Maciej Niemojewski: z cyklu "Styk", 2015, dzięki uprzejmości artysty

NA STYKU Z RZEMIOSŁEM

Może wszystko już było, ale nie było nas – i o to chodzi. Nikt jeszcze nie opowiadał moich historii ani tego, co ja widzę i jak to widzę - mówi fotograf Maciej Niemojewski

 

 

These Places to cykl pokazujący te miejsca w Paryżu, w których w listopadzie ubiegłego roku terroryści dokonali zamachów. Jak powstały te zdjęcia?

Trzy dni po zamachach pojechałem do Paryża do rodziny. Tak się złożyło. Trochę chodziłem po mieście i oczywiście miałem przy sobie aparat. Coś mnie ciągnęło w tamte miejsca, choć na pewno nie skłonność do reportażu. To był moment szoku. Pogrążeni w żałobie ludzie tworzyli rzeźby z kwiatów i różnych innych rzeczy, chcąc w ten sposób upamiętnić ofiary.

Prawdę mówiąc, nie lubię robić tego typu zdjęć. Na studiach uczęszczałem wprawdzie do pracowni reportażu Witolda Krassowskiego i próbowałem coś z siebie wycisnąć, ale bez powodzenia. Kiedy po powrocie wywołałem filmy, okazało się jednak, że ta historia jakoś się układa.

 

W takich sytuacjach bazujemy na uwspólnionej wiedzy – mamy świadomość, co tam się wydarzyło, jak wyglądały te miejsca, znamy je z przekazu medialnego, z serii tych samych obrazów wciąż migających w serwisach informacyjnych. Twoje fotografie skupiają się na detalu.

Teraz dostrzegam, że ten detal może mocno oddziaływać, sprawia, że wyobrażasz sobie, co tam się działo. Pójść w te miejsca, być świadkiem tamtych emocji, patrzeć na płaczących ludzi, to było przeżycie. Jest tu zdjęcie przedstawiające śmietniki – stoją przy domu, w którym mieszkali zamachowcy. W jednym z tych pojemników jeden z nich przez kilka godzin ukrywał się przed antyterrorystami. Nie wiem dokładnie w którym, ani nawet czy to są dokładnie te śmietniki, ale akurat one stały pod ich domem.


Maciej NIemojewski: z cyklu These Places, 2015, dzięki uprzejmości artysty

Wspomniałeś, że uczyłeś się u Witka Krassowskiego, który na przełomie lat 80. i 90. tworzył znakomite reportaże. Rejestracja ludzkiego ciała, jego ekspresji i pochwyconej przez fotografa autentyczności odgrywała wtedy olbrzymią rolę. Tymczasem dziś młodzi, robiąc sobie zdjęcia, zasłaniają twarze, chowają się w snapczatowych nakładkach czy pozowanych selfikach. Kiedyś mogliśmy przeglądać się w reportażach, teraz wielu fotografów przedstawia świat bez ludzi. W twoich kadrach świat też jest pozbawiony elementu ludzkiego.

Moja niechęć do fotografii reportażowej wynika raczej z tego, że nie umiem robić zdjęć ludziom, których nie znam.

 

Ale obecność człowieka na fotografii jest ważna. Co musiałoby się zdarzyć, żebyś uznał człowieka za ciekawy temat?

Pracuję właśnie nad cyklem zdjęć o moim bracie. Szlifuję pomysły, jak on ma na tych zdjęciach zaistnieć. Bo poza tym, że lubię fotografować bliskie mi osoby, to muszę znaleźć sposób, by jednocześnie opowiadać ich historie. Mój młodszy brat jest niepełnosprawny, w swoim życiu przetrwał masę trudnych momentów. Chciałbym pokazać, kim jest i co myśli. Jest trochę autystyczny, ale jednocześnie to niesamowity facet. Przygotowuję tę pracę przy wsparciu międzynarodowego kolektywu fotograficznego Sputnik, z czego bardzo się cieszę. Stoję jednak przed dużym wyzwaniem: ponieważ ten projekt jest bardzo osobisty, strasznie się boję, że go strywializuję, zrobię z niego jakąś taką prostą, rodzinną, emocjonalną opowieść.


Maciej NIemojewski: z cyklu These Places, 2015, dzięki uprzejmości artysty

Dziś emocje rządzą wszystkimi sferami, także tymi, które dotąd były ostoją racjonalności. Emocje są najważniejszą walutą. Jaką rolę, twoim zdaniem, odgrywają w fotografii?

Nie lubię, kiedy emocje wychodzą w fotografii na pierwszy plan, kiedy wszystko oparte jest wyłącznie na emocjach. Wolę zdjęcia pobudzające wyobraźnię, dzięki którym coś przeczytamy albo zaczniemy o czymś mysleć. Dlatego nie robię zdjęć reporterskich, bo dla mnie mają one  czysto emocjonalny charakter.

 

Przejdźmy więc do Styku – cyklu, który wydaje się bardzo chłodny, dopracowany, wymyślony.

Ta historia jest dość prosta. Zaczęła się, kiedy jeszcze mieszkałem z rodzicami, miałem psa i lubiłem chodzić z nim na spacery w różne dziwne, dzikie, zapuszczone lub opuszczone miejsca. Zacząłem je fotografować, a kiedy mieszkałem już sam, zacząłem z rozmysłem je odwiedzać. Szukałem miejsc styku dwóch światów – tego zorganizowanego przez człowieka i świata natury, która zagarnia to, co człowiek stworzył, a następnie porzucił.

 

Te fotografie wyglądają na bardzo dopracowane. Czy w postprodukcji bardzo je szlifowałeś?

Tutaj obróbki było tak naprawdę bardzo mało. Zdjęcia robiłem w nocy na bardzo długich czasach. Obróbka polegała tylko na operowaniu kontrastem. Moja pasja do fotografii zaczęła się od camera obscura; uwielbiałem ciemnię, do dziś słabo raczej sobie radzę z obsługą komputera. Dużo zdjęć robię na filmie, daję do wywołania i potem poddaję bardzo prostej obróbce, bo po prostu się na tym nie znam.


Maciej NIemojewski: z cyklu These Places, 2015, dzięki uprzejmości artysty

Fotografia utraciła pozycję, jaką w XX wieku zajmowała dzięki prasie. Dziś prasa zajmuje jedynie część sfery medialnej zdominowanej przez nowe technologie. Fotografowie musieli sobie znaleźć niszę i udało im się to w świecie sztuki. Jak ty widzisz swoją rolę? Stawiasz dopiero pierwsze kroki – i co sobie myślisz?

Jestem przerażony [śmiech]. Z jednej strony chciałbym pracować nad własnymi projektami i z tego żyć, z drugiej zdaję sobie sprawę, że mało kto żyje z projektów, które można określić jako artystyczne. Albo znajdujesz mecenasa, który cię wspiera, albo idziesz w komercję. Ja na razie funkcjonuję w świecie komercji.

 

Czyli pracujesz w rzemiośle fotograficznym?

Na razie podążam dwutorowo: robię rzeczy komercyjne, pracując jako asystent w studiu fotograficznym, ale jednocześnie staram się rozwijać własne projekty. Byłoby idealnie, gdybym mógł skupić się tylko na tym drugim, ale czy to się uda – nie wiem.

 

Na dodatek fotografia jest w tej złej sytuacji, że przyglądając się jej dziejom, można śmiało powiedzieć, że „wszystko już było”.

Non stop się z tym konfrontujemy. Na naszych spotkaniach sputnikowych także o tym rozmawialiśmy. Może wszystko już było, ale nie było nas – i o to chodzi. Nikt jeszcze nie opowiadał moich historii ani tego, co ja widzę i jak to widzę. Oczywiście jeśli przejrzymy internet i historię fotografii, to znajdziemy masę podobnych rzeczy. Nie przejmuję się tym, bo chcę opowiadać swoje historie i to, jak widzę świat. Poza tym cieszę się, że wszyscy robią zdjęcia, czasem nawet są one bardzo fajne. Czuję się fotografem, bo myślę projektowo i potrafię coś zbudować, posługując się fotografią jako formą przekazu. Świadomie zacząłem studiować sztukę mediów, bo chciałem poznać także możliwości, jakie dają inne dziedziny sztuki. Lubię fotografię, ale równie dobrze mógłbym opowiadać historie, malując czy robiąc filmy.


Maciej Niemojewski: z cyklu Styk, 2015, dzięki uprzejmości artysty

Fotografowie, podobnie zresztą jak filmowcy, a w odróżnieniu od artystów wizualnych, są bardzo świadomi tego, że ich twórczość mocno zależy od pracy zarobkowej poza ścisłym polem sztuki. Chodzi mi o ten stan umysłu, kiedy wiesz, że po to, by być wolnym jako twórca, musisz w celach zarobkowych bardzo precyzyjnie realizować czyjeś pomysły. Jak sobie radzisz z taką sytuacją?

Wiem, o co pytasz, bo na co dzień się z tym stykam. Cenię sobie pracę w studiu, bo cały czas spotykam nowych ludzi, fajne nazwiska i staram się dociekać, jak oni sobie z tym radzą. Niektórym doskonale się to udaje – na przykład Zuza Krajewska robi mnóstwo zleceń komercyjnych, około 20 w miesiącu, a przy tym realizuje też swoje projekty, które są świetne. Ale są też tacy, którzy radzą sobie słabiej. Ja w ogóle nie myślę o sobie jako artyście. Jestem rzemieślnikiem, który chce opowiadać własne historie.


Maciej Niemojewski: z cyklu Styk, 2015, dzięki uprzejmości artysty

 

Maciej Niemojewski (ur. 1989) – absolwent warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Pracę dyplomową na Wydziale Sztuki Nowych Mediów obronił w pracowni Prota Jarnuszkiewicza. W latach 2008–2009 studiował na Akademii Fotografii. Jest współzałożycielem fundacji Wihajster, zajmującej się promocją twórczości młodych artystów. Pierwszy cykl dokumentalny W drodze prezentował w Hotelu Europejskim. Brał również udział w zbiorowych wystawach Respect WWA w 1500 m2, Showroom w Ney Gallery & Prints w Warszawie oraz Wiedererkennen This is Poland II w galerii Hole of Fame w Dreźnie. Miał również indywidualną wystawę w galerii Radna 6/8, gdzie pokazywał projekt Styk. Interesuje go przede wszystkim fotografia dokumentalna. W swoich pracach koncentruje się na przedstawianiu relacji pomiędzy przestrzenią a człowiekiem.