Michał Marczak i Norman Leto: "Dostrzegalnia gwiazd", instalacja wideo, 2016, materiały organizatora

KRÓLESTWO ZE WZGÓRZA

Podczas tegorocznego festiwalu Narracje sztuka stała się narzędziem wydobywania tła na pierwszy plan; pokazywania, że okoliczności są de facto „fabułą”, której dotąd nie dostrzegaliśmy

 

– Bardzo dziwne, że fotografujemy się tuż obok naszego domu – powiedziała dziewczynka do kobiety robiącej jej zdjęcie przed jedną z 21 instalacji artystycznych zrealizowanych na gdańskiej Biskupiej Górce w ramach 8. edycji festiwalu Narracje. Wydarzenie co roku odbywa się w innej części miasta: poprzednio artyści wraz z kuratorką Anną Smolak jako Przemytnicy odkrywali potencjał dzielnicy Nowy Port. W tym roku  Stach Szabłowski na dwa październikowe wieczory zamienił Biskupią Górkę w tytułowe Królestwo. Dzielnica w mentalnej geografii Gdańszczan pozostaje białą plamą – miejscem zapomnianym lub kojarzonym jako takie, którego po zmroku lepiej nie odwiedzać. Od jakiegoś czasu izolację mieszkańców w jeszcze większym stopniu pogłębia budowa u stóp wzniesienia galerii handlowej, skutecznie blokująca dostęp do części ulic łączących wzniesienie z miastem. Co prawda władze miejskie intensywnie przygotowują się do rewitalizacji dzielnicy, część lokali XIX wiecznych kamiennic jest już pusta, jednak zmiana wizerunku tego miejsca niekoniecznie wpłynie na poprawę życia jego mieszkańców. Biskupia Górka to okolica wprost idealna do zgentryfikowania. Sięgające 60 metrów nad poziom morza wzgórze, w znacznej części pokryte lasem, jest położone niemal w samym centrum Gdańska. W przeciwieństwie więc do dzielnic rozsianych na obrzeżach polskich miast, Biskupia Górka nie każe potencjalnym deweloperom zaklinać rzeczywistości hasłami „oddychaj wsią w samym sercu miasta”, dodatkowo w pakiecie oferując widok ten oddech zapierający. Mieszkańcy zakusom przyszłych gentryfikatorów stawiają opór – od kilku lat samooragnizują się i usiłują aktywnie uczestniczyć w projektowaniu przyszłych zmian. 


Dominik Jałowiński, Piotr Wysocki: Run Free, wideo, 2013

Wchodząc w rzeczywistość wzgórza, zaproszeni do udziału w tegorocznych Narracjach artyści siłą rzeczy stali się częścią skomplikowanej sieci uwarunkowań społecznych, geograficznych, historycznych, politycznych i ekonomicznych kształtujących to miejsce. Tym bardziej, że istotą festiwalu jest tworzenie prac rezonujących z otoczeniem. Stach Szabłowski, formułując koncepcję tegorocznej edycji, zainspirował się serialem Larsa von Triera, z którego zresztą zaczerpnął tytuł. W Królestwie reżyser, żeniąc horror z komedią, opowiadał o osobliwych perypetiach lekarzy i pacjentów kopenhaskiego szpitala nawiedzanego przez duchy. W królestwie Biskupiej Górki artystom została przypisana rola medium pozwalającego wsłuchać się w polifonię głosów, jakimi przemawia dzielnica. Aurę niesamowitości intensyfikowała nie tylko rzeźba terenu czy specyfika samego wydarzenia – fakt, że odbywa się on po zmroku, ale też architektura dzielnicy: wąskie i ciemne przejścia pomiędzy XIX wiecznymi kamiennicami oraz wznoszący się nieopodal szczytu zabytkowy gmach schroniska dla młodych chłopców z kilkudziesięcio metrową wieżą zegarową, zbudowany pod koniec lat 30. XX wieku. Obecnie otoczony drutem kolczastym budynek służy jako ośrodek szkoleniowy policji, co też stanowi przyczynę rządzącego Biskupią Górką podziału na dół zasiedlany przez mieszkańców oraz górę okupowaną przez niedostępnych strażników porządku. Fakt ten nie umknął czujnemu oku kuratora, który pokazując na ścianie miejscowej podstawówki zrealizowane kilka lat temu przez Dominika Jałowińskiego i Piotra Wysockiego wideo Run Free, zaproponował inny model relacji pomiędzy siłą i oporem. Film jest zapisem warsztatów, jakie radomscy parkourowcy odbyli z oddziałem prewencji policji. Podczas zajęć obie grupy wspólnie pracowały nad układem choreograficznym wykorzystującym z jednej strony umiejętności miejskich wyczynowców, z drugiej formacje taktyczne oddziału stosowane w akcjach pacyfikacyjnych. Pokazywane już wielokrotnie wideo wpisane w kontekst gdańskiego Królestwa oddziaływało nieporównanie silniej niż jego wcześniejsze prezentacje w sterylnym środowisku galerii. Równocześnie była to chyba jedyna praca niezrealizowana specjalnie z myślą o festiwalu. Kuratorowi i artystom udała się rzecz dość rzadka: precyzyjnie wszyli sztukę w żywy organizm miejski. I nie chodzi o to, że dzielnica „użyczając” im swojej przestrzeni, stanowiła dla ich działań efektowne tło. Przeciwnie, sztuka stała się narzędziem wydobywania tła na pierwszy plan; pokazywania, że okoliczności są de facto „fabułą”, której dotąd nie dostrzegaliśmy. Różnorodność wątków ujawnionych przez artystów, a także sposób ich pokazania – czasem wykorzystujący spektakularny a czasem zupełnie minimalny gest, nigdy jednak nie tracący kontaktu z uczestnikami, sprawił, że w strugach lejącego się z nieba deszczu, zimną październikową nocą, tłum ludzi, jaki w Warszawie można spotkać tylko podczas Nocy Muzeów, godzinami penetrował zakamarki Biskupiej Górki. Podróż zaczynała się w dawnym kościele mennonickim zbudowanym w 1818 roku, obecnie zborze Kościoła Zielonoświątkowego, we wnętrzu którego Anna i Adam Witkowscy proponowali odbycie seansu kontemplacyjnego. Miał on przygotować uczestników na konfrontację z rzeczywistością Królestwa. Kawałek dalej o symbolicznym wkroczeniu na inne terytorium informował betonowy słup graniczny autorstwa Martyny Jastrzębskiej z napisem inspirowanymi szwabachą Wolno nam kochać oraz współrzędnymi geograficznymi Biskupiej Górki. Tak nastrojeni, zwartą grupą, człapiąc w błocie, podążaliśmy za głosem kuratora w głąb Królestwa


Anna i Adam Witkowscy: Na początek, instalacja site-specific, 2016


Dagmara Pochyła: Piękne Widmo, instalacja site-specific, 2016

Wywoływanie duchów

Wielu artystów w bardziej lub mniej bezpośredni sposób nawiązało do dziedzictwa historycznego dzielnicy. Na przykład do faktu, że w średniowieczu na Biskupiej Górce działały kopalnie gliny i żwirowiska, z których budowano miasto. Gdy ich zasoby wyczerpały się w zagłębieniu powstał staw o czarnym kolorze wody. Dlatego przez długi czas okolice wzgórza nazywano „czarnym morzem” (Schwarzes Meer). Choć dziś po tej historii nie pozostał już żaden materialny ślad, do tej właśnie legendy miejskiej wraca Marcin Zawcki w swoim wideo muralu prezentowanym na ścianie jednej z kamiennic, pozwalając czarnym wodom wypłynąć na powierzchnię teraźniejszości.
Po stosunkowo nieodległą przeszłość sięgnęła Dagmara Pochyła, odtwarzając w Pięknym widmie formę szubiennicy, która stanęła na zboczu Biskupiej Górki w 1946 roku, stając się narzędziem straceń jedenaściorga oprawców z obozu koncentracyjnego Stutthof. Tej jednej z trzech dokonanych w Polsce publicznych egzekucji przyglądało się 200 000 osób.
Z kolei Kuba Bąkowski na Biskupią Górkę przywiózł Ładunek, czyli pełnomorski kontener transportowy, z którego wydobywały się dźwięki detonacji współcześnie odnalezionych w Zatoce Gdańskiej niewybuchów - min z czasów II wojny światowej. Oprócz symbolicznego przywołania historii miasta, praca podważała też logikę rządzącą Biskupią Górką, której topografia w naturalny sposób dąży ku górze, odwracając się od zorientowanego horyzontalnie Gdańska. Bąkowski poprzez artystyczny gest na powrót wpisał to osobne miejsce w tkankę miasta.


Marcin Zawicki: Schwarzes Meer, mural wideo, 2016


Kuba Bąkowski: Ładunek, kontener transportowy MSC (Mediterranean Shipping Company), współcześnie zarejestrowane nagrania detonacji odnalezionych w Zatoce Gdańskiej niewybuchów min morskich z czasów II wojny światowej, sprzęt nagłaśniający, 2016

Siła ludzi

Być może jednym z istotniejszych kryteriów, według których powinniśmy oceniać festiwale sztuki w przestrzeni publicznej, jest sposób, w jaki nawiązują one interkację z lokalną społecznością, to znaczy jaką pozycję pozwalają jej zająć w relacji do artystów. W Królestwie prace oparte na współdziałaniu z mieszkańcami polegały przede wszystkim na oddawaniu im głosu i czynieniu go słyszalnym. Zorka Wollny we współpracy ze Stowarzyszeniem WAGA dla lokalnej społeczności zorganizowała warsztaty pracy z głosem. Mieszkańcy mieli za zadanie wspólnie wymyślić krótkie hasła mówiące o tym, za co cenią miejsce swojego życia a co chcieliby zmienić. Performerka pracowała z nimi nad sposobem ich wyrażania. Potem Andrzej Wasilewski we współpracy z artystką skonstruował urządzenie dźwiękowe oparte na cewce Tesli – transformatorze powietrznym wytwarzającym napięcie elektryczne rzędu milionów woltów. W efekcie uczestnicy Narracji podczas pokazu prezentowanego na korytarzu miejscowej podstawówki mogli nie tylko usłyszeć, ale i zobaczyć głosy mieszkańców przemienione w grzmoczące pioruny o mocy miliona woltów. Chór głosów krzyczał między innymi „nie dla apartamentowców” i „żądamy szacunku”.
Na działanie o niskim współczynniku spektakularności zdecydowała się Honorata Martin, która na Biskupiej Górce po prostu była. Jej uporczywa obecność w miejscu, gdzie wszyscy się znają, nie uszła uwadze mieszkańców, dzięki czemu artystka spędzała czas na rozmowach i obserwacjach, w wyniku których zbudowała fragment muru grodzący jedno z wejść do dzielnicy.
Największym wyzwaniem festiwalu było dotarcie do oddalonej od reszty prac instalacji Dostrzegalnia gwiazd przygotowanej przez Michała Marczaka i Normana Leto. Najwytrwalsi uczestnicy, wspomagani grzanym winem, które wcześniej przezornie nabyli w centrum festiwalowym, przemarznięci i zmoczeni, wspinali się krętym asfaltem, następnie skręcali w wąską ścieżkę prowadzącą przez ciemny las, by na koniec przespacerować na przełaj przez dwa nasiąknięte wodą boiska. Na tym ostatnim odcinku już z daleka widać było cel wędrówki: dziwną białą formę unoszącą się kilkanaście metrów nad ziemią. Po zbliżeniu okazało się, że to sczepione ze sobą balony kształtem przypominające organiczną formę, na których wyświetlano różne bardziej i mniej abstrakcyjne obrazy. Z oddali dobrze słyszalne były też nagrane głosy mieszkańców spekulujących, co na Biskupiej Górce będzie za sto lat. A będzie dobrze! Na przykład wino samo naleje się do kieliszków, nie trzeba będzie wstawać z łóżka, będzie też można poznać myśli innych ludzi i je kontrolować, człowiek będzie miał do pleców przymocowane skrzydła, dzięki czemu zbędne staną się przejścia dla pieszych. Pewien mieszkaniec sugerował nawet, że rozwój medycyny usunie różnice pokoleniowe, dzięki czemu dziewięciolatek będzie mógł zapalić papierosa ze swoim dziadkiem i mieć wszystko w dupie. Praca pokazywana była w miejscu, gdzie w 1781 roku astronom-entuzjasta Nathaniel Mateusz Wolf polecił zbudować planetarium. Podczas wojen napoleońskich budynek został na polecenie dowódców wojskowych rozebrany. Wizualnego słuchowiska w całości można było posłuchać, kryjąc się pod niewielkim daszkiem na skraju boiska, jedna ze stojących tam osób sugerowała, że znaleźliśmy się w niesamowicie przepięknym świecie równoległym. Ekstatyczne uniesienie szybko zostało zweryfikowane przez rzeczowe pytanie pewnej kuratorki „ale po co u diabła te balony?”.


Zorka Wollny, Andrzej Wasilewski: Vox Populi, instalacja, cewka Tesli, głosy mieszkańców Biskupiej Górki, 2016, materiały organizatora


Zorka Wollny, Andrzej Wasilewski: Vox Populi, instalacja, cewka Tesli, głosy mieszkańców Biskupiej Górki, 2016, materiały organizatora


Honorata Martin: Ściana, obecność, obiekt, prace plastyczne, 2016, materiały organizatora


Michał Marczak i Norman Leto: "Dostrzegalnia gwiazd", instalacja wideo, 2016

Światy równoległe

Część prac nie odwoływała się w sposób bezpośredni do społecznego czy historycznego kontekstu Biskupiej Górki, wykorzystając przede wszystkim atmosferę zbudowaną wokół tajemniczego królestwa. Olaf Brzeski w miejscu, gdzie kończy się ulica umieścił na piedestale rzeźbę kobiety-lwicy oczekującej na tytułowy Powrót królewicza. Paweł Kowzan niepostrzeżenie krążył wokół widzów z ukrytym w plecaku głośnikiem, z którego wydobywały się salwy śmiechu. Zdezorientowani ludzie rozglądali się w ciemnościach, szukając źródła dźwięków. Karolina Freino w lesie w pobliżu ceglanego muru odgradzającego dawne schronisko dla chłopców rozpięła pomiędzy drzewami przezroczysty ekran, na którym tytułowa Pogłoska, jedna z szekspirowskich postaci zaczerpnięta ze sztuki Henryk IV, zgodnie ze znaczeniem swego imienia rozsiewała pogłoski, budząc ogólną niepewność. Postać-wdmo, unosząc się w powietrzu, spacerowała pomiędzy drzewami.


Olaf Brzeski: Powrót królewicza, rzeźba, 2016,  materiały organizatora


Karolina Freino: Pogłoska (Otwórzcie uszy), wideo, 2016, materiały organizatora


Bartosz Buczek: Winter Games, wideo, wydruki, światło, dźwięk, 2016

 

Sztuka stawiania diagnozy

Od wielu lat na ścianie jednej z kamienic tuż przy wejściu na Biskupią Górkę wisiał baner z napisem Shine On You Crazy Dimond będący tytułem piosenki Pink Floyd. Nikt nie wie, kto i dlaczego tam go umieścił, ale zdanie to stało się hasłem powitalnym wzgórza. Witek Orski, nawiązując do niepewnej przyszłości Biskupiej Górki, której grozi gentryfikacja, przeniósł baner do pustego lokalu usługowego i zaaranżował w nim tymczasową galerię sztuki. Baner podniesiony do rangi dzieła sztuki pokazywany był wraz ze zdjęciem dokumentującym pierwotne miejsce jego prezentacji. Wytworzona przez Orskiego sytuacja skłaniała do refleksji na temat roli, jaką sztuka odgrywa w procesach gentryfikacji, często będąc jej pierwszą jaskółką. W zaniedbanej czy też zapomnianej dzielnicy najpierw pojawiają się artyści, przyciągani niską stawką czynszów, za nimi przychodzą ludzie, po jakimś czasie otwierają się knajpy i dzielnica zaczyna tętnić życiem, a za rogiem czają się deweloperzy. Taki scenariusz może zrealizować się także na Biskupiej Górce. Oby tak się nie stało.


Witek Orski: Shine On You Crazy Dimond, interwencja, fotografia, 2016

***

Fotografowanie się w miejscu zamieszkania może rzeczywiście jest dziwne, bo dziecku zdjęcia wciąż kojarzą się z czasem wakacji lub uchwytywaniem momentów szczególnych, a nie z robieniem zdjęć miejscom, które mijamy codziennie. Tegoroczne Narracje udały się nie tylko dlatego, że pokazano na nich wiele dobrych prac, które rezonowały z otoczeniem, ujawniając potencjał tego miejsca – udały się właśnie dlatego, że włączały w swoją orbitę społeczność lokalną, stając się także dla niej szczególnym czasem przyglądania się samym sobie, patrzenia na codzienność z kompletnie odmiennej perspektywy.