. 
Tak, to wtedy pojawiły się pierwsze pomysły na Kolekcję”. Wówczas sporo eksperymentowałam z samą materią. Początkowo była to głównie fascynacja tworzeniem czegoś fizycznego, namacalnego i – jak mi się wtedy wydawało – bardziej realnego niż sama fotografia.
Kolekcji” wracam znów do kwestii manipulacji pamięcią i fałszywych wspomnień, tym razem w kontekście współczesnej produkcji wizualnej w mediach społecznościowych. Szczególnie zainteresowała mnie kwestia kreowania własnego „ja” na ich potrzeby. Jaką prawdę o naszych czasach będzie można w przyszłości wyczytać z tych zdjęć? Czy to nie przedmioty codziennego użytku, które mimowolnie się na nich pojawiają, będą w stanie opowiedzieć więcej o współczesności niż my sami? Cała masa tych rzeczy, które towarzyszą nam na co dzień, a pozostają niezauważalne – dziadek do orzechów, młynek do mięsa, rękawice kuchenne – stały się punktem wyjścia do dalszej pracy. Postanowiłam zmodyfikować je tak, aby stały się swoistym zakrzywieniem” naszej pamięci, czymś, co prawdopodobnie – choć niekoniecznie – mogłoby istnieć.

Czy te przedmioty pozwalają odczytać twoją osobistą historię?
W kilku pracach pojawiają się elementy związane ze mną. Często używam też własnego ciała do stworzenia pewnych fragmentów fotografii, ale podobnie jak w Traces – nie jest to opowieść o mnie. To historie ogólne, zasłyszane, być może niektóre z nich są nawet prawdziwe. Być może. Ale niczego nie możemy być pewni.

 

 

Weronika Gęsicka
Urodzona w 1984 r. we Włocławku. Absolwentka Akademii Sztuk Pięknych oraz akademii Fotografii w Warszawie. Stypendystka ministra Kultury i Dziedzictwa narodowego. Laureatka m.in. Foam talent (2017), Lens- Culture Emerging Talent Awards (2016) i sekcji ShowoFF na festiwalu Miesiąc Fotografii w Krakowie (2016). Finalistka Prix HSBC pour la photographie (2017) i Prix levallois (2016). W swoich projektach podejmuje tematy dotyczące pamięci i mechanizmów jej działania. interesująją związane z tym teorie naukowe i pseudonaukowe, mnemotechniki oraz różnego rodzaju zaburzenia. obszar jej działania to przede wszystkim fotografia, ale tworzy również obiekty i różnego rodzaju przedmioty. Ważną częścią jej twórczości jest praca na materiałach archiwalnych. Mieszka i pracuje w Warszawie.