Monika Drożyńska, Naszyzm, 2017, haft, fot. dzięki uprzejmości artystki, pracę będzie można oglądać od 10.03 na wystawie "Wszystko widzę jako sztukę" w Zachęcie

Najmojszość – rzecz o potrzebie podziału

W miarę, jak potrzeba staje się społecznym marzeniem, marzenie staje się potrzebne.
Guy Debord, Społeczeństwo spektaklu[1] , przeł. A Ptaszkowska

Cóż teraz poczniemy bez barbarzyńców?
Ci ludzie byli jakimś rozwiązaniem.

Kawafis, Czekając na barbarzyńców[2] 

 

Guy Debord rozpoczyna swoją książkę od stwierdzenia, że życie społeczeństw, w których dominują nowoczesne warunki produkcji, zapowiada się jako kumulacja [3] spektakli – „wszystko, co było dotąd przeżywane bezpośrednio, oddaliło się w przeżywanie”. Zdaniem Deborda w spektaklach bierze udział każdy – skupiają one na sobie naszą świadomość, a ponieważ z natury są „obszarem wydzielonym”, stają się przez to polem „nadużycia spojrzeń i fałszywej świadomości”[1]. Czyli – łącząc publiczność, stają się narzędziem rozdzielenia. Intelektualne rozważania Deborda mocno wybrzmiały w Paryżu w maju 1968 roku, podczas wydarzeń, które, mówiąc w dużym skrócie, były wynikiem szczególnej koncentracji problemów natury politycznej i ekonomicznej, a także zmian obyczajowych i kulturowych. Protest rozlał się na ulicę, zwyciężyła potrzeba wyodrębnienia się z rzeczywistości, na którą nie było już zgody.

Jak to się dzieje, że w społecznościach rodzi się chęć mniej lub bardziej wyrazistego oddzielenia się od innych? Do czego jest nam to potrzebne? Czy czerpiemy z tego jakiekolwiek korzyści?

Gdy mówi się o potrzebie oddzielenia się, nie można pominąć innej, równie ważnej: potrzeby przynależności. Osoba pragnąca oddzielić się od kogoś lub czegoś nie ma wyjścia – musi przypisać się gdzie indziej[4] . Według Abrahama Maslowa potrzeba afiliacji pomaga nam przezwyciężyć poczucie osamotnienia, wyalienowania i obcości, a także wzmacnia tendencję do nawiązywania relacji i uczestnictwa w życiu grupy[2]. Ma swoje źródło w potrzebie bezpieczeństwa. Pragniemy czuć się akceptowani w grupach społecznych, do których należymy, niezależnie od ich wielkości. Chcemy być częścią jakiejś całości, obojętnie, czy będzie to grupa współpracowników, drużyna sportowa, organizacja religijna, rodzina, przyjaciele, partnerzy czy partia polityczna. Maslow w swojej piramidzie potrzeb sytuuje dążenie do przynależności na równi z dążeniem do miłości – ludzie chcą kochać i być kochanymi. Gdy ta potrzeba nie zostaje zaspokojona, wystawiamy się na samotność i lęk. Potrzebujemy więzi z innymi, potrzebujemy punktu odniesienia, identyfikacji, która pomaga nam komunikować naszą własną tożsamość w relacjach ze światem. „Bycie z kimś” – a więc także przynależność do danej społeczności – często oznacza „bycie kimś”.

Prowadzone przez psychologów społecznych badania nad tożsamością podkreślają, że identyfikowanie się z określoną grupą przynosi nam liczne korzyści. Sposób, w jaki opisujemy swoje miejsce w społeczeństwie, wiąże się z emocjonalnym zaangażowaniem we wspólnotę, podzielanym z innymi jej członkami. Sprawia ono, że chronimy pozytywną samoocenę, którą opieramy na wizerunku grupy, między innymi wybielając ją i faworyzując. Etnocentryzm, czyli postrzeganie własnej grupy jako lepszej, wynika z ewolucyjnych uwarunkowań naszego gatunku – nasi przodkowie, żyjąc w stadach, w warunkach nieustannej walki o pożywienie, zmieniającego się klimatu i zagrożenia ze strony drapieżników, wykształcili tendencję do rywalizowania pomiędzy grupami, jednocześnie wzmacniając wagę wewnątrzgrupowej współpracy[3]. Psychologowie ewolucyjni w ten sposób tłumaczą naszą skłonność do popadania w konflikty z przedstawicielami innych narodów, kultur czy grup etnicznych. W dzisiejszym świecie ksenofobia nadal działa – w rzeczywistości przeładowanej bodźcami pozwala w prosty sposób porządkować świat: wiemy, do kogo możemy się zbliżyć (bo jest „swój”), a kogo trzeba unikać (bo to „obcy”). Ten usztywniony podział jest jednym z czynników, które wzmacniają rywalizację pomiędzy grupami, ułatwiają współpracę wewnątrz danej społeczności i budują jej narrację oraz wspólną mitologię.

Podział na „naszych” i „obcych” dokonuje się w sposób automatyczny, dzięki temu widzimy świat w sposób jednoznaczny, bez wątpliwości – a zatem także bez lęku. Szufladkowanie pomaga nam sprawnie zorganizować nasze otoczenie społeczne: potrzebujemy etykiet, żeby uporządkować szum informacyjny, który na co dzień nas otacza. Tożsamość zbudowana na poczuciu przynależności do wydzielonej wspólnoty wzmacnia poczucie więzi z większą zbiorowością nawet wtedy, kiedy nie znamy wszystkich osób, które do niej należą. Podział „my” / „oni” sprawia, że rzeczywistość wydaje się bardziej przewidywalna. W rezultacie zyskujemy spokój na wielu poziomach – bo świat, który nie jest czarno-biały, budzi wiele wątpliwości i zaburza nam także obraz samych siebie. W warunkach „poznawczego ciepełka” trudno zadać sobie pytanie o to, czy aby na pewno nasze przekonania są oparte na faktach; odrzucenie sztywnych dogmatów wymaga wysiłku intelektualnego, musimy rozbudzić w sobie ciekawość poznawczą.

Henri Tajfel, który prowadził badania nad rozwojem tożsamości społecznej, wykazał dwa istotne czynniki motywujące nas do podkreślania przynależności do grupy – pierwszym jest dążenie do budowania pozytywnego obrazu własnego „ja” poprzez podkreślanie wyższości „swoich”. Obniżona samoocena motywuje ludzi do podkreślania swojej przynależności do danej grupy, a identyfikacja z nią i podkreślanie jej mocnych stron często podwyższają samoocenę i przywracają utracone w różnych okolicznościach poczucie własnej wartości[4]. To tłumaczy wybiórczą percepcję – podkreślamy sukcesy oraz bagatelizujemy i usprawiedliwiamy porażki grupy, do której należymy.

Drugim ważnym czynnikiem jest dążenie do obniżenia niepewności, zwłaszcza gdy dotyczy to spraw dla nas istotnych: komu mogę zaufać, kto mnie nie oszuka? Ilość informacji o świecie, relacjach i ludziach, które codziennie musimy przetwarzać, jest przytłaczająca – skąd mam wiedzieć, która informacja będzie dla mnie bezpieczna? Określenie „z kim jestem” porządkuje to, „kim jestem”[5] . Tomasz Besta i Natasza Kossakowska-Berezecka w książce Między grupami podkreślają, że „długotrwała lub silna niepewność w relacjach z innymi może motywować jednostki do podejmowania bardziej radykalnych czy ekstremistycznych działań. Kryzysy społeczne związane z niepewnością, co przyniesie jutro, sprzyjają próbom przekształcenia grup, do których już należymy, w bardziej ortodoksyjne”. Radykalizacja przekazu i sprowadzenie go do czarno-białej wizji świata pomagają w dookreśleniu tożsamości społecznej, zwłaszcza wtedy, kiedy tożsamość indywidualna nie jest wyrazista. Wówczas w sukurs przychodzi grupowa narracja i jej sformatowana wizja rzeczywistości.

Psychologia społeczna traktuje też o fuzji tożsamości – czyli o „zlewaniu się” z grupą, co wiąże się z silnym emocjonalnym związkiem ze wspólnotą. Taka fuzja następuje wtedy, gdy opisujemy siebie takimi samymi kategoriami jak grupę, do której należymy. Innymi słowy: jest to poczucie, że grupa i ja to jedno, interesy grupy są moimi interesami, a obrona grupy staje się moim najważniejszym zadaniem. William Swann wykazał, że osoby „zlane” ze wspólnotą, do której należą, chętniej angażują się w agresywne zachowania w obronie członków swojej społeczności[5]. Badania polskich naukowców pokazały także, że osoby z fuzją tożsamości mają większą tendencję do zaprzeczania niemoralnym lub niewłaściwym zachowaniom członków własnej grupy[6]. Czynnikiem, który włącza ten mechanizm, jest poczucie grupowej kontroli i ochrony. Poczucie, że dzięki wspólnocie celów i wartości jest się chronionym przez grupę, a przez to też zobowiązanym do jej ochrony, że można wpływać na jej kształt i działania, jest istotną korzyścią psychologiczną. Gdy przynależymy do konkretnej społeczności, oprócz podniesienia poczucia własnej wartości i redukcji lęku zyskujemy w pakiecie także poczucie kontroli i przekonanie o własnej skuteczności.

W chęci określenia siebie poprzez przynależność do grupy nie ma niczego dziwnego – jak twierdzi Jonathan Haidt w książce Prawy umysł, „ludzie są grupolubni”. Gra zespołowa daje nam bowiem możliwość bycia mistrzem, mimo że indywidualnie możemy nie być w niczym najlepsi – w naszych umysłach działają mechanizmy, które sprawiają, że rywalizując z innymi grupami, potrafimy zadbać o interesy własnej grupy. Przyjęcie tożsamości grupowej pozwala przeżywać wspólnie emocje i pracować z innymi nad osiągnięciem wspólnych celów. Grupy od zawsze konkurują z innymi, a nagradzane są te, które złożone są z jednostek gotowych współpracować i działać dla wspólnego dobra, nawet gdyby bardziej opłacalne było oszukiwanie lub nawet opuszczenie wspólnoty[7]. I wszystko jest dobrze, dopóki mentalność grupy nie jest zdominowana przez „egoistów i kłótników”, jak pisał Darwin[6] .

Ważna jest także umiejętność przyjmowania krytyki. Grupa, która tego nie potrafi, ma zniekształconą percepcję rzeczywistości, koncentruje wysiłki na idealizacji swojego wizerunku. Takie bezkrytyczne podejście do własnych działań wiąże się ze zjawiskiem nazwanym kolektywnym narcyzmem[8]. To silne przekonanie o wyższości grupy, do której się przynależy – „moja grupa jest najlepsza i najważniejsza dla świata, w mojej grupie wszystko jest bardziej”. Taka grupowa pewność siebie pozostaje nienasycona – wymaga ciągłego potwierdzania unikalności własnej wspólnoty, upewniania się w takim przekonaniu. Jakiekolwiek negatywne komentarze na ten temat wywołują poczucie zagrożenia – dbałość o fasadę i wizerunek jest kluczowa.

Badania nad kolektywnym narcyzmem wywodzą się z psychologii klinicznej. Jej kryteria diagnostyczne pokrywają się z psychopatologią osób z narcystycznym zaburzeniem osobowości, i mówią o utrwalonym wzorcu między innymi następujących cech:

  • wyolbrzymione poczucie własnej ważności, oczekiwanie uznania własnej wyższości niewspółmiernego do rzeczywistych dokonań;
  • fantazjowanie o nieograniczonych wpływach, możliwościach, wybitnych zdolnościach i własnym powodzeniu;
  • usztywnione przekonanie o własnej wyjątkowości, którą mogą zrozumieć lub z którą mogą obcować tylko inni podobnie wyjątkowi ludzie;
  • nieumiejętność przyjmowania krytyki;
  • żywienie przekonania o szczególnych uprawnieniach (na przykład oczekiwanie, że wszyscy będą się podporządkowywać ustaleniom danej jednostki lub grupy);
  • nastawienie eksploratorskie[7] , wykorzystywanie innych do własnych celów;
  • brak empatii, brak umiejętności identyfikowania się z potrzebami innych;
  • arogancja i wyniosłość[9].

Już sama przynależność do danej społeczności wpływa na nasz sposób przetwarzania informacji i ocenę innych, a jeżeli dodamy do tego jeszcze narcystyczną osobowość grupy z jej brakiem umiejętności przyjmowania krytyki, głęboką wiarę w to, że wyidealizowany wizerunek własny jest prawdziwy, oraz usztywnione przekonanie o wyższości własnych racji, i jeżeli w tej grupie są osoby, które mają silną tendencję do stereotypizowania i stygmatyzowania tych, którzy myślą inaczej, które nawołują do dyskryminacji, wspierają uprzedzenia i odrzucają możliwość konstruktywnego rozwiązywania konfliktów – mamy przygotowany grunt do narodzin autorytaryzmu, do wzmocnienia czarno-białej, uproszczonej, nieskomplikowanej emocjonalnie wizji świata. Besta i Kosakowska-Berezecka w książce Między grupami podkreślają istotną rolę autorytaryzmu oraz orientacji na dominację społeczną w rozwijaniu uprzedzeń i tworzeniu podziałów. Definiując autorytaryzm jako „strukturę poznawczą złożoną ze specyficznych poglądów i ideologii, która wpływa na interpretację rzeczywistości i na zachowania osób”, przytaczają wnioski Boba Altemeyera, który na podstawie badań wykazał, że prawicowy autorytaryzm określają trzy główne postawy:

  1. autorytarna uległość (podporządkowanie władzy),
  2. autorytarna agresja (wyrządzanie komuś krzywdy w przekonaniu, że sankcjonują to autorytety),
  3. konwencjonalizm (wysoki stopień akceptacji norm i zasad społecznych)[10].

Ze współczesnych badań nad autorytaryzmem wynika, że autorytaryzm nie jest ani prawicowy, ani lewicowy – kluczowe jest przedkładanie konformizmu ponad wolność, niezależnie od przekonań[11]. Społeczności zorientowane na dominację społeczną cechują się nacjonalizmem i przyzwoleniem na dyskryminację, mają potrzebę hierarchizowania, są silnie przekonane, że jedne grupy są bardziej wartościowe niż inne, potrzebny jest im kozioł ofiarny. I tak jak autorytaryzm wiąże się z relacjami wewnątrzgrupowymi, tak tendencja do dominacji społecznej dotyczy relacji międzygrupowych. Agresja i nietolerancja wobec „innego” są istotną częścią narracji grup autorytarnych, myślenie w kategoriach różnorodności i otwartości jest zagrażające, a im większe poczucie społecznego zagrożenia, tym większa radykalizacja. Wizja rzeczywistości musi być spójna i bezpieczna, co oznacza, że musi ona być znana i przewidywalna. Dlatego opisywanie świata w kategoriach zagrożenia przez osoby autorytarne mobilizuje zachowania agresywne i uprzedzenia oraz wzmacnia konformizm i uległość wobec silnych przywódców[12]. Wzmacniając w ten sposób własną siłę, gardzi się wszelkimi przejawami słabości. Istotną cechą takich społeczności i ich przywódców jest antyintracepcja – niechęć do wglądu, rozumienia własnych potrzeb psychicznych oraz potrzeb psychicznych innych ludzi[13].[8]  Potrzeba refleksji na temat pragnień i uczuć jest radykalnie spłycona, dominujące i nagradzane jest sztywne przywiązanie do tradycyjnych norm, konserwatyzm i cynizm, pomagający budować coraz wyższy mur pomiędzy grupami. Budowanie własnej siły poprzez dewaluującą innych narrację i wykorzystanie lęku jest częstym zabiegiem stosowanym przez polityków. Partie polityczne polaryzują ludzi, niszcząc dobre relacje społeczne, zbijają swój kapitał wyborczy, strasząc „innymi” – łatwiej bowiem manipulować, wzbudzając lęk, niezależnie od tego, czy zagrożenie jest prawdziwe, czy cynicznie wymyślone na użytek wyborów.

Zastanawiając się nad tym, dlaczego polityka tak skutecznie dzieli ludzi, Jonathan Haidt opisał badanie mechanizmu polaryzacji postaw, która występuje w sytuacji, kiedy osobom o różnych poglądach politycznych przekazywane są te same informacje[14]. Drew Westen podczas kampanii prezydenckiej w USA w 2004 roku przeprowadził badanie mózgów zwolenników różnych opcji politycznych z użyciem rezonansu magnetycznego (fMRI). Zaprosił piętnaścioro demokratów i tyle samo republikanów, i umieszczał ich kolejno w skanerze fMRI; wyświetlał w nim slajdy przedstawiające sytuacje, w których zwolennicy każdej z partii czuli się zagrożeni z powodu hipokryzji swojego kandydata oraz nie odczuwali zagrożenia, a wręcz nawet czuli przyjemność, kiedy kandydat przeciwnego obozu zostawał przyłapany na podobnym zakłamaniu. Westen chciał sprawdzić, jaki model umysłu dominuje u wyborców; wyniki pokazały, że pierwszeństwo mają procesy emocjonalne i intuicyjne, „które wzywają na pomoc racjonalne rozumowanie tylko wtedy, gdy jest ono potrzebne, by uzasadnić pożądany wniosek”[15]. Informacje zagrażające (hipokryzja popieranego kandydata) aktywizowały te obszary mózgu, które były związane z emocjami – wzbudzały się te części, które odpowiadają za negatywne emocje i reagowanie na karę. Kiedy Westen usuwał zagrożenie, u badanych dochodził do głosu ośrodek nagrody i następował wzrost poziomu dopaminy, która odpowiada za powstawanie przyjemnych odczuć. Haidt sugeruje, że wynik tego badania może wyjaśniać powód, dla którego zdecydowani zwolennicy ugrupowań politycznych są tak uparcie przywiązani do swoich przekonań – „mózg zagorzałego stronnika był wielokrotnie nagradzany na umysłowe wygibasy, które uwalniały go od niechcianych przekonań. Gorliwe zaangażowanie po którejś ze stron może dosłownie uzależniać”[16].

Mogłoby się więc zdawać, że jeżeli do procesów społecznych dodamy jeszcze chemię mózgu, będziemy mieli gotową odpowiedź na pytanie o potrzebę podziału. Gdyby tylko było to takie proste i przyjemnie jednoznaczne… Nasze społeczności są złożone, podejmujemy decyzje i dokonujemy podziałów między- i wewnątrzgrupowych według rozmaitych kryteriów, które psychologia społeczna wciąż stara się wyjaśniać. Dlatego na koniec chciałabym oddać głos nie psychologii, ale filozofii.[9]  Isaiah Berlin pisze: „Doszedłem do wniosku, że istnieje mnogość idei, wielka różnorodność kultur i temperamentów […]. Nie istnieje nieskończoność [wartości] – liczba ludzkich wartości, takich, do których mogę dążyć, zachowując przy tym człowieczeństwo, swój ludzki charakter, jest skończona – powiedzmy 74, a może 122 albo 127, w każdym razie skończona, niezależnie od tego, ile dokładnie wynosi. Jest to ważne dlatego, że jeśli jakiś człowiek dąży do jednej z tych wartości, to ja, który do niej nie dążę, potrafię zrozumieć, dlaczego on to robi, albo jak by to było, gdybym ja sam w jego sytuacji był skłonny do niej dążyć. Oto skąd się bierze możliwość ludzkiego zrozumienia”[17].

I niech to będzie pointa dla nas wszystkich, obojętnie po której stronie – pointa ponad podziałmi [10] [11] 

bio

Agnieszka Jasińska – psychoterapeutka pracująca w nurcie poznawczo-behawioralnym, ukończyła psychologię na Uniwersytecie Gdańskim i kulturoznawstwo na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Jej główne zainteresowania terapeutyczne to terapia międzykulturowa, terapia zaburzeń afektywnych oraz relacje między sferą somatyczną i psychiczną, głównie w kontekście chorób przewlekłych. Jest autorką publikacji na temat zastosowania terapii poznawczo-behawioralnej w leczeniu depresji osób zakażonych wirusem HIV oraz wykorzystywania jej technik w leczeniu osób po przebytym zapaleniu mózgu. Wiceprzewodnicząca Zarządu Polskiego Towarzystwa Terapii Poznawczej i Behawioralnej. 

 

 

[1] Guy Debord, Społeczeństwo spektaklu, przeł. Anna Ptaszkowska przy współpracy Leszka Brogowskiego, słowo / obraz terytoria, Gdańsk 1998.

[2] Abraham Maslow, Motywacja i osobowość, przeł. Józef Radzicki, PWN, Warszawa 2006.

[3] Tomasz Besta, Natasza Kossakowska-Berezecka, Między grupami. Przewodnik po relacjach z ludźmi, którzy się od nas różnią, Smak Słowa, Sopot 2017.

[4] Tamże.

[5] Tamże.

[6] Tamże.

[7] Jonathan Haidt, Prawy umysł. Dlaczego dobrych ludzi dzieli religia i polityka?, przeł. Agnieszka Nowak-Młynikowska, Smak Słowa, Sopot 2014.

[8] T. Besta, N. Kossakowska-Berezecka, Między grupami, dz. cyt.

[9] Theodore Millon, Richard Davis, Zaburzenia osobowości we współczesnym świecie, przeł. Helena Grzegołowska-Klarkowska, Justyna Kotlicka i inni, Instytut Psychologii Zdrowia PTP, Warszawa 2005.

[10] T. Besta, N. Kossakowska-Berezecka, Między grupami, dz. cyt.

[11] Tamże.

[12] Tamże.

[14] J. Haidt, Prawy umysł, dz. cyt.

[15] Tamże.

[16] Tamże.

[17] Tamże.