BĘDZIE TYLKO GORZEJ

TEORIA WIELKIEGO PRZEBRANŻOWIENIA: 2017 może okazać się rokiem nie tylko wyhamowania PKB, ale i licznych przebranżowień. Osierocone przez starą kadrę stanowiska menadżerskie muszą zostać obsadzone przez nowe siły. Mówi się, że rynek pracy pozostaje bezradny wobec faktu, że w sektorze kultury brakuje wykwalifikowanych osób, spełniających wymagania kandydatów na stanowiska dyrektorskie. Może warto więc rozejrzeć się za specjalistami z innych dziedzin, którzy z powodzeniem mogliby zastąpić osoby dotąd pełniące zaszczytne funkcje w polskich instytucjach kultury. Co my tu mamy?

 

„…Domy wznosi piekarz, bo w tej pracy biegły.

Handel zagraniczny rozwijają zduni.

Znają koniunktury z gawędzeń babuni.

Domy, mosty, szkoły to domena szewców,

a z krawców się robi zwycięstwa ich piewców”

Stanisław Staszewski

 

 

Kowal. Zawód bardzo pożądany w czasach wielkiego powrotu do rzemiosła i prac warsztatowych. Sztuka musi zacząć działać, sztuka musi znów być wielka, a kowal to osoba, która wreszcie uleczy ją z wszelkich bolączek. Kowal świetnie zna się na obróbce metalu, potrafi kuć, giąć, spawać i skrawać. Ma fach w ręku, to przedstawiciel ludu, a sztuka tego nurtu jest słabo reprezentowana – może czas to zmienić. Sztuka pod rządami mocnej ręki wreszcie podniosłaby się z kolan.

Trener. Adam Nawałka potrafił zajść z reprezentacją Polski do ćwierćfinałów Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej, Jacek Magiera potrafił doprowadzić Legię do remisu ze słynnym Realem Madryt. Dobry trener będzie więc w stanie doprowadzić polską sztukę do sukcesu, zgrać artystów, zintegrować i scalić środowisko, zunifikować estetyki, wyznaczyć wspólny cel, ale też w dalszej perspektywie: stworzyć genialną taktykę rozpracowania przeciwnika. No i „drużyna” to ostatnio modna figura retoryczna.

Stylistka. Zawód przyszłości. W czasach mediów społecznościowych i ciągłej konieczności prezentowania swojej osoby innym świadomość własnego stylu jest rzeczą nieodzowną, zwłaszcza wśród ludzi kultury. Doświadczenie stylistki może też pomóc w komponowaniu pięknych, kolorowych, a przede wszystkim eleganckich ekspozycji, otworzyć nas na emocje, które przeintelektualizowana sztuka współczesna uznała za gorszy sort. Pewna znana stylistka, pracująca niegdyś z równie znaną piosenkarką śpiewającą o Cykladach i Buenos, wysłała już do nas swoje portfolio. Musimy przyznać, że przypatrujemy mu się z nie lada zainteresowaniem, a jej kandydatura brana jest bardzo poważnie pod uwagę.

 

Detektyw. Osoba, która nawet jeśli nie zostanie postawiona na najwyższym stopniu korporacyjnej drabinki rodzimych galerii sztuki, to świetnie poradzi sobie na nieco niższej posadzie menadżerskiej. Detektyw to osoba wysoko wykwalifikowana, zawsze wie, co gdzie jak i kiedy, obserwuje spojrzenia, bada i sprawdza listy tych, którzy już odwiedzili wystawy albo krzywo się uśmiechnęli, czytając tekst kuratorski. Sporządza notatki i zakłada teczki – wie, że władza to przemoc, jego działanie nie pozostawia więc złudzeń, że może być inaczej.

 

Poeta. Gdy czyta się wnioski spływające do instytucji, propozycje wystaw czy opisy przyszłych pawilonów, trzeba mieć w sobie poetę. Tak, poetę, bo dla osoby niewrażliwej, patrzącej na świat przez szkiełko i oko, teksty kuratorskie mogą wydać się bełkotliwe. A przecież same w sobie są już sztuką.

 

Start-upowiec. Sztuka jako wielki start-up – oto marzenie, które, aby się ziścić, potrzebuje młodych, wierzących w swoje siły menadżerów i menadżerek. Błyskotliwy pomysł, potem jego błyskawiczna realizacja i boom, mamy to, otwieramy szampana! Sztuka to przecież świetny interes, a galeria to przedsiębiorstwo, które wymaga nowego modelu biznesowego. A więc: niskie koszty, większe ryzyko, potencjalnie wysoki wzrost. Dalej fuzje, cięcia, zyski i poranny jogging, tak wygląda zdrowy organizm artystyczny.

 

Artysta. Opcja najbardziej ryzykowna, jednak może najwyższy czas oddać władzę w ręce artystów. Slavoj Žižek w krótkim nagraniu tłumaczył niedawno, że wybór Donalda Trumpa na prezydenta Stanów Zjednoczonych może obudzić kraj z marazmu. Czy ta osobliwa logika będzie miała przełożenie na świat sztuki? Może czas wreszcie przewertować portfolia artystów i rozpatrzyć ich kandydatury na naczelne stanowiska kuratorskie. Przecież nieraz już udowodnili, że „sztuka w naszym wieku” wymaga zmiany, także tej systemowej.

 

Sprzedawca biletów na podrzędną autostradę. Paradoksalnie specyfika tej profesji przypomina obowiązki dyrektorów wielu rodzimych instytucji kultury. W ciągu dnia kasjera obsługującego podrzędną autostradę odwiedza najwyżej kilkanaście osób, dlatego każde „dzień dobry, dziękuję” bardzo go cieszy. To zawód tak bliski pracy w kulturze, że można się spodziewać, iż proces rekrutacji i przebranżowienia osób z tego sektora przebiegałby bardzo sprawnie.