Piotr Skiba, "Rowlf the Dog", vintage'owa rękawiczka - zabawka, 2015

CAŁKOWITY TWIST

Nomadyczny charakter galerii Wschód nie wszystkim się podoba. Niektórzy uczestnicy tegorocznej edycji WGW zarzucali nam, że tak naprawdę nie jesteśmy galerią warszawską, a to jest impreza zakorzeniona w tym mieście. Według mnie to całkowicie absurdalna argumentacja: głównym kryterium powinno być to, jakie projekty realizuje galeria, jakich artystów reprezentuje, jak sprawnie radzi sobie na rynku, a nie fakt, czy ma 4 białe ściany i stałe godziny otwarcia – mówi Piotr Drewko, który wraz z siedmioma artystami założył galerii Wschód

Podczas ubiegłorocznej edycji Warsaw Gallery Weekend przygotowaliście wystawę w industrialnej hali Domu Słowa Polskiego, wówczas była ona trochę doklejona do programu głównego. W tym roku Wschód jest już pełnoprawnym uczestnikiem WGW. Co cię skłoniło do tego, żeby założyć galerię, która choćby uczestnictwem w WGW legitymizuje się jako galeria komercyjna?

Od początku zależało mi na tworzeniu wystaw, które mają potencjał pobudzania odbiorców. Nie chodzi mi o realizowanie przełomowych projektów, ale o to, żeby doprowadzały one nasze głowy do jakiegoś stanu rozwarstwienia, aktywowały wyobraźnię, dokonywały nawet najmniejszych zmian w percepcji świata. Dobrym przykładem tego typu działań, przynajmniej dla mnie, są prace Michaela E. Smith’a. Za pomocą złożonych obrazów prowadzi on niemal archeologiczne badania człowieczeństwa. Wszystkie wykorzystane w jego pracach obiekty podlegają rekonfiguracji, a ich sens zostaje zawieszony. Choć rozpoznajesz poszczególne elementy, nie jesteś w stanie złożyć ich w całość. Podobną strategię chciałbym zastosować, rozwijając galerię Wschód: nie skupiać się wyłącznie na rynku komercyjnym, ale przede wszystkim generować coś, co ma szansę pobudzić w widzach emocje lub dostarczać im przyjemności. W ubiegłym roku nasze działania obok WGW polegały na skrupulatnym wykorzystaniu przestrzeni Domu Słowa Polskiego oraz mariażu artystów posługujących się zupełnie odmiennymi stylistykami. Chodziło o dojście do takiego miejsca, w którym ta różnorodność wtapiałaby się w wizualnie dominującą architekturę i tworzyła z nią całość. W tym roku tak naprawdę kontynnujemy przyjęty wówczas kierunek działania, zmieniły się tylko okoliczności. Efekt wystawienniczy, jaki mamy zamiar osiągnąć, porównałbym do budynku DZ BANK we Frankfurcie, stworzonego przez świetnego architekta Franka Gehrego. Z zewnątrz jest on po prostu nowoczesną i zgrabną bryłą, w środku natomiast następuje całkowity twist.


Anna Orłowska, Tribute to Jerzy Lewczyński, 2015

 

Wschód nie ma stałego adresu, to rzecz nieczęsta wśród polskich galerii.

Od samego początku dylemat lokalowy był jedną z naszych głównych bolączek. Nie mogliśmy znaleźć niczego satysfakcjonującego. Przez pierwszy rok Wschód działał więc w formule nomadycznej. W tej chwili pojawiło się kilka możliwości zajęcia konkretnych przestrzeni na pewien określony czas, co według mnie ma dużo większy potencjał niż posiadanie miejsca na stałe. Chociaż w którymś momencie rozwoju galerii stały adres staje się koniecznością. Lubię jednak naszą obecną sytuację, bo nie jest ona do końca oczywista – to jedyny moment, kiedy mamy szansę, czas i możliwość na całkowity eksperyment.

 

Nie prowadzisz offspace’u, chociaż tego typu miejsc pojawiło się ostatnio dość sporo w Warszawie. Wydaje mi się, że ta praktyka prowadzenia galeri jest ci mimo wszystko bliska, chociażby dlatego, że struktura organizacyjna twojej galerii ma dość rozmyty charakter.
Nie powiedziałbym, że jest ona płynna – istnieje komórka prawna, jaką jest fundacja operująca pracami artystów, zawieramy umowy, podlegamy wszelkim rozliczeniom podatkowym – struktura jest więc dość przejrzysta. Jako Wschód chcemy pojawiać się w instytucjach i galeriach tak w Polsce, jak i za granicą. Chcemy korzystać z tkanki miejskiej i przestrzeni wystawieniczych, które nie są zlokalizowane w jednym mieście. W tej chwili czynsz za lokal i środki przeznaczane na remont to naprawdę spory koszt, a mimo to zaoszczędzone pieniądze inwestujemy w projekty międzynarodowe albo w promocję. Naprawdę warto korzystać z tego, co oferuje zagranica. Przykładowo w samym Zurichu jest kilkanaście offspace'ów, które działają w trybie całkowitego sformalizowania, a są dużo bardziej otwarte i swobodne w budowaniu programu i współpracy międzynarodowej niż nie jeden polski offspace.


Daniel Koniusz, Bez tytułu, 2016

 

Wasze istnienie zainaugurowaliście wystawą grupową.

Wystawa przy okazji zeszłorocznego WGW nie była pierwsza. Istnienie Wschodu jedynie pozornie wyznacza jakaś cezura czasowa, tak naprawdę to był dość długi proces przechodzenia od kolektywnej chęci działania do struktury bardziej formalnej.

 

Ok, ale czy teraz będziecie, jako galeria, wpisywali się w taki model prezentacji, jaki znamy z galerii prywatnych – czyli co roku runda solowych wystaw artystów związanych z galerią?
W tej chwili na stałe pracuję z siedmioma artystami i dużo lepszym pomysłem wydaje mi się znalezienie jeszcze siedmiu innych artystów zagranicznych. Wszystko po to, by móc tworzyć wystawy w formule double solo, gdzie przez sam fakt zestawienia zupełnie innych języków wizualnych, dochodzi do dialogu, albo przynajmniej tworzy się wrażenie, że taki dialog mógłby zaistnieć. Jednym z przykładów wzajemnego wyczucia rytmu pracy i wizualnej wspólnoty jest duet Piotr Skiba i Nicolas Lamas, których wystawę będę organizował w Warszawie w przyszłym roku. W tego typu działaniu chodzi też o to, by nawiązywać współpracę z międzynarodowymi galeriami i wspólnie tworzyć wystawy. Nam udało się wejść w porozumienie z rumuńską galerią Sabot z Klużu czy holenderskim Cinnnamon. W pierwszej z nich swoje prace pokaże Mikołaj Moskal, w drugiej – Łukasz Sosiński.
 

W Polsce nawet galeriom stricte komercyjnym sprzedawanie idzie jak po grudzie. Czy wierzysz, że model biznesowy to jedyna słuszna droga dla galerii?

Myślę, że nierozważne jest sztywne trzymanie się jednej formuły, która jak wszystko w pewnej chwili się wyczerpuje. Ze sztywnym przywiązaniem do modelu biznesowego jest podobnie, chodzi raczej o to, by skupić sie na generowaniu wartościowych treści, które następnie pokazuje się na wystawie i dopiero potem dochodzi do sprzedaży prac. Biznes nie jest więc początkiem, ale końcem tego równania. Mnie zastanawia, dlaczego w Warszawie nie ma jeszcze żadnych targów sztuki, przy tak dynamicznym rozwoju WGW zorganizowanie tego typu wydarzenia wydaje się koniecznością. Choć w tym roku zaczął działać projekt Not Fair. Ale przyjeżdżający raz do roku do Warszawy kolekcjonerzy z Niemiec czy Belgii to wciąż za mało. Nie wszystkie galerie stać na uczestnictwo w prestiżowych targach zagranicą, dlatego działanie lokalne trzeba na pewno rozwinąć. Czemu na przykład w historii WGW zagraniczna galeria pojawiła się tylko raz? Czemu po zaproszeniu praskiego SVIT’u nie rozwijano tego typu współpracy?


Jan Domicz, Stand, instalacja, 2015, Monachium

Młode galerie mają zwykle pod górkę. Często utrzymują się rok, dwa, potem upadają, nie boisz, że ciebie też czeka taki los?
W tej chwili stawiam na mniej formalną strukturę, bo funkconując w ten sposób, łatwiej jest przetrwać chociażby kłopoty finansowe. Brak stałych kosztów wynajmu lokalu, inwestowanie w promocję i wystawy organizowane poza Polską mogą stanowić alternatywę dla realizowania tradycyjnego modelu prowadzenia galerii w konkretnym miejscu i mogą pomóc w jej szybszym rozwoju. Nomadyczność nie wszystkim się jednak podoba. Niektórzy uczestnicy tegorocznej edycji WGW zarzucali nam, że tak naprawdę nie jesteśmy galerią warszawską, a to jest impreza zakorzeniona w tym mieście. Według mnie to całkowicie absurdalna argumentacja: głównym kryterium powinno być to, jakie projekty realizuje galeria, jakich artystów reprezentuje, jak sprawnie radzi sobie na rynku, a nie fakt, czy ma 4 białe ściany i stałe godziny otwarcia.

 

Jeśli dobrze cię rozumiem, chodzi ci o to, by sposobów do promowania polskiej sztuki na zachodzie szukać niekoniecznie za pośrednictwem dużych instytucji, które i tak wydają się zamknięte na następnych kilka lat.
Dokładnie. Przygotowujemy projekt w galerii DASH w Belgii, która jest bezpośrednio związana z tamtejszą szkołą artystyczną, nie ma potencjału komercyjnego, ale jest rozpoznawalna międzynarodowo. Ma na swoim koncie ciekawe projekty z bardzo dobrymi artystami. Oprócz tego współpracujemy z galerią Melange z Kolonii czy wspomnianymi wcześniej Sabot i Cinnnamon. Tegorocznym najważniejszym wydarzeniem dla galerii jest udział w pierwszych targach, na które zostaliśmy zaproszeni przez kuratorów nowego projektu DAMA. W listopadzie w Turynie będziemy prezentować prace Choróbskiego i Koniusza, występując obok siedmiu wybranych galerii europejskich z dużo większym niż nasze doświadczeniem oraz znacznie dłuższą historią.

 

Co łączy reprezentowanych przez ciebie artystów, czyli Mateusza Choróbskiego, Jana Domicza, Daniela Koniusza, Mikołaja Moskala, Annę Orłowską, Piotra Skibę czy Łukasza Sosińskiego, bo na pewno nie tworzą oni grupy artystycznej?
Przede wszystkim łączy ich to, że od jakiegoś czasu funkcjonują na rynku, ale nie zostali przez niego bezpośrednio wchonięci. Struktura, w której działali im nie odpowiadała. Chcą czegoś więcej. Oprócz tego, to bardzo intensywnie pracujący i intrygujący ludzie.  

 

A czym się kierowałeś w tym doborze?

Fascynacjami wizualnymi, na przykład w pracach zaproszonego na tegoroczną odsłonę WGW A stitch in time saves nine Norwega Olve Sande fascynuje mnie czystość obiektu, stonowanie, minimalizm.

Coś á la Mateusz Choróbski, który również widnieje na liście twoich artystów.
I tak i nie, bo Mateusz jest bardzo wyrazisty, pracuje w dużej skali, w sposób precyzyjny dobiera materiał, pracuje z przestrzenią. Za to prace Olve są konsekwentne i spójne tak wizualnie jak i materiałowo. Ta różnorodność jest dla mnie najciekawsza i najbardziej pobudzająca.


Łukasz Sosiński: The entire universe of possibilities, 2015

 

Mirosław Bałka powiedział mi kiedyś, że odradza młodym artystom uczestnictwo w rynku galeryjnym. Galeria-eksperyment być może tworzy kompromis pomiędzy rynkiem a sztuką. Ty często używasz zaimka „my” – zrobimy, działamy. Czy Wschód powstaje we współpracy z artystami, nie narzuca im konkretnego formatu?
Tak, zamiast ustanawiać jeden kierunek działania, staram się angażować wszystkich w lepienie struktury, jaką jest galeria. Ważne, że żadna z tych osób, poza Mikołajem Moskalem i Anią Orłowską, nie była wcześniej związana z galerią komercyjną. Myślę, że dzięki temu zachowali poczucie swobody działania. Wszyscy tworzą rzeczy, które mogłyby się nie sprawdzić w galeriach. Podejmują ryzyko, które nie zawsze jest opłacalne. Piotr Skiba, bardzo doświadczony artysta z poważnymi wystawami na koncie, poświęcił ogrom czasu na robienie niezwykle trudnych i kosztownych odlewów. To materiałowo bardzo uwodzące obiekty, ale raczej trudne do sprzedania. Mimo to wciąż je robi, bo one są zwyczajnie zajebiście ciekawe i piękne.

 

Artyści z którymi pracujesz są młodsi od większości artystów z puli galerii biorących udział w WGW. To „pokolenie Erazmusa”, które było zagranicą, bardzo wcześnie zorientowało się, jak wyglądają zachodnie uczelnie i rynki. Tacy ludzie mają też zwykle większe oczekiwania.

Kiedy można obserwować praktycznie wszystko, co się dzieje poza naszym krajem – jak budowane są wystawy, jak intensywnie rozwijają się takie inicjatywy jak Berlin Gallery Weekend, jaka skala towarzyszy międzynarodowym imprezom, to te oczekiwania się zmieniają, bo perspektywa jest znacznie szersza. Na szczęście zbyt duże oczekiwania są bardzo szybko weryfikowane przez ograniczenia, z jakimi trzeba sobie radzić – nie zawsze prowadzą one do inspirujących działań i pomysłów, co też jest dobre. Lekkie perturbacje i problemy uczą, jak poruszać się w bardziej konstruktywny sposób.


Mateusz Choróbski: long day's journey into night, 2016

 

Czy możesz powiedzieć, że masz komfort pracy i możesz sobie pozwolić na galerię-eksperyment, bo od jej obrotów nic nie zależy, nie musi ci ona spłacać kredytu?

Nie mam komfortu pracy, kiedy wiem, że dostępne środki są zużywane w czasie nieproporcjonalnie krótszym w stosunku do czasu ich gromadzenia. Poczucie komfort przychodzi z czasem. Na początku dominuje mieszanka adrenaliny i niepewnego stawiania kroków z jedynie częściowym przekonaniem, że to wszystko ma sens.

 

Piotr Drewko – absolwent studiów BA (HONS) Photographic Arts na University of Westminster w Londynie. Koordynator projektów artystycznych dla Fundacji Nowej Kultury Bęc Zmiana w latach 2013-2014 (festiwal architektoniczny Synchronizacja, Festiwal Dni Themersonów w Warszawie, magazyn artystyczny „Format P”, seria instalacji w przestrzeni publicznej Asocjacje). Odpowiedzialny za komunikację programu wystaw w roku 2015 w Muzeum Rzeźby im. Xawerego Dunikowskiego (współpraca przy wystawie Majątek; Figury retoryczne; Zbigniew Libera: to nie moja wina, że otarła się o mnie ta rzeźba). Od 2015 roku prowadzi Galerię Wschód. 

www.galeriawschod.com