Regał BILLY, fot. IKEA

A GDYBY TAK TO WSZYSTKO WYRZUCIĆ W CHOLERĘ?

Bądźmy szczerzy: może i mamy na koncie sporo przeczytanych książek (my, konsumenci kultury), ale z pewnością jeszcze więcej mamy nieprzeczytanych. I wcale nie myślę tu o przypadkach kwitowanych wyznaniem: „Nie przebrnąłem przez Ulissesa” lub „Ominęłam trochę Gry w klasy”.

Pomińmy setki nigdy nieotwartych plików na czytnikach, spójrzmy za to na zbiory domowe, ukochane biblioteczki, pejzaże projektowanej osobowości czytelniczej. Przedstawiam unikatowy reportaż z trzeciej półki drugiego regału Billy, ściana północna, wejście zimowe.

 

Od Maneta do Pollocka – dostałam tę antologię w siódmej klasie podstawówki i zawsze będzie mi się kojarzyć z brudnym, melancholijnym styczniem oraz wystawianiem ocen semestralnych. Nie zaglądałam do niej od lat.

Smith, Białe zęby – dowód na to, że pomarańczowe obwoluty brzydko się starzeją. Przeczytałam, ale czy kiedyś wrócę do tej książki? (Nie).

Smith, O pięknie – do tej nie wrócę na pewno, powinnam oddać ją na zbożny cel. Ale przecież kocham Smith. Czy może już niekoniecznie?

Talarczyk-Gubała, Wanda Jakubowska – przeczytałam, o czym świadczy papierek zatknięty w miejscu, w którym natrafiłam na jakiś znaczący fragment. Z zasady trzymam wszystkie książki o twórczości kobiet, więc tę również zachowałam.

Janiszewski, Kto w Polsce ma HIV? – zafascynował mnie wywiad z autorem, który mówił, że na rozmowę z partnerem o byciu nosicielem wirusa HIV nie ma dobrego momentu. Od razu? A może i tak nic z tego związku nie będzie. Kiedy relacja robi się poważna? Trochę nie fair tyle czasu ukrywać fakt tak znaczący dla wspólnego życia. Od lat międlę w głowie ten cytat, książki nie przeczytałam.

Klein, No Logo – kupiona za bony do Empiku (!), które korporacja (!) męża przyznała nam w prezencie ślubnym. Nawet nie zajrzałam, bo w sumie przecież to już przestarzałe, prawda?

Barańczak, Książki najgorsze – czytając, ćwiczyłam się w śmianiu na głosy, a potem głośno recytowałam osobom zgromadzonym w pokoju. Nie śmiały się.

Herbert/Miłosz, Korespondencja – nie cierpię korespondencji literatów. Jak oni znajdowali czas, by sadzić do siebie takie epistoły?

Graves, Biała Bogini – pokłosie romantycznego wyjazdu do Irlandii w 2009 roku. Romantyzm trwał pięć dni i rozgrywał się pomiędzy mną a ideą mistycznej wyspy. Książkę kupiłam natychmiast po powrocie, nawet do końca nie wiem, o czym jest.

Mueller, Powlekać rosnące – pamiątka odkrycia, że istnieją egzemplarze recenzenckie. Jeżeli niniejszy reportaż czyta wydawca tegoż dzieła: klnę się na wszystko, że wrzucę notatkę na Kurzojady, jak tylko przebrnę przez pierwszą stronę.

Gombrowicz, Pornografia – na pewno nadrobię.

Gombrowicz, Dzienniki – mam w indeksie zaliczone konwersatorium z Dzienników, nie muszę ich już czytać.

Cortázar, Opowiadania – podobało mi się opowiadanie Siostra Cora, w gorączce kupiłam dwa tomy. Nadal znam tylko Siostrę Corę. Pomarańczowe okładki brzydko się starzeją, czy już o tym wspominałam?

Herbert, Dramaty – nawet nie wiedziałam, że mam w domu coś takiego.

Ōe, Sprawa osobista – ha! Przeczytałam i bardzo polecam. Może zakupy z namiotu „Tania Książka” w Jastarni mają większą szansę na konsumpcję? 7 zł to poważna inwestycja, mogłam mieć za to gofra.

Jarry, Ubu Król – próbowałam, jakoś nie mogę.

Kundera, różne – nie próbowałam i jakoś nie mogę. Mój mąż podobno lubi Kunderę. Zobaczymy, czy zauważy jego zniknięcie.

Burns, W co grają ludzie – ta książka fascynowała mnie, gdy tkwiłam na wczesnych etapach różnych związków. Teraz już wiem, że ludzie w nic nie grają, są po prostu zmęczeni.

Brontë, Jane Eyre – odprysk kolekcji literatury wiktoriańskiej. Czytałam, a jakże. Z pozostałej części zbioru mogłabym pewnie zbudować sobie mały bunkier (Dickens!).

Topor, Księżniczka Angina – szukałam jej latami, znalazłam i już wcale mi się nie podoba. Czyżbym nie zachowała wrażliwości szesnastolatki?

Bennett, Opowieść o dwóch siostrach – a to jest genialna książka, którą kupiłam za złotówkę w składzie makulatury. Fakt, że być może nie słyszeliście o Bennetcie, znakomicie podsyca mój literacki snobizm.

Homer, Odyseja – mówiłam coś o literackim snobizmie? Przeczytałam Odyseję i całą Iliadę, chociaż nikt mnie o to nie prosił.

Jane Brox, Brilliant: The Evolution of Artificial Light – wyprzedaż w MSN-ie. W każdym porządnym domu powinna być książka z wyprzedaży w MSN-ie, zgodzicie się?

Witkowski, Barbara Radziwiłłówna z Jaworzna-Szczakowej – widziałam na własne oczy, jak Witkowski odgrywa swoją bohaterkę w Teatrze Rozmaitości. Na tym spektaklu płakałam, a potem lekarz zmienił mi antydepresanty na mocniejsze. Książki nie czytałam.

Gauger, Nie to / nie tamto – nadal upieram się, że to jedna z najlepszych polskich książek ostatnich lat. Oh wait.

Frank, Sweet Sweat – dawno temu w Krakowie widziałam projekt Justine Frank. Widziałam Sweet Sweat na targach w MSN-ie (znów). I oto mam, pieszczę myślą, pokazuję znajomym, na pewno kiedyś zdejmę z półki i po pięciu minutach odstawię znowu.

 

Teraz wasza kolej, swoje półki grozy możecie przesyłać (wraz ze zdjęciem) na adres kurzojady@gmail.com, może pośmiejemy się wszyscy?