Coney Island. Fot. Katarzyna Szymkiewicz

Artyści w podróży

Trwa 17. edycja konkursu Artystyczna Podróż Hestii. Prace finalistów – młodych twórców z całej Polski – będzie można zobaczyć w Muzeum nad Wisłą w Warszawie, gdzie 25 czerwca, podczas wernisażu wystawy finałowej, ogłoszone zostaną nazwiska laureatów. Przed finalistami stoi szansa między innymi miesięcznej podróży i rezydencji artystycznej w światowych centrach sztuki nowoczesnej – Nowym Jorku i Walencji. O to, co takie doświadczenie realnie daje najmłodszemu pokoleniu artystów, Aleksandra Litorowicz spytała Józefa Gałązkę i Katarzynę Szymkiewicz, czyli zeszłorocznych finalistów (nagroda główna ex aequo).

 

Staram się po prostu rzeźbić swoje

Aleksandra Litorowicz: Jak skorzystałeś z wyjazdu do Nowego Jorku?

Józef Gałązka: Z wyjazdu do Nowego Jorku skorzystałem, kupując w korzystnej cenie wkrętarkę w Home-Depot. Ostatnio użyłem jej do skręcenia skrzyni, w której wysłałem rzeźbę na wystawę dyplomową młodej kuratorki studiującej w SVA NYC. To bardzo dobra wkrętarka, mam nadzieję, że jeszcze długo mi posłuży.

Jak wyglądał twój pobyt?

Odbywał się w ramach programu Residency Unlimited. Czas spędzony na rezydencji przeznaczyłem na tak zwany research, czyli włóczenie się po mieście, stołowanie się w barach szybkiej obsługi oraz oglądanie wystaw sztuki i sklepowych. Ponadto program obejmował spotkania z kuratorami, na których można było zaprezentować swoją twórczość.

 

Bogaty asortyment w sklepie branży imprezowej, Harlem, Nowy Jork, 2017. Fot. Józef Gałązka.
 

Czy ta podróż nauczyła cię czegoś istotnego, zmieniła twój punkt widzenia?

Nie zakochałem się w tym mieście, ale nie jest mi ono obojętne. Muszę jeszcze tam wrócić, poznać je bez nieśmiałości pierwszego spotkania. Ostatnio obserwuję, że co jakiś czas wyciągam z pamięci jakieś fragmenty z tego pobytu, które mogą być zaczynem do dalszych działań. Wyjazd do USA pozwolił mi też z innej perspektywy spojrzeć na moje otoczenie: społeczeństwo, sztukę, przestrzeń publiczną. Miałem dość mocno wyidealizowany obraz Ameryki. Po tym wyjeździe bardziej doceniam to, co mam u siebie na miejscu: pracownię na akademii, bułki, masło, kolekcje polskich muzeów, trawniki, drzewa, chodniki czy ubezpieczenie zdrowotne.

Czy widzisz ślady tego wyjazdu w swojej porezydencyjnej twórczości?

Ostatnio często myślę o tym, że skoro istnieje malarstwo pejzażowe, to powinno również istnieć rzeźbiarstwo pejzażowe. Myślę, że Nowy Jork to byłby bardzo dobry model do takiej rzeźby. Bliskie jest mi proste podejście do sztuki. Takie, jakie mieli na przykład Grecy, którzy chcieli jak najwierniej naśladować naturę. Echa mimetyzmu słyszę do dzisiaj, kiedy jako komplement ktoś mówi, że coś się udało, bo jest „jak żywe”. Bardzo lubię czerpać z najbliższego otoczenia, przyglądam się nowo powstającym budynkom oraz układom i kompozycji tych już istniejących. Uwielbiam estetykę makiet i gablotek, w których próbuje się skondensować jakiś wycinek przestrzeni i wiernie o nim opowiedzieć. Myślę, że miasto samo w sobie jest niezwykłą rzeźbą. Dlatego ciągnie mnie do czerpania z miejskiej tkanki, i pod tym względem wyjazd do Nowego Jorku był naprawdę inspirujący. Architektura tego miasta jest bardzo zdyscyplinowana i pragmatyczna, a skala wydaje się dość brutalna względem człowieka. Przebywanie w takim otoczeniu to bardzo ciekawe doświadczenie.
Ostatnio zrobiłem rzeźbę bloku mieszkalnego – składała się z prefabrykowanych modułów, które można dowolnie układać i komponować. Wyszła z tego taka modernizująca fawela, bo chciałem dodać do tej uporządkowanej struktury trochę organiczności. To było oczywiście inspirowane naszymi blokami, ale myślę, że z nowojorskich doświadczeń też coś się urodzi.

Kiedy byłem na wystawie Louise Bourgeois w MoMA, urzekło mnie, że sportretowała swojego syna jako wieżowiec, bo uważała wieżowce za coś niezwykle pięknego. Ja nie odczuwam aż takiej empatii względem architektury, jest ona dla mnie fascynującym elementem współczesnego pejzażu. Staram się jednak, żeby budynki nie zasłoniły mi horyzontu, na który też lubię popatrzeć.

Amerykanie mają dużo animuszu, a nowojorczycy szczególnie. Zetknięcie z tak dużą różnorodnością w obszarze sztuki pozwoliło mi odciąć się od przekonania, że istnieje jakaś jedna słuszna droga. Jestem bardziej otwarty na własne pomysły i nie traktuję siebie zbyt surowo. Staram się bardziej ufać swojej intuicji i po prostu rzeźbić swoje.

Co dalej? I czy ta rezydencja ma na to jakiś wpływ?

Przesunięcie środka ciężkości na drugą półkulę na okres jednego miesiąca z pewnością wpłynęło na trajektorię Ziemi, ale prawdopodobnie nikt tego nie odnotował. Nie wiem, jakie będą konsekwencje, to się okaże w przyszłości.
Teraz kontynuuję projekt fontannowy na placu Kasztelańskim na warszawskich Jelonkach. Instalacja powstaje w wyniku współpracy mieszkańców okolicy oraz sympatyków projektu. Ze sprzętów codziennego użytku mających związek z wodą powstała kaskadowa fontanna z zamkniętym obiegiem, napędzana ręcznymi pompami. W czerwcu zapraszam na uroczyste odsłonięcie fontanny oraz na potańcówkę, na której zagra Warszawsko-Lubelska Orkiestra Dęta.

 


Fot. Kinga Porucznik

 

Józef Gałązka – do konkursu APH przystąpił jako student 1 roku programu II stopnia Wydziału Rzeźby ASP w Warszawie, prezentując pracę licencjacką powstałą na Wydziale Sztuk Wizualnych ASP w Łodzi. Tegoroczny stypendysta programu MKiDN Młoda Polska. Na swoim koncie ma między innymi udział w wystawach Bric-à-Brac (Nowy Jork, 2018) i Warszawa w Budowie. Plac Defilad: Krok do przodu (Warszawa, 2017) oraz w VI Międzynarodowym Sympozjum Rzeźbiarskim im. Katarzyny Kobro (2014). Stypendysta Rektora ASP w Warszawie (2017–2018).

 

 

Dzięki podróży wiele się o sobie dowiedziałam

Aleksandra Litorowicz: Jak skorzystałaś z wyjazdu do Nowego Jorku?

Katarzyna Szymkiewicz: W Nowym Jorku poszukiwałam nowych doświadczeń i inspiracji. Byłam nastawiona na odkrywanie miasta, nawiązywanie kontaktów. Spędziłam tam miesiąc, miałam więc okazję odwiedzić zarówno miejsca, które zwykle pojawiają się w artystycznych przewodnikach po metropolii, jak i te mniej uczęszczane, a dla mnie równie ważne i wyjątkowe.

Jak wyglądał twój pobyt?

Mieszkaliśmy przy ulicy Broadway na Brooklynie. Szczególnym miejscem naszego mieszkania była wspólna kuchnia stanowiąca miejsce spotkań z innymi artystami biorącymi udział w rezydencji. Residency Unlimited mieściła się sześć stacji metra dalej w budynku byłego kościoła. Organizatorzy umawiali nas na spotkania z kuratorami i osobami animującymi artystyczne życie Nowego Jorku.

Dyrektorka rezydencji Nathalie Angles zaprosiła nas między innymi na wernisaż amerykańskiej artystki Laury Owens w Whitney Museum – i zaskoczyły mnie łączące nas podobieństwa formalne. U Owens rytmy krat i kół przenikały się z formami biologicznymi. Co zabawne, jej prace poznałam znacznie wcześniej, przeglądając Instagrama.

Szczególnie istotnym dla mnie momentem była wizyta w DIA:Beacon, gdzie dotarłam pociągiem jadącym wzdłuż rzeki Hudson. Prawie dwugodzinna droga oferowała przepiękne widoki. Na miejscu mogłam obejrzeć jedną z największych kolekcji dzieł amerykańskiego minimalizmu, między innymi Michaela Heizera, Agnes Martin, Waltera de Marii, Richarda Serry czy Dana Flavina.

Czy ta podróż nauczyła cię czegoś istotnego, zmieniła twój punkt widzenia?

Rezydencja dała mi szansę skonfrontowania mojej twórczości z zagranicznymi kuratorami, mogłam się przekonać, jak międzynarodowe środowisko reaguje na moje prace. Otrzymałam kilka uwag i wskazówek, które po powrocie okazały się pomocne. Przede wszystkim dzięki tej podróży wiele się o sobie dowiedziałam.

Początkowo niepokoił mnie fakt, że z powodu napiętego harmonogramu nie miałam czasu pobyć sama, oddać się refleksji i skupić na działaniu twórczym. Jednak z perspektywy czasu cieszę się, że wyjazd okazał się fascynującą przygodą, a nie wiązał się ze stworzeniem pracy artystycznej na miejscu. Dzięki przerwie od codziennej samotnej pracy wróciłam z nową energią i odświeżoną głową.

 


Katarzyna Szymkiewicz: Układ 250132, 2017

 

Czy widzisz ślady tego wyjazdu w swojej porezydencyjnej twórczości?

Zyskałam więcej pewności siebie i nabrałam nowej siły do pracy. Gdy wykreślam formy, towarzyszą mi nowe bodźce. Inspirujące okazały się na przykład rusztowania, które otaczały nowojorskie budynki, urzekł mnie ich regularny rytm. Powtórzenia oddają wrażenie nieskończoności, podczas przechadzek po mieście można je spotkać na każdym kroku. Stanowią dla mnie symbol tego miasta, które cały czas pozostaje w procesie, wznosi się i ulepsza.

Jedyną materialną rzeczą, jaką przywiozłam do pracowni, jest znaleziony na ulicy kawałek blachy. Z myślenia o czymś, co można łatwo przetransportować, i o tym, jak to zrobić, wynikł pomysł sięgnięcia po nowe materiały. Chciałam wykorzystać trwały materiał, który zachowuje swoją historię. Wydaje mi się, że najlepszą odpowiedzią na to pytanie będą najbliższe realizowane przeze mnie wystawy i projekty artystyczne.

Co dalej? I czy ta rezydencja ma na to jakiś wpływ?

To była moja pierwsza rezydencja artystyczna, która w dodatku zbiegła się w czasie z ukończeniem studiów i pewnie pozostanie dla mnie ważnym punktem w procesie poszukiwania i rozwijania mojego własnego języka malarskiego. To doświadczenie rozbudziło we mnie ciekawość i chęć podejmowania podobnych wyzwań w przyszłości. Co dalej? Przygotowuję się do mojej drugiej indywidualnej wystawy w BWA Katowice.

 

Katarzyna Szymkiewicz: You Want a Piece Of Me? Fragment wystawy w Galerii Henryk, Kraków

 

Katarzyna Szymkiewicz – urodziła się w 1989 roku, mieszka i pracuje w Krakowie. W 2013 roku uzyskała dyplom licencjacki z grafiki na Wydziale Sztuki Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie, a w 2017 roku dyplom z wyróżnieniem z malarstwa na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, w pracowni prof. Andrzeja Bednarczyka. Zajmuje się malarstwem, rysunkiem, grafiką i animacją. Laureatka konkursów artystycznych, między innymi 16. edycji Artystycznej Podróży Hestii, wyróżnienia na Biennale Sztuki Młodych Rybie Oko 9, a także wyróżnienia specjalnego konkursu Untouchable zorganizowanego w ramach Mediations Biennale w Poznaniu. Brała udział w kilkudziesięciu wystawach w kraju i za granicą. Jej prace prezentowane były między innymi w Muzeum Sztuki Współczesnej (MOCA) w Taipei na Tajwanie, BWA Katowice, galerii Henryk w Krakowie, galerii Wozownia w Toruniu, BWA Warszawa i galerii Bardzo Biała w Warszawie. Od listopada 2016 roku współpracuje z galerią Henryk.