Fot. materiały prasowe

Kino zemsty

premiera: 1.12


Zanim obejrzałem najnowszy film Yorgosa Lanthimosa, byłem niemal pewien, że próba współczesnej ekranizacji mitu o Agamemnonie, który zabija jelenia poświęconego Artemidzie, jest wyświechtanym, szkolnym zadaniem dla początkującego greckiego filmowca. Po obejrzeniu filmu wiem jedno: jeśli chodzi o przenoszenie greckich tragedii na ekran, prawdopodobnie nie ma lepszego reżysera niż Lanthimos. Prekursor greckiej Nowej Fali od pierwszego filmu w doskonały, nieco dziwaczny sposób obrazuje fatum, nieuchronną konieczność i dramatyczne próby przeciwstawienia się jej. Jego bohaterowie zawsze są sterowani z zewnątrz, martwi w środku i skazani na los, którego nigdy sami nie wybierali. Ich usta pełne są słów, które nie należą do nich samych. Oprócz typowych dla greckiego reżysera środków stylistycznych znajdziemy tutaj sporo wątków charakterystycznych dla kina Michaela Hanekego (Funny Games) oraz Stanleya Kubricka (Lśnienie). Zabicie świętego jelenia rzuca sporo światła na wcześniejsze obrazy reżysera. Kreowane przez niego postacie to przede wszystkim ludzie zmęczeni, pokiereszowani i oszpeceni walką z nadludzką siłą, a ich zwycięstwo zawsze okupione jest najwyższą ceną.