VJ Battle w ramach Interference Festival, fot. dzięki uprzejmości organizatora

BYĆ TU I TERAZ W PRZEŻYWANIU CZEGOŚ WSPÓLNIE

VJ Battle w ramach Interference Festival w Gdańsku to pretekst do opowieści nie tylko o VJ-ingu, ale i o współczesnej kulturze wizualnej. Z performerem wizualnym oraz autorem i wykonawcą wizualizacji Radosławem Derubą rozmawia Aleksandra Litorowicz

 

Aleksandra Litorowicz: Jaka była twoja droga do VJ-ingu?
Radosław Deruba: Na początku szedłem nią zupełnie nieświadomie. Od małego jarała mnie animacja, montaż filmowy i koncerty. Nigdy nie kształciłem się muzycznie, ale lubiłem doświadczać sytuacji koncertowych na żywo. Zajmowałem się animacją i montażem i w pewnym momencie odkryłem, że można to połączyć. Dzięki rozwojowi internetu znalazłem narzędzia pozwalające to robić, a po studiach filozoficznych stwierdziłem, że tworzenie wizualizacji na żywo daje mi największą satysfakcję. W ten sposób zacząłem się zajmować tak zwanym VJ-ingiem.

Czym on jest?
Mam wrażenie, że to słowo dziś często używane jest w złym kontekście. VJ-ing powstał w latach 80. w MTV, gdzie autorzy programów miksowali na żywo teledyski. VJ działa analogicznie do DJ-a, który miksuje cudze kawałki, żeby stworzyć nową jakość – i VJ robi coś podobnego, choć dziś jest na bardzo wysokim poziomie kreacji i dysponuje narzędziami, które zupełnie nie pasują do „klasycznej” definicji VJ-ingu. To już nie jest miksowanie cudzych materiałów, tylko tworzenie własnych i ich montowanie, albo wręcz konstruowanie własnych instrumentów – syntezatorów wizualnych, które na żywo reagują na muzykę. Mamy więc trzy kategorie: VJ-ing, live act, czyli kreowanie swoich sampli, animacji czy też filmów i granie ich na żywo, oraz visual performing, czyli tworzenie syntezatorów wizualnych.

Zauważyłam, że artyści podczas VJ Battle korzystali z (zapewne własnych) fotografii, rysunków, animacji i materiałów found footage. Włożyli w to mnóstwo pracy. Czy to popularne?
Najpopularniejsze rzeczy są najprostsze do zrobienia. Mam wrażenie, że istnieje tendencja do tego, by iść na łatwiznę. A robienie wizualizacji z własnych materiałów nie jest proste. We wczorajszym VJ Battle rzeczywiście mogliśmy oglądać osoby, które bardzo autorsko podchodzą do sprawy. Przynajmniej dwójka z nich robi swoje materiały z rysunków, były też przykłady własnych materiałów filmowych i animacji. W przypadku tych osób staram się nie używać określenia VJ, bo o ile DJ pobiera cudze materiały i je miksuje, to tutaj poziom kreacyjnego zaangażowania jest tak duży, że muszę znaleźć na to jakąś nową nazwę. Dla mnie taki ktoś to performer wizualny.

Czy VJ-e korzystają z gotowych efektów, czy też sami je tworzą, kodują i modyfikują?
To kwestia wyboru. Narzędzia cyfrowe są dziś tak rozwinięte, że tworzymy własne efekty, przekształcenia i stroboskopy, piszemy własne programy do generowania wizualizacji. Chodzi o to, żeby opracować taki program, który będzie w adekwatny sposób reagował na muzykę. Współczesny artysta wizualny musi mieć głębokie praktyczne pojęcie o programowaniu. Umożliwia to tworzenie własnych narzędzi, które pozwalają uczynić wizualizacje tym, czym powinny być, czyli merytoryczną esencją danej muzyki.

Czy istnieją jakieś urządzenia dedykowane dla VJ-ów? Wczoraj widziałam kontrolery midi, które są przecież używane także w innych dziedzinach sztuki.
Tworzenie wizualizacji i materiałów animacyjnych polega zazwyczaj na zmienianiu wartości liczbowych; skali, natężenia danego efektu czy przesunięcia danego punktu . Żeby „wsadzić ręce” w dany program, trzeba mieć jakąś fizyczną reprezentację tego, co się dzieje w komputerze – do tego służą kontrolery midi, które powstają głównie z myślą o muzykach. Można powiedzieć, że kontrolery midi tworzone dla muzyków i dla VJ-ów to zależność rzędu 99:1. Właściwie nie ma customowych rzeczy dla VJ-ów. Są tylko miksery wideo, które wykorzystujemy do łączenia kilku źródeł. To, czego potrzebujemy, to głównie przyciski, gałki i suwaki – a to możemy śmiało zapożyczyć ze sprzętów, które zostały stworzone właśnie dla muzyków.

Czy sztuka wizualna, którą tworzycie, jest ściśle związana z muzyką? Czy może ma jakieś inne zastosowania?
Jakiekolwiek sobie wyobrazisz. To może być przedstawienie teatralne, reklama, czy – tym się obecnie zajmuję – instalacje wizualne, w których wizualizacje wykorzystywane są na przykład do wykreowania wirtualnej rzeczywistości, dzięki czemu możliwe jest imersyjne wchłonięcie widza przez rzeczywistość, którą mu przedstawiasz. Zastosowań jest mnóstwo. Wizualizować można nie tylko muzykę – to tylko jedna z kategorii danych wejściowych. Równie dobrze możemy wizualizować dane dotyczące czystości powietrza, dane socjologiczne i inne. Tam, gdzie jest ekran, tam są wizualizacje.

VJ Battle w ramach Interference Festival, fot. dzięki uprzejmości organizatora

Czy live act, o którym wspominałeś, to wyższy stopień wtajemniczenia? Wyzwanie dla tych naprawdę najlepszych, coś, do czego się dąży i co świadczy o kunszcie?
Tak. Można osiągnąć naprawdę piękne efekty playbackiem – kiedy artysta puszcza play i masz świetnie zsynchronizowane audiowizualne widowisko. Ale jeśli zrobisz to na żywo, czyli istnieje jakieś ryzyko, to widz bardziej ci zaufa, wejdzie głębiej w stworzony przez ciebie świat. Chodzi o to, żeby być tu i teraz w przeżywaniu czegoś wspólnie. W sumie już od małego zawsze, kiedy patrzyłem na jakieś wykony live, to zajmowałem się głównie wypatrywaniem, czy na pewno każdy członek zespołu ma jakąś funkcję i czy to nie jest czasem odgrywane – patrzyłem artystom na ręce, bo granie z playbacku zawsze mnie mierziło. Nie do końca potrafię to wytłumaczyć, ale sądzę, że chodzi o to, żeby faktycznie było jakieś ryzyko – i możliwość improwizacji, dostosowania się do konkretnej chwili. Dlatego najbardziej jarają mnie programy, które pozwalają na robienie wszystkiego na żywo. To jest najtrudniejsze. Chodzi też o moc obliczeniową, bo nie uciekniemy od narzędzi, jakimi są komputery. Żeby wykonać coś na żywo, trzeba znacznie większej mocy obliczeniowej aniżeli ta potrzebna do odtwarzania prerenderowanego filmu.

Podczas VJ Battle artyści robili wszystko na żywo. Jakie były kryteria stosowane przez jurorów?
Jurorzy zwracali uwagę przede wszystkim na to, czy artysta panuje nad materiałem, na użycie kontrolerów, pewną giętkość i gibkość jeśli chodzi o dostosowanie się do muzyki. Dlatego też zaprosiliśmy jednego z najwybitniejszych polskich DJ-ów, bardzo eklektycznego DJ-a SZUma, który zadał VJ-om naprawdę trudny materiał. Wielu sobie nie poradziło. Kolejna sprawa to jakość, a właściwie jakość i technika – czy to było generatywne, czy to był found footage, a jeśli był, to czy faktycznie został użyty z jakimś zamysłem i czy powstało tu coś nowego. Estetyka stała na ostatnim – ale nie mniej ważnym – miejscu.

Można się tego gdzieś nauczyć?
Nie w Polsce. Tutaj wszyscy jesteśmy samoukami. Oczywiście w kilku ośrodkach coś zaczyna kiełkować, ale my całą wiedzę zdobyliśmy w internecie, przede wszystkim na forach, gdzie możesz porozmawiać o najbardziej palących i trudnych kwestiach. Są też organizowane warsztaty, podczas których możesz porozmawiać z osobą kompetentną w jakimś wąskim zakresie – i to jest najbardziej luksusowa sytuacja. Mnie bardzo pomogły te w Centrum Technologii Audiowizualnych we Wrocławiu. Ale jeszcze trochę nam brakuje. Tuż obok, w Austrii, mamy Linz, gdzie bardzo dużo się dzieje w zakresie sztuki nowych mediów. Na pewno to będzie coraz intensywniej do nas docierać.

Jak liczne jest wasze środowisko w Polsce? Czy można tu mówić o kulturze VJ-skiej?
Tak, ta kultura krzepnie już od dziesięciu lat, a nawet dłużej. Są VJ-e, którzy zajmują się tym już 15–16 lat. Był taki czas, kiedy wszyscy znali wszystkich, ale teraz mam wrażenie, że każdy świeżo upieczony student ASP chce zostać VJ-em – tak jak kiedyś wszyscy chcieli być DJ-ami.

W jakim punkcie znajduje się dziś VJ-ing na świecie? Co z Europą, Stanami – ale też z Azją, będącą technologicznym gigantem? Funkcjonuje tam wysoko rozwinięta kultura rysunku
Artyści z Japonii prezentują niewyobrażalny poziom i wszyscy na nich patrzą. Warto patrzeć na Wschód. Dużo się dzieje w Rosji, tamtejsze firmy wizualne wkraczają powoli do Europy i Stanów Zjednoczonych. Czymś dziwnym, ale całkiem potężnym, jest Ameryka Południowa i Środkowa, czyli Brazylia, Kolumbia, Boliwia i Meksyk. Jest tam mnóstwo nowoczesnych działań na granicy natury i nowych technologii. Myślę, że Niemcy i Francja trochę się zasiedziały w tym temacie, a Polacy wciąż mają świeżość i przebojowość. Rodzi się polska przestrzeń generatywna, w której powstaje coraz więcej projektów na żywo. Jesteśmy na całkiem niezłym poziomie – mamy sporą świadomość wizualną i kilka mocnych postaci, które zawojowały Europę i świat, wygrywają konkursy wizualne czy VJ-skie na świecie. Mamy więc estetykę, i nawet jeśli trochę brakuje nam narzędzi, to też nie jest źle. Sądzę, że lepiej mieć mniej narzędzi, ale w pełni je wykorzystywać, niż mieć ich dużo i wykorzystywać tylko mały procent.

VJ Battle w ramach Interference Festival, fot. dzięki uprzejmości organizatora

Czy na świecie VJ-ing jest już traktowany jako pełnoprawna dziedzina sztuki?
Tak, zdecydowanie. U nas powoli też zaczyna tak być, choć często toczą się jeszcze dyskusje na ten temat. Całkiem niedaleko, w Austrii, odbywa się jeden z największych festiwali nowych mediów – Ars Electronica. Tam nie zadaje się takich pytań, bo odpowiedź na nie już dawno padła. To, za pomocą czego mówimy, to obraz, tylko że generowany na żywo i manifestujący się co milisekundę. To medium jest dość nowe i wciąż się rozwija, więc osobom niezainteresowanym tematem może być trudno nadążyć za technologicznymi nowinkami. Dziś w sztuce wykorzystuje się sztuczną inteligencję i przestrzeń internetową – i w tych zakresach odbywają się dyskusje o tym, co jest sztuką, a co nie.

Gdybyś mógł się pobawić w futurologa i odpowiedzieć na pytanie: co będzie dalej? Wspominałeś, że VJ-ing już brata się z nowymi mediami i rozszerzoną rzeczywistością.
Tak, tworzenie wizualizacji od początku wiązało się z wykorzystaniem najnowszych technologii, ponieważ, jak wspominałem, potrzeba do tego dużej mocy obliczeniowej. Czeka nas programowanie coraz bardziej zaawansowanych systemów analizy i odpowiedzi wizualnych. W tym roku jako kolektyw Elvin Flamingo + INFER zrobiliśmy instalację łączącą świat biologii z techniką. Zastosowaliśmy w niej czujniki, które analizowały życie dżdżownic i w czasie rzeczywistym wysyłały dane do komputera. Następnie to życie manifestowało się rozbłyskami świateł LED w fizycznej części naszej instalacji oraz efektami w obrębie wirtualnej rzeczywistości – VR. Myślę, że w przyszłości będziemy częściej łączyć biologię i technologię, szczególnie w dziedzinie „cyborgizacji” gatunku ludzkiego. Oczywiście w przestrzeni sztuki współczesnej od dawna mamy do czynienia z takimi działaniami (vide: Stelarc), ale w najbliższym czasie dojdzie do ścisłego powiązania człowieka z technologią, co mnie jednocześnie podnieca, interesuje i martwi. Wybiegając nieco w przyszłość: uważam, że artyści w takim sensie, w jakim to dziś rozumiemy, zostaną zastąpieni przez sztuczną inteligencję. Natomiast artyści przyszłości zajmować się będą projektowaniem oprogramowania, które to umożliwi.

 

Radosław Deruba – performer wizualny, autor teledysków i wizualizacji, wykonawca wizualizacji generatywnych. Swoje prace prezentował na licznych koncertach i wystawach indywidualnych na całym świecie, między innymi w Centro Nacional de las Artes w Meksyku, Zachęcie Narodowej Galerii Sztuki w Warszawie, Państwowej Galerii Sztuki w Sopocie, Brancaleone w Rzymie, na festiwalach Audioriver, Tauron Nowa Muzyka i Interference. Występował w Pałacu Królewskim w Warszawie, w Centrum Technologii Audiowizualnych we Wrocławiu, w Centrum Sztuki Współczesnej w Gdańsku, Toruniu i Warszawie czy w Loophole w Berlinie. Zwycięzca Grand Prix na Biennale WRO 2017 Draft Systems w kolektywie Elvin Flamingo + INFER oraz na Festiwalu Videozone 2015 za najlepsze wizualizacje. Finalista festiwali wizualnych: Circle of Light Moscow, inSPIRACJE 2014, LPM 2013 Mexico, LPM 2013 Rome, Videozone 2012 i 2013, IN & OUT 2012. Koordynator Międzynarodowego Konkursu VJ Battle na Interference Festival. Od 2008 roku prowadzi warsztaty z zakresu animacji i wizualizacji. Współtwórca kolektywu INFER.

VJ Battle to „bitwa” twórców wizualnych kreujących wizualizacje w czasie rzeczywistym. Pojedynek przypomina bitwę freestyle’ową. Polega na tworzeniu na żywo opowieści do puszczanej przez DJ-a muzyki, której artyści wcześniej nie znają. Całość odbywa się w systemie pucharowym, a zwycięzca wybierany jest przez jury. Bitwa odbyła się w ramach tegorocznego festiwalu sztuk wizualnych Interference w Gdańsku. Inne festiwalowe wydarzenia to między innymi konkurs Wolność Formy, warsztaty z ekspertami sztuk wizualnych, koncerty i projekcje.

interferencefestival.com