Kadr z filmu "Komedia małżeńska", reż. Roman Załuski, 1994

WIZUALNOŚĆ I KLASA ŚREDNIA

Chcę pokazać mechanizm wytwarzania i upowszechniania wyobrażeń na temat klasy średniej, cechujących się w tym przypadku – w sytuacji nagłej zmiany społecznej, ekonomicznej i politycznej – złudną obietnicą dostępności dla wszystkich

 

WIZUALNOŚĆ I KLASA ŚREDNIA POLSKIEJ TRANSFORMACJI

*Premierowo publikujemy fragment książki Magdy Szczęsniak Normy widzialności. Tożsamość w czasach transformacji, która ukaże się niebawem nakładem wydawnictwa Fundacji Bęc Zmiana

W książce Prześniona rewolucja Andrzej Leder opisał kontrowersyjną genealogię współczesnej polskiej klasy średniej. Według autora ta symbolicznie dominująca dziś grupa społeczna zawdzięcza swój status dwóm procesom, składającym się na „rewolucję społeczną lat 1939–1956”. Pierwszym z nich była Zagłada, drugim zaś wyeliminowanie przez nowe komunistyczne władze przedwojennych elit szlacheckich. Rewolucja, definiowana przez Ledera jako radykalne przekształcenie struktury społecznej (zwłaszcza własnościowej), umożliwiła awans społeczny rzeszom ludzi wywodzącym się z jednolitego etnicznie polskiego chłopstwa. Leder prowokuje przemyślenie wspólnej klasowej genealogii oraz przepracowanie drążącego polską klasę średnią poczucia winy (za grzechy zawinione i niezawinione) w celu wytworzenia jej stabilnej tożsamości – takiej, która pozwoliłaby tej klasie działać jako podmiot polityczny i formułować odpowiedzi na „najprostsze pytania: kim jesteśmy i kim chcemy być, dzisiaj, tu i teraz, oraz jutro?”[1]. Bez tego grzęźnie pomiędzy dwoma fałszywymi wzorcami tożsamości:

Pławi się w nostalgicznych rojeniach na temat swojej pseudoszlacheckiej przeszłości, na temat dworków i hektarów, powstań i cmentarzy, albo „odlatuje” ku hiperglobalnym wzorcom, czego znakomitym przykładem jest zawrotna kariera, jaką w warstwie mieszczańskiej zrobiło spożywanie sushi[2].

Prześniona rewolucja wpisuje się w dyskusję o polskiej „klasie średniej” – cudzysłów okazuje się niezbędny, ponieważ wielu badaczy nie wierzy w stałość jej tożsamości, mówiąc raczej o bezustannym kształtowaniu się i przepoczwarzaniu tej grupy, oraz spiera się o kryterium jej wydzielania[3]. Niemożliwości stwierdzenia, kto właściwie należy do klasy średniej, towarzyszy potrzeba wyraźnego wskazania takiej grupy (odczuwalna zarówno w nauce, jak i kulturze popularnej, na przykład w teście „Polityki” zatytułowanym Znajdź swoją klasę[4]). Potrzeba uspójnienia, uznawanego za warunek funkcjonowania jako podmiot polityczny, miesza się z przyjemnością płynącą z pomniejszych kategoryzacji, wyodrębniających niższą i wyższą „klasę średnią” albo jej prowincjonalne i nieco bardziej europejskie wersje (choćby w dyskusji o „lemingach” oraz „słoikach”[5]).

W ujęciu Ledera „drugi etap mieszczańskiej rewolucji”[6] końca lat 80. i pierwszej połowy lat 90., okres „wyniesiony do rangi politycznego ideału”[7], jest zaledwie „politycznym dopełnieniem rewolucji mieszczańskiej”[8]. Nie przecząc związkom pomiędzy rekonstruowanymi przez Ledera wydarzeniami a okresem transformacji ustrojowej, choć odczuwając wątpliwości wobec słuszności diagnozy niemal całkowitego braku sprawczości polskiego społeczeństwa w trakcie zmian w latach 1939–1956[9], zamierzam, analizując swoistość przemian pierwszej połowy lat 90., pokazać źródła niestabilnej podmiotowości współczesnej polskiej klasy średniej. W odróżnieniu od Ledera w rozwiązywaniu tego problemu zwrócę się ku kulturoznawczej analizie dyskursu i wyobrażeń dominujących w sferze publicznej lat 90. Niestabilność polskiej klasy średniej wynika bowiem w dużej mierze ze skomplikowanej sieci wzorów i praktyk naśladowania oraz z nieprzystawalności wyobrażeń do sytuacji społeczno‑gospodarczej. Jej dominacja w Polsce lat 90. i 2000. polega zaś przede wszystkim na dominacji struktury wyobrażeń. Nie wchodząc w dyskusje z socjologami o ekonomicznych (i innych) kryteriach wyodrębniania klasy średniej, chcę pokazać mechanizm wytwarzania i upowszechniania wyobrażeń na temat klasy średniej, cechujących się w tym przypadku – w sytuacji nagłej zmiany społecznej, ekonomicznej i politycznej – złudną obietnicą dostępności dla wszystkich.

Strukturalnym elementem procesu wykształcania się klasy średniej na początku lat 90. jest kategoria „wizerunku” oraz „wyglądu”. Nie tyle zresztą o sam wygląd chodzi, ile o wielowarstwową sferę wizualności. Kiedy więc piszę o wizualnym konstruowaniu tożsamości polskiej klasy średniej lat 90., mam na myśli swoiste, różnorodne procesy i praktyki ważne dla kształtowania się jej tożsamości, rozgrywające się w wizualności, odnoszące się do wizualności i z niej czerpiące. Rzecz jasna tożsamość nie ogranicza się nigdy do wymiaru wizualnego (czego najlepszym przykładem jest nieoczywistość samej, zapożyczonej z języka angielskiego, etykiety „klasa średnia”), ale w tym przypadku istnieją szczególne powody, by sądzić, że jego analiza umożliwi rozpoznanie wielu procesów, zmian, paradoksów i sprzeczności determinujących całościowy kształt tej formacji (a przede wszystkim jej wyobrażenie o sobie).

W opublikowanej w 1979 roku pracy Dystynkcja. Społeczna krytyka władzy sądzenia, stanowiącej wynik badań nad klasami społecznymi przeprowadzonych w latach 60. we Francji, Pierre Bourdieu wskazuje na powiązanie struktury klasowej z hierarchią gustów i upodobaniami estetycznymi, wyrażanymi przez określone style życia. Jak udowadnia Bourdieu, hierarchie estetyczne są zarówno odwzorowaniem struktury klasowej, jak i sposobem jej umacniania.

Walki o zdobycie dóbr ekonomicznych lub kulturowych nierozłącznie wiążą się z walkami symbolicznymi, których celem jest zdobycie dystynktywnych znaków […]. W efekcie przestrzeń stylów życia, czyli świat właściwości, przez które różnicują się […] osoby zajmujące różne pozycje w przestrzeni społecznej, nie jest niczym innym jak dokonanym w danym momencie bilansem walk symbolicznych, których celem jest narzucenie prawomocnego stylu życia […][10].

Jedną ze strategii awansu społecznego klasy średniej (ona bowiem zainteresowana jest awansem) jest próba zdobycia „dystynktywnych znaków” poprzez naśladowanie klas wyższych. Jak piszą Maciej Gdula i Przemysław Sadura: „Wysiłek przesunięcia się w strukturze społecznej przy ograniczonych zasobach kulturowych zmusza klasę [średnią] do imitowania praktyk kultury dominującej”[11]. W rzeczywistości polskiej transformacji – której jedną z cech jest reorganizacja struktury klasowej oraz częściowa deklasacja dominującej symbolicznie inteligencji – pojawia się jednak pytanie o źródła wzorców powstającej polskiej klasy średniej. Wobec braku realnych elit „do naśladowania” ich miejsce zajęły obrazy – zarówno te pochodzące z Zachodu (już w drugiej połowie lat 80. krążące na wielokrotnie powielanych kasetach VHS), jak i te tworzone po 1989 roku w Polsce (pośród których nie brak zresztą również powrotów utopijnych obrazów polskiej arystokracji). Obrazy nowej klasy tworzą – nie zawsze spójne – wzory, których przyswojenie ma pomóc w pokonywaniu kolejnych szczebli struktury społecznej.

Pomimo wizualnego naddatku i niespójności obrazów krążących w sferze publicznej przełomu lat 80. i 90. w toku transformacji zaczyna wykształcać się pewien „średni” styl klasy średniej, na który składają się wyobrażenia o „normalności” i „europejskich standardach”. W sferze wizualnej normalność definiowana jest jako przezroczysty styl życia. Paradoks polega na tym, że dla aspirującej klasy średniej celem stała się obecność w polu widzenia, bycie rozpoznanym, ale rozpoznanym jako osoba neutralna, czyli na swój sposób transparentna, niewyróżniająca się. Osiągnięcie przezroczystości wymagało (i nadal wymaga) określonych nakładów pracy.

Kultura wizualna staje się zatem wielowarstwową sferą wykluczeń, opierających się na praktykach rozpoznawania drugiego jako swojego lub jako obcego. Rewersem praktyki rozpoznawania jest świadomość bycia poddawanym oceniającemu spojrzeniu. Według Bourdieu drobnomieszczanina „nieustannie dręczy kwestia aparycji, którą ukazuje innym, oraz sąd, który inni wypowiadają o jego wyglądzie”[12]. Przez klasy wyższe „postrzegany jest jako człowiek pozoru, którego dręczy spojrzenie innych i który wciąż jest zajęty »dowartościowywaniem się« w oczach innych”[13] [podkr. moje – M.Sz.]. Niewątpliwie jednym z podstawowych pojęć leżących u podstaw języka nowej polskiej klasy średniej, używanego między innymi w nowych czasopismach do niej skierowanych (i ją projektujących), staje się wizerunek, a więc w miarę stabilny obraz komunikujący charakter, zamożność oraz „klasę” (słowo to było używane w prasie lat 90. w znaczeniu potocznym, tj. na określenie wysokiej kultury osobistej, określonego stylu, choć oczywiście odpowiedni wizerunek miał świadczyć o wysokiej pozycji w strukturze klasowej). Posiadanie i aktywne kształtowanie pozytywnego wizerunku przedstawiciela klasy średniej uważano za niezbędny warunek osiągnięcia sukcesu zawodowego, a więc i, postrzeganego jako jego przedłużenie, sukcesu osobistego. Samoświadomość wizualna klasy średniej, to znaczy samokontrola wynikająca z przekonania o istotności wyglądu i sposobu prezentacji, uderza zwłaszcza, gdy porównamy ją z lekceważącym stosunkiem do własnego wyglądu na przykład wśród inteligenckiej opozycji lat 70. i 80., wśród której jedynym cenionym elementem wyglądu, postrzeganym jako znak rozpoznawczy, była bujna broda. Oczywiście można argumentować, że wizerunek opozycjonisty opierał się właśnie na zaniedbanym i niechlujnym wyglądzie, mającym podkreślić poświęcenie w imię walki z systemem komunistycznym, jednak wydaje się, że wygląd, wizerunek oraz autoprezentacja nie były poddawane znaczącej refleksji w tej grupie[14]. Jeśli uznamy, że wygląd opozycjonisty miał sugerować życie poza oficjalnymi strukturami państwa (z brodą nie pracowało się raczej w strukturach partyjnych ani w żadnym biurze czy urzędzie, chyba że na uniwersytecie) i tym samym oddawać opozycyjny sposób postrzegania otaczającej rzeczywistości, to wygląd przedstawiciela nowej klasy średniej odpowiadał dynamicznie zmieniającym się realiom oraz wskazywał możliwość aktywnego zmieniania otaczającej rzeczywistości, a także pełne zaangażowanie w nowy porządek.

Według większości publicystów, polityków i socjologów czasów transformacji „klasa średnia […] m[iał]a być społeczną kotwicą liberalnej demokracji”[15]. Stanowiła jednak nie zastaną grupę społeczną – mierzoną na przykład za pomocą narzędzi statystycznych lub też stosunku do własności – lecz raczej podmiot dopiero się wykształcający, o nie do końca określonych cechach. Do stałych elementów opisu powstającej klasy średniej należało charakteryzujące ją usposobienie psychiczne, afektywne wyposażenie stanowiące jej podstawę, czyli aspiracja. Z tego właśnie powodu klasa średnia – przeciwstawiana klasie niższej (rzekomo przejawiającej wszystkie cechy figury homo sovieticus, często wykorzystywanej przez ideologów klasy średniej w roli negatywnego odniesienia) i inteligencji (której misja według niektórych została zakończona wraz z doprowadzeniem do zmiany systemowej[16]) – miała gwarantować zakończone sukcesem przejście do gospodarki wolnorynkowej. Składająca się z ludzi pragnących przede wszystkim bezustannie podwyższać poziom życia, klasa średnia doskonale nadawała się na metonimiczną reprezentację społeczeństwa dążącego do rozwoju gospodarczego. Jak pisał w 1990 roku Henryk Domański w artykule W oczekiwaniu klasy średniej: „ideologia klasy średniej pokrywa się w modelowym ujęciu z regułami, które gwarantują efektywne funkcjonowanie rynku kapitalistycznego”[17]. Aspiracje przedstawicieli klasy średniej formułowane były jednak niemal zawsze w liczbie pojedynczej, wysiłki bogacenia się podejmowano bowiem samodzielnie. Jak zauważał pod koniec pierwszej dekady transformacji Ireneusz Krzemiński, nowa klasa średnia była:

wypatrywana przez wielu socjologów, którzy uważali, że jest […] ostoją demokracji. Zarzucali [oni] robotnikom, rolnikom i innym protestującym grupom nadmierny egalitaryzm i postawę roszczeniową wobec państwa, zaś klasa średnia miała składać się z ludzi, którzy samodzielnie potrafią zabezpieczyć swój byt[18].

Toczoną w latach 90. dyskusję o klasie średniej charakteryzuje zaburzona czasowość, profetyczny ton przepełniony nadzieją, nadszarpywany jednak niekiedy przez nękające publicystów i socjologów wątpliwości. Czy da się stworzyć „kapitalizm bez kapitalistów”[19]? Czy klasa średnia już jest, czy dopiero się pojawi? Czy klasa średnia stworzy dojrzałą gospodarkę rynkową, czy to właśnie zaistnienie wolnego rynku warunkuje powstanie klasy średniej? Z jakich grup i środowisk będzie się wywodzić? Wobec tak wielu niepewności najbezpieczniejszym i ciągle powracającym źródłem wyobrażeń na temat polskiej klasy średniej stał się jej zachodni odpowiednik – europejska i amerykańska klasa średnia, której obrazy, pochodzące głównie z kultury popularnej, posłużyły za wzorce do naśladowania. Reprodukując nader znany narracyjny schemat „amerykańskiego marzenia”, afirmują one anachroniczne postrzeganie klasy średniej w tekstach wielu polskich socjologów i publicystów, kreślących portrety biznesmenów typowych raczej dla kapitalizmu z początku XX wieku niż późnego stadium kapitalizmu globalnego[20].

Pisząc o procesach tworzenia wyobrażeń o klasie średniej, należy podkreślić ciągłe odnoszenie się do (wyobrażonej) struktury społecznej państw zachodnich. W dyskusjach prasowych porównanie zawsze wypada na niekorzyść warunków polskich, sama zaś potrzeba dogonienia Zachodu przez wytworzenie klasy średniej rzadko bywa dyskutowana. Równocześnie jednak w publicystyce pierwszej połowy lat 90. wybrzmiewa strach przed „bezmyślnym” kopiowaniem zachodnich wzorów i przenoszeniem ich na polski grunt. W dyskusjach o polskiej klasie średniej, jak i – szerzej – o nowym porządku gospodarczym, słychać więc charakterystyczne rozdarcie pomiędzy podziwem dla oryginału i strachem przed byciem „jedynie” podróbką. Emocjonalny charakter toczonej na początku lat 90. dyskusji odzwierciedlają powracające w niej zwroty negatywnie odnoszące się do procesów o charakterze mimetycznym. Marcin Król w artykule Europejskie wzory przestrzegał przed „naśladowaniem i małpowaniem”[21], Jacek Salij martwił się, że Polacy zapadną na „syndrom papugi” i staną się „Europejczykami drugiego sortu, Europejczykami nieautentycznymi, tylko naśladującymi”[22], Paweł Śpiewak pomysł liberałów na Polskę nazywał „modelem imitatywnym”[23]. W powracaniu retorycznej figury naśladowania i podrabiania tkwił zasadniczy lęk przed nieoryginalnością polskiej klasy średniej. Ujawnia się również rozdarcie między aspiracjami zaczerpniętymi z zachodnich źródeł a poczuciem niedorastania do nich. Oskarżenie o naśladownictwo stało się również paradoksalnie poręczną bronią inteligencji, która, mimo namaszczenia klasy średniej na najistotniejszą grupę społeczną nowego systemu (o tym świadczy na przykład propagowanie wizji nowej klasy średniej w mediach, zarządzanych przez przedstawicieli inteligencji, między innymi w „Gazecie Wyborczej” oraz „Polityce”), stale dysponowała narzędziami symbolicznej kontroli i oceny tego, czy klasa średnia rozwija się prawidłowo i wedle oczekiwań. „Podrabianie” zachodniej klasy średniej szybko stało się synonimem nieprawidłowego rozwoju.

W wytłumaczeniu sprzeczności transformacyjnego projektu polskiej klasy średniej – jednocześnie zachęcanej do wzorowania się na swoich zachodnich odpowiednikach i oskarżanej o bycie jedynie imitacją – może pomóc koncepcja mimikry, rozwijana przez Homiego K. Bhabhę w analizach wytwarzania podmiotów skolonizowanych[24]. Teoretyk postkolonializmu pożycza pojęcie mimikry od Jacques’a Lacana, wykorzystując je do opisu procesów uczenia mieszkańców kolonii kultury kolonizatora i ujawniania wpisanych w nie sprzeczności. Procesy te są zarówno odgórne, na przykład wdrażane w organizowanym przez władze kolonii systemie edukacyjnym, jak i oddolne, gdy lokalna ludność naśladuje zwyczaje kolonizatorów (oddolny charakter procesów nie oznacza rzecz jasna w ich dobrowolności). Polegająca na aktywnym przekształcaniu kultury miejscowej, uważanej za gorszą, mimikra jest jednym z najważniejszych narzędzi władzy kolonialnej. Zarazem jednak ujawnia jego paradoksalność. „Mimikra kolonialna” jest bowiem „pragnieniem zreformowanego, rozpoznawalnego Innego, jako podmiotu różnicy, który jest prawie taki sam, ale nie całkiem”[25]. I mimo że kolonizatorzy dążą do tego, by miejscowa ludność naśladowała ich wygląd, zwyczaje, sposób posługiwania się ciałem czy sposób myślenia i mówienia, to pełne osiągnięcie celu nie jest z ich punktu widzenia pożądane. Nie tylko podawałoby bowiem w wątpliwość słuszność ciągłego sprawowania władzy przez kolonizatorów, lecz kwestionowałoby wyjątkowy oraz wrodzony charakter ich tożsamości. By zachować struktury władzy, konieczne jest raczej podtrzymywanie procesu naśladowania w nieskończoność. Dlatego właśnie „mimikra, aby była skuteczna, musi bezustannie demonstrować swoje ześlizgiwanie się znaczenia, swój nadmiar, swoją różnicę”[26], a idealnym podmiotem kolonialnym jest podmiot „prawie taki sam, ale nie całkiem”. Niezbędną częścią systemu jest jednak również podmiot, który w staraniach naśladowczych poniósł porażkę. Naśladowcze niepowodzenia nie świadczą więc wcale o porażce kolonizacji, lecz są jej integralną częścią. Dzięki „niewłaściwości” niektórych lokalnych podmiotów i struktur – ich nadmiarowi, zacofaniu, niedoskonałości – kolonizator może potwierdzić wyższość swojej tożsamości oraz niezbędność kontynuowania procesu nauczania i dyscyplinowania.

Analogia postkolonialna na pewno nie w pełni odzwierciedla warunki polskiej transformacji, przede wszystkim ze względu na niewspółmierność opartych na przemocy fizycznej oraz symbolicznej i podboju terytorialnym aktów nowożytnej kolonizacji i procesów aktywnego wpływania na kierunek rozwoju transformacji przez zachodnie siły gospodarczo-polityczne[27]. Obecność retoryki naśladownictwa w debacie publicznej po 1989 roku wskazuje jednak pewną użyteczność kategorii mimikry w rozumieniu Bhabhy na potrzeby analizy procesu wytwarzania wzorów klasowych, w szczególności opisywaną jako podstawę nowego porządku, klasy średniej. Po pierwsze wprowadzenie kontekstu naśladownictwa kolonialnego pozwala na wydobycie istnienia dwóch wzajemnie na siebie nachodzących schematów praktyk naśladownictwa uprawianego przez kandydatów do nowej klasy średniej. Do opisywanego przez Bourdieu naśladownictwa charakterystycznego dla każdej klasy średniej dodać bowiem trzeba opisywane przez Bhabhę naśladownictwo cechujące sytuację przyswajania wzorów kultury uważanej za wyższą (w przypadku polskim bardziej nowoczesną[28]). W rezultacie nowa polska klasa średnia w dużej mierze naśladować ma zatem zachodnią klasę średnią. Dysponentami wiedzy o zachowaniach zachodniej klasy średniej staną się jednak nie sami jej zachodni przedstawiciele (bądź też nie tylko), lecz rozmaici obyci w świecie eksperci, „reprodukujący i upowszechniający w opinii publicznej wyobrażenie o tym, jak powinno być i jak jest »normalnie«”[29].

Ponadto, analiza autora Miejsc kultury pozwala wytłumaczyć współistnienie w transformacyjnej debacie publicznej lekcji naśladownictwa (których głównym narzędziem była opisywana przez Jakuba Majmurka „pedagogika wstydu”[30]) i lęku przed efektami tego procesu – treści często wyrażanych przez tych samych publicystów i w tych samych mediach. Transformacyjną schizofrenię znakomicie tłumaczy opisywana przez Bhabhę sprzeczność tkwiąca u źródeł mimikry – proces jednocześnie promujący naśladownictwo i podkreślający niemożliwość osiągnięcia statusu oryginału. Z jednej strony charakteryzujące peryferyjne kultury przekonanie o wyższości kultur centralnych sprawia, że chęć naśladownictwa jest silna i być może trudna do odrzucenia[31]. Z drugiej strony świadomość wtórności i nieoryginalności własnej kultury, lęk przed pozostaniem „prawie, ale nie całkiem”, wywołuje strach przed naśladownictwem. Paradoksalnie, podobnie jak w przypadku opisywanej przez Bhabhę sytuacji kolonialnej, w peryferyjnej kulturze polskiej transformacji sposobem na opanowanie tego strachu oraz usankcjonowanie naśladowczej struktury (równoznaczne z odrzuceniem poszukiwania własnej drogi rozwoju) jest skupienie się na podmiotach „niewłaściwie” naśladujących – tych „nieudolnych” (nie potrafiących dostosować się do nowego systemu) i „nadmiarowych” (polskich nowobogackich). By ukryć to, że naśladowaliśmy wszyscy, w toku rozwoju transformacji oni właśnie, choć na różne sposoby, zostaną oskarżeni o bycie podróbkami.

dr Magda Szcześniak – kulturoznawczyni, pracuje w Instytucie Kultury Polskiej UW.  Bada polską transformację po 1989 roku, ze szczególnym uwzględnieniem przemian kultury wizualnej i sfery publicznej. Zajmuje się teorią tożsamości, studiami gender i queer, teorią krytyczną, historią kultury polskiej XX wieku oraz sztuką współczesną. Stypendystka Fundacji Fulbrighta oraz Narodowego Centrum Nauki. Redaktorka pisma "Widok. Teorie i praktyki kultury wizualnej".

 

 

[1] Andrzej Leder, Prześniona rewolucja. Ćwiczenie z logiki historycznej, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2014, s. 8.

[2] Tamże, s. 7.

[3] Zob. np. dwa numery czasopism zbierające wypowiedzi na temat przeszłości i przyszłości klasy średniej: „Res Publika” 2012, nr 18 i „Krytyka Polityczna” 2015, nr 42. Zob. również Henryk Domański, Polska klasa średnia, Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, Toruń 2012. Na temat polemiki z Domańskim por. Maciej Gdula, Przemysław Sadura, Style życia jako rywalizujące uniwersalności [w:] Style życia i porządek klasowy w Polsce, red. M. Gdula, P. Sadura, Wydawnictwo Naukowe Scholar, Warszawa 2012.

[4] Test: sprawdź, do jakiej klasy społecznej należysz, „Polityka” 2013, nr 17–18, s. 18.

[5] Obie figury są kategoriami różnicującymi w obrębie klasy średniej zamieszkującej duże miasta. Kategoria „leminga” różnicuje ze względu na rodzaj pracy oraz poglądów politycznych – stereotypowy „leming” jest bezmyślnym i apolitycznym pracownikiem korporacji. Kategoria „słoików” zaś ze względu na miejsce pochodzenia – „słoiki” to nierodowici mieszkańcy wielkich miast, mentalnie nieprzystosowani do zamieszkiwania metropolii. Kategoria „leminga” po raz pierwszy pojawiła się w prawicowym tygodniku „Uważam Rze”, „słoiki” zaś zostały opisane w centrowej i liberalnej „Polityce”. Zob. Robert Mazurek, Alfabet Leminga, „Uważam Rze” 2012, nr 28, www.uwazamrze.pl/artykul/909451.html, dostęp 30 kwietnia 2013; Edyta Gietka, Wnętrze słoika, „Polityka” 2013, nr 13, s. 28–30.

[6] Andrzej Leder, Kto nam zabrał tę rewolucję?, „Krytyka Polityczna” 2012, nr 29, s. 39. Książka Prześniona rewolucja jest rozwinięciem tez postawionych w tekście Kto nam zabrał tę rewolucję?.

[7] Tamże, s. 38.

[8] Andrzej Leder, Prześniona…, dz. cyt., s. 194.

[9] Zob. polemiki z Lederem, np. Michał Pospiszyl, Prześniona walka klas. Leder, Marks i mieszczańska rewolucja, „Praktyka Teoretyczna” 2013, nr 4, www.praktykateoretyczna.pl/michal-pospiszyl-przesniona-walka-klas-leder-marks-i-mieszczanska-rewolucja/, dostęp 4 listopada 2014. Jan Sowa, Wokół „Prześnionej rewolucji”, „Le Monde Diplomatique”, monde-diplomatique.pl/LMD100/index.php?id=1_5, dostęp 4 listopada 2014.

[10] Pierre Bourdieu, Dystynkcja. Społeczna krytyka władzy sądzenia, tłum. P. Biłos, Wydawnictwo Naukowe Scholar, Warszawa 2005, s. 310.

[11] Maciej Gdula, Przemysław Sadura, Style życia…, dz. cyt., s. 29.

[12] Pierre Bourdieu, Dystynkcja…, dz. cyt., s. 314.

[13] Tamże. Z trzech klas wymienianych przez Bourdieu, czyli klasy ludowej, klasy średniej i klasy uprzywilejowanej (na którą składają się wyższa klasa średnia, czyli burżuazja, oraz arystokracja), dwie nie przejmują się swoim wyglądem. „Klasa ludowa nie troszczy się o swój »byt-dla-innych«”, zaś „członkowie klas uprzywilejowanych, pewni siebie mogą sobie pozwolić na nieinteresowanie się swoim wyglądem”. Tezy te musiałyby zostać dostosowane do warunków polskiej transformacji. Po pierwsze bowiem trudno rozstrzygnąć, która klasa zajmowała miejsce klasy uprzywilejowanej (uprzywilejowana symbolicznie inteligencja?). Po drugie wydaje się, że polska klasa ludowa (klasa robotnicza), w czasach transformacji poddawana często krytyce za swoje zbyt wolne dostosowywanie się do warunków wolnego rynku, w przeciwieństwie do francuskiej klasy ludowej lat 60. i 70. mogła również czuć się oceniana.

[14] Na marginesie trzeba jednak zauważyć, że broda – jeszcze mocniej niż opisywane we wstępie białe skarpetki – jest czysto męskim wyróżnikiem wizualnym. Tak mocne skojarzenie brody z tożsamością opozycjonisty przy jednoczesnym braku odpowiadającego mu kobiecego elementu wizualnego nie może być przypadkowe i świadczy o dominacji mężczyzn w opozycji.

[15] Paweł Śpiewak, Polskie reformy, polski kapitalizm. Wstęp [do:] Spór o Polskę 1989–1999. Wybór tekstów prasowych, red. P. Śpiewak, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2000, s. 632.

[16] Zob. teksty w rozdziale Spór o inteligencję [w:] Spór o Polskę…, dz. cyt., s. 559–581. Szczególnie: Teresa Bogucka, Nieuchronna normalność, „Gazeta Wyborcza”, 26 listopada 1992, przedruk w: Spór o Polskę…, dz. cyt., s. 561–564; Maciej Zieliński, Pożegnanie z inteligencją, „Res Publica Nowa” 1993, nr 9, przedruk w: Spór o Polskę…, dz. cyt., s. 566–568.

[17] Henryk Domański, W oczekiwaniu klasy średniej, „Więź” 1990, nr 7–8 przedruk w: Spór o Polskę…, dz. cyt, s. 581. Należy zwrócić uwagę, że poza publicystami aktywne wspieranie klasy średniej postulowała polska socjologia. Na temat wkładu polskiej socjologii w dyskurs transformacyjny zob. Przemysław Pluciński, Dyskurs klasowy polskiej socjologii potransformacyjnej. Niedyskretny urok klasy średniej [w:] Podziały klasowe i nierówności społeczne. Refleksje socjologiczne po dwóch dekadach realnego kapitalizmu w Polsce, red. P. Żuk, Oficyna Naukowa, Warszawa 2010, s. 101–117.

[18] Ireneusz Krzemiński, Nowe społeczeństwo. Wstęp [do:] Spór o Polskę…, dz. cyt, s. 557.

[19] Gil Eyal, Iván Szelényi, Eleanor R. Townsley, Making Capitalism without Capitalists. The New Ruling Elites in Eastern Europe, Verso Books, London 2002.

[20] Na temat przemian kapitalizmu zachodniego w latach 80. oraz nowego dyskursu menedżerskiego zob. Luc Boltanski, Ève Chiapello, Le nouvel esprit du capitalisme, Gallimard, Paris 1999. Na temat anachronicznych wyobrażeń o systemie wolnorynkowym i strukturze klasowej piszę w dalszej części książki.

[21] Marcin Król, Europejskie wzory, „Res Publica” 1991, nr 4, przedruk w: Spór o Polskę…, dz. cyt, s. 77–78.

[22] Jacek Salij, Syndrom papugi, „Ład”, 23 maja 1993, przedruk w: Spór o Polskę…, dz. cyt, s. 78–81.

[23] Paweł Śpiewak, Polskie reformy…, dz. cyt., s. 633.

[24] Homi K. Bhabha, Mimikra i ludzie. O dwuznaczności dyskursu kolonialnego [w:] tegoż, Miejsca kultury, tłum. T. Dobrogoszcz, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2010. Na temat możliwości adaptacji narzędzi studiów postkolonialnych do analizy historii Europy Wschodniej zob. D. Kołodziejczyk, Postkolonialny transfer na Europę Środkowo-Wschodnią, „Teksty Drugie” 2010, nr 5, s. 22–39, a także Jan Sowa, Rzeczpospolita postkolonialna [w:] tegoż, Fantomowe ciało króla…, dz. cyt., s. 431–494. Sowa wykorzystuje kategorię mimikry do analizy procesu rusyfikacji na ziemiach polskich w XIX wieku.

[25] Homi K. Bhabha, Mimikra…, dz. cyt., s. 80.

[26] Tamże.

[27] Na temat amerykańskich doradców biznesowych i stosowanych przez nich metod nauczania w firmach wschodnioeuropejskich zob. Michael D. Kennedy, Transition Culture in Business Practice [w:] tegoż, Cultural Formations…, dz. cyt., s. 119–148. Na temat prywatyzacji państwowych zakładów po 1989 roku zob. Elizabeth Dunn, Prywatyzując…, dz. cyt.

[28] Jak zwraca uwagę Jan Sowa, analizując książkę Demokracja peryferii Zbigniewa Krasnodębskiego, nawet konserwatyści zgadzają się, że należy dążyć w kierunku zachodniej modernizacji. W przeciwieństwie do liberałów chcą jednak ograniczyć naśladowanie do rozwiązań w sferze materialno-gospodarczej, odrzucając społeczną emancypację. „Chcą modernizacji bez modernizmu, czyli unowocześnienia przed-lub nawet anty-nowoczesności”. Mówią „tak dla stadionów, autostrad i wolnego rynku, nie dla praw kobiet, równouprawnienia homoseksualistów i Karty Praw Podstawowych”. Jan Sowa, Fantomowe…, dz. cyt., s. 529–530.

[29] Anna Sosnowska, Tu, tam…, dz. cyt., s. 62.

[30] O „pedagogice wstydu” w odniesieniu do polskiej transformacji ustrojowej zob. Jakub Majmurek, III RP, czyli dwie cele wstydu, „Krytyka Polityczna” 2013, nr 31–32, s. 44–52.

[31] Proces ten Alexander Kiossev opisuje za pomocą pojęcia „samokolonizacji”, działającej na poziomie wyobraźni społecznej. Zob. Alexander Kiossev, The Self-Colonizing Metaphor, „Atlas of Transformation”, monumenttotransformation.org/atlas-of-transformation/html/s/self-colonization/the-self-colonizing-metaphor-alexander-kiossev.html, dostęp 28 października 2014.